Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin Herman,
27.10.2017 22:38

Jak Ukraina ułatwia zadanie rosyjskim trollom

Wydaje się, że rosyjska machina propagandowa skupia się w Polsce głównie na dwóch tematach: podważaniu znaczenia dla Polski współpracy z USA i NATO oraz na podsycaniu niechęci wobec Ukrainy. Niestety, trudno z tym drugim walczyć, skoro sama strona ukraińska zachowuje się często, delikatnie mówiąc, niezbyt mądrze.

W USA nie ma dnia, by nie pojawiły się doniesienia o rosyjskich cyberatakach, kradzieżach danych czy wpływaniu rosyjskich służb na nastroje i dynamikę polityczną w USA. Wychodzi na to, że Rosjanie chcieli w roku wyborczym 2016 rozbujać amerykańską łódź. Propagowali fałszywe, zmanipulowane bądź prawdziwe, ale tendencyjnie podane informacje i opinie. Byli w tym bardzo skuteczni dzięki choćby komercyjnemu dostępowi do reklam na znanych portalach. Szczuli wszystkich przeciwko wszystkim, Demokratów przeciwko Republikanom, Republikanów przeciwko Demokratom, białych prawicowców na imigrantów, Afroamerykanów na białych czy policję. I tak dalej... Think tank German Marshall Fund zanotował zresztą w ostatnich latach ingerencję Rosji w politykę w kilkudziesięciu krajach świata, w tym w Polsce. Niestety, nie podał albo nie natrafił na wiele szczegółów dotyczących Polski, natomiast możemy i tak zadać sobie pytanie, czy to ktoś kołysze polską łodzią, czy tylko sami nią kołyszemy?

Zastanawiające jest na przykład, że o ile badania wykazują, iż ponad 90 proc. Polaków ma negatywną opinię o państwie rosyjskim, a zdecydowana większość Polaków chce przystąpienia Ukrainy do NATO i UE i jednocześnie popiera rozmieszczenie w Polsce wojsk NATO, polski internet tego zwyczajnie nie odzwierciedla. Na portalach społecznościowych zdecydowanie w tych tematach dominują komentarze i treści antyukraińskie i antynatowskie (czyli antyamerykańskie).

Podobnie jest, gdy spojrzy się na to, co cieszy się największym zasięgiem na najpopularniejszych w Polsce portalach społecznościowych. Są to informacje stawiające w złym świetle Ukrainę (opcjonalnie: Litwę), NATO, USA i proatlantycki kierunek polskiej polityki zagranicznej. Te tematy też są komentowane w tonie antyzachodnim czy antyukraińskim. Przyznać trzeba jednocześnie, że raczej mało jest przy tym przekonywania Polaków do miłości wobec Rosji. Ale być może, nie taki jest cel.

Dezinformacja kontra fakty

Niedawno Polska wydaliła pracującego w naszym kraju na etacie naukowca – niejakiego Dmitrija K. ABW uznała go za zagrażającego interesom Polski. Miał stworzyć w Polsce całą sieć szerzenia prorosyjskiej propagandy. Oferował współpracę naukową z Rosją, wyjazdy, konferencje, publikacje, w zamian chcąc wypowiedzi dla mediów polskich i zagranicznych w oczekiwanych sprawach i w oczekiwanym tonie. Miał wręcz instruować swoich podopiecznych, co i jak mówić.

Trzy lata temu rozpoczęła się agresja rosyjska na Ukrainę. Jednocześnie polska opinia publiczna poddawana jest od trzech lat gigantycznej presji propagandowej o charakterze takim, jak opisałem wyżej. W takich warunkach trudno mówić o relacjach polsko‑ukraińskich. W ciągu dwóch–trzech lat doszło do tego, że pewien zestaw oczywistych w realu opinii albo po prostu faktów historycznych w internecie spotyka się z natychmiastowym zmasowanym odporem, a nawet wyzwiskami.

Jakie to fakty i opinie? Na przykład banał, że historia Kresów ani nie zaczęła się, ani nie zakończyła na rzezi wołyńskiej. Były przecież okresy zbliżania się i oddalania Polaków i Ukraińców, wojen i współpracy. Co więcej, jeśli już jesteśmy przy II wojnie światowej, to w tamtym okresie UPA reprezentowała bardzo małą część żywiołu ukraińskiego. Należało do niej góra kilkanaście tysięcy ludzi, a i na samym Wołyniu, jak wyliczył prof. Grzegorz Motyka, do mordowania Polaków UPA namówiła bądź zmusiła ledwie kilka procent zamieszkujących tam Ukraińców.

Poza tym UPA zajmowała się nie tylko mordowaniem Polaków, ale też rzeczywiście również (choć w sposób ograniczony, bo była to formacja dość słaba) walczyła z Niemcami. Po wojnie toczyła zaciekłe walki z Sowietami i to wtedy zyskała szersze poparcie. To nie Wołyń chcą pamiętać czciciele UPA na Ukrainie. Oni chcą o Wołyniu nie pamiętać lub nie wiedzieć. Jeżeli więc kiedyś odbyłby się rzetelny, lecz symboliczny (bo przecież większość przywódców i członków UPA już dawno nie żyje) proces UPA, sędzia musiałby wziąć to pod uwagę. Ale musiałby wziąć też pod uwagę szowinistyczną ideologię i ludobójstwo wołyńskie.

Paliwo dla trolli

W czasach, w jakich żyjemy, nie ma miejsca na takie prawdziwe sądy, nawet symboliczne. Każdy czuje się sam sędzią w dobie internetu i wojen informacyjnych. Wydaje mu się, że suwerennym, ale tylko mu się tak wydaje. Jedni domagają się niemówienia o złych kartach historii naszego sąsiada, bo walczy z rosyjskim najeźdźcą. Ale tę postawę często wypiera inna. Mnożą się ci, którzy domagają się potępienia Ukrainy. Bo im nie wystarczy, że polskie państwo nazwało zbrodnię wołyńską ludobójstwem i wiele środków wydaje na śledztwo, badania, publikacje. Nie wystarczy skrytykować władze ukraińskie. Uważają, że trzeba Ukrainę i Ukraińców rytualnie dojeżdżać. Są gotowi nawet uzasadniać aneksję Krymu i oderwanie Donbasu.

A przecież to, co Rosja zrobiła Ukrainie, to zagrożenie skrajnie niebezpieczne także dla Polski. Sympatia bądź antypatia wobec Ukraińców nie mają tu nic do rzeczy, podobnie jak rozliczenia historyczne. Tylko ktoś zaślepiony antyukraińską propagandą może tego nie rozumieć. Niestety, trzeba jasno podkreślić, że z drugiej strony część ukraińskich elit też żyje w rzeczywistości wirtualnej, ale tej wytworzonej przez siebie, o niewielkim zasięgu. I przegrywają propagandowo, nie tylko w Polsce, dając paliwo trzeciej stronie.

Schizofrenia Kijowa

Dzisiejsze władze ukraińskie oddały politykę historyczną i „nation-building” ludziom, którzy chcą z UPA uczynić jeden z najważniejszych fundamentów tożsamości ukraińskiej, nie zważając nie tylko na polską wrażliwość, ale też właśnie na to, że w ten sposób Ukraina staje się łatwym celem rosyjskiej machiny propagandowej. UPA idealizowana jest w oficjalnej narracji choćby ukraińskiego IPN‑u. Jego dyrektor Wołodymyr Wiatrowycz napisał niedawno: „Bez Ukraińskiej Powstańczej Armii, która powstrzymywała hitlerowski i stalinowski terror, a później zniszczyła imperium Gułagu, bez dysydentów, którzy przejęli od niej sztafetę walki o niepodległość, bez masowego ruchu narodowo-demokratycznego końca lat 80. i początku 90. XX w., bez Szuchewycza, Stusa, Czornowiła – taka Ukraina będzie tylko państwem tymczasowym. Dlatego dla tych, którym przeszkadza silna, demokratyczna, niepodległa Ukraina, tak ważne jest, aby zniszczyć historię UPA, zerwać ciągłość walki Ukraińców o wolność”. A przecież zestawienie dowódcy UPA z czasów wołyńskiego ludobójstwa oraz poety Wasyla Stusa i dysydenta Wiaczesława Czornowiła jest kontrowersyjne również dla wielu Ukraińców i jednocześnie ahistoryczne. Nie mówiąc o tym, że Wiatrowycz najwyraźniej chce wmówić, iż to UPA zniszczyła ZSRS!

Jakby tego było mało, w ostatnich dniach wyniknęła jeszcze inna sprawa. Na Przełęczy Tucholskiej otwarto memoriał ku czci pomordowanych rzekomo przez Polaków w marcu 1939 r. bojowników tzw. Karpato-Ukrainy. Tyle że taki fakt historyczny nie miał miejsca. I nie równoważy tego to, że przy okazji tegorocznego dnia obrońcy ojczyzny (który jest jednocześnie Świętem Opieki Najświętszej Bogurodzicy, ale i rocznicą powstania UPA) prezydent Ukrainy nie chciał wspominać UPA, a w Winnicy odsłonięto pomnik Semena Petlury.

Jeszcze bardziej bulwersujący jest fakt, że Ukraina blokuje Polsce prowadzenie poszukiwań miejsc pochówków Polaków na Ukrainie, w tym także ofiar zbrodni wołyńskiej, ale i ofiar tępionego przez ukraiński IPN sowieckiego totalitaryzmu. – Nikt w Polsce nie potrafi zrozumieć, jak to jest możliwe, że państwo, z którym utrzymujemy bardzo dobre stosunki, w imieniu którego występujemy na arenie europejskiej, któremu każdego dnia okazujemy wsparcie w bardzo różnych dziedzinach, nagle blokuje nam czynności, które nie powinny budzić jakichkolwiek kontrowersji – mówił na antenie TVP Info wiceprezes IPN‑u prof. Krzysztof Szwagrzyk. Cóż dodać?

A skoro wspomnieliśmy Pet­lurę, to ciekawe, że postanowił go zdyskredytować Władimir Putin, nazywając go kilka dni temu... nazistą. Kreml najwyraźniej dobrze wyczuwa, że kult Petlury na Ukrainie byłby dla niej trudniejszy pod względem politycznym i propagandowym niż kult UPA, dlatego otwarcie tę postać atakuje. Czy Ukraińcy to zauważają i są w stanie wyciągnąć z tego wnioski?

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane