Lekarze, i to nie anonimowo, nie wykluczają otrucia. Oczywiście, ktoś może wierzyć, że Nawalny zatruł się w lotniskowym bufecie nieświeżą herbatą albo że udaje. Ale dużo bardziej prawdopodobne jest, że widząc, co się dzieje na Białorusi, układ władzy w Rosji uderzył czym prędzej w najbardziej charyzmatycznego działacza rodzimej opozycji.
Mogło chodzić jednocześnie o zastraszenie wszystkich, którzy chcieliby wzorem Białorusi rzucić wyzwanie władzy, jak określa ich Nawalny, „żuli i złodziei”. Zwłaszcza że do zapaści Nawalnego doszło, gdy wracał po objeździe syberyjskich miast, gdzie wspierał kandydatów opozycji. A mają oni szansę namieszać w wyborach, bo dziś na Syberii i rosyjskim Dalekim Wschodzie narasta niechęć do władzy w Moskwie, o czym świadczą trwające już ponad miesiąc w Chabarowsku protesty w obronie zdymisjonowanego gubernatora, aresztowanego pod kryminalnymi zarzutami.