Tyle że ta z 1942 r. urywała się na 5 grudnia, w przeddzień znanej nam daty zgonu ks. Peradzego. A przybyła ledwie parę lat wcześniej, bo od wojny znajdowała się… w Moskwie, wraz ze wszystkimi obozowymi dokumentami, ale i przechwyconymi przez NKWD pieczęciami, blankietami itd. Ślad po śmierci św. Grzegorza Peradzego zatarto prawdopodobnie na rozkaz Stalina, zajadle wymazującego pamięć o swoim rodaku z tegoż seminarium w Tbilisi, z którego niegdyś wyrzucono Josifa Dżugaszwilego. Księgi zgonów, choć zdekompletowane, oddano, ale techniczne możliwości fałszerstw pozostały w Rosji i mogą być w każdej chwili użyte, podobnie jak niedawno opublikowane meldunki NKWD rzekomo z 1945 r., „dokumentujące” mordowanie przez AK Żydów i Ukraińców. Warto o tej okoliczności wspomnieć podczas uroczystości w KL Auschwitz.