Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
21.11.2023 19:56

Dwie wojny czy jeden front

Europejczycy i Amerykanie różnią się w interpretacji dwóch głównych wojen toczących się obecnie na świecie. Unia Europejska uważa, że to dwa różne konflikty, Amerykanie z kolei uważają, że to część tej samej globalnej gry.

Ostatni szczyt ministrów spraw zagranicznych krajów UE w Brukseli poświęcony był zarówno wojnie na Ukrainie, jak i wojnie na Bliskim Wschodzie. Zapowiedziano kolejne pakiety pomocy dla Ukrainy. Trudniej jednak krajom europejskim porozumieć się co do tego, jaką politykę prowadzić wobec konfliktu izraelsko-palestyńskiego. 

Perspektywa europejska

Wynika to z różnych uwarunkowań. Na przykład w wielu krajach europejskich jest liczna i wpływowa mniejszość muzułmańska. Jest też tradycja polityczna sympatii dla sprawy palestyńskiej i niechęci do Izraela, nie tylko na skrajnej lewicy. Dotyczy to na przykład krajów nordyckich. Co prawda państwa UE z mniejszością muzułmańską starają się nie dopuścić do tego, by wojna na Bliskim Wschodzie spowodowała niepokoje i wzrost nastrojów islamistycznych i antyżydowskich – dlatego z taką stanowczością tłumione są co bardziej radykalne zgromadzenia antyizralelskie i prohamasowskie. Niemniej można powiedzieć, że Europa stara się trzymać równy dystans. – Oba konflikty mają zupełnie odmienny charakter. Czy można w ogóle porównywać to, co dzieje się na Ukrainie, i to, co dzieje się w Gazie? Jednocześnie jasne jest, że trzeba brać pod uwagę sposób postrzegania świata, aby uniknąć oskarżeń o podwójne standardy – powiedział szef unijnej dyplomacji Josep Borrell.

Borrell powtórzył oficjalne stanowisko UE wzywające obie strony do natychmiastowego przerwania działań zbrojnych, utworzenia korytarzy humanitarnych itd. Jak dodał, UE potępia „wykorzystywanie szpitali i ludzi jako żywych tarcz przez Hamas”, zbrodnie Hamasu i uznaje prawo Izraela do samoobrony. Z zastrzeżeniem: „prosimy Izrael o maksymalną powściągliwość i precyzję, aby uniknąć ofiar w ludziach”.

Generalnie Unia Europejska i wszystkie jej państwa potępiają Hamas i nie widzą przyszłości tej organizacji. Jednak w części opinii publicznej (nie tylko wśród muzułmanów, ale też choćby na skrajnej lewicy) widać czasem tendencję do jego usprawiedliwiania. Chcąc nie chcąc, politycy też muszą jakoś brać to pod uwagę i być ostrożni. Ponadto Unia wspiera finansowo i politycznie zarówno Autonomię Palestyńską (dziś praktycznie ograniczoną tylko do Zachodniego Brzegu, gdzie rządzi świecka partia Fatah, ale przez lata finansowała też Strefę Gazy), jak i Izrael. Wreszcie w Europie mocny jest dyskurs antykolonialny, w którym Izrael, sojusznik USA, jest kolonialnym prześladowcą ludności palestyńskiej. Postrzegany jest jako ten silniejszy, a Palestyńczycy jako słabsi. Dlatego UE ani nie chce, ani nie może zestawić ze sobą konfliktów na Bliskim Wschodzie i na Ukrainie.

Perspektywa amerykańska

Dla większości amerykańskich elit i opinii publicznej Izrael może jest obecnie silniejszy, ale warunkowo. Gdy zestawić Izrael nie tylko z Palestyńczykami, ale też wrogimi mu reżimami, jak Iran czy Syria, Izrael wychodzi w oczach Amerykanów na kraj i naród walczący o życie, jedyny demokratyczny w tym regionie świata.

Nie tylko w wypowiedziach przedstawicieli Białego Domu (z prezydentem Joem Bidenem na czele), ale też w realnych działaniach można dostrzec, że Amerykanie postrzegają wojnę na Ukrainie i wojnę na Bliskim Wschodzie jako dwa fronty większego globalnego konfliktu. Administracja Bidena stara się (na razie bezskutecznie), by Kongres przyjął jeden pakiet finansowania pomocy wojskowej zarówno dla Izraela, jak i Ukrainy.

Waszyngton, jak wynika bezpośrednio z przemówień i wywiadów Bidena, postrzega obecną globalną szachownicę jako pole zmagań między siłami wolności i demokracji a reżimami autorytarnymi i totalitarnymi, jak Rosja, Iran i Korea Północna. W tle majaczą Chiny. Nie jest tajemnicą, że Hamas wspierany jest przez Iran. Podobnie jak inne antyizraelskie ugrupowania, z Hezbollahem stacjonującym w Libanie i Syrii na czele, jeszcze silniejszym i bardziej związanym z Teheranem niż Hamas.

Dlatego właśnie emerytowany generał Ben Hodges, były głównodowodzący amerykańskiej armii w Europie, w brytyjskiej gazecie „The Telegraph” zasugerował, że przedłużająca się wojna na Ukrainie i opieszałość Zachodu ośmieliły stojący za terrorystami Iran do ataku na Izrael. „Być może obecnie nie ma żadnego zorganizowanego planu, ale faktem jest, że różni złoczyńcy świata współpracują, aby osłabić Zachód i jego sojuszników. To nie jest zwykły zbieg okoliczności” – napisał.

Według niego wszystkiemu uważnie przyglądają się Chiny i analizują, czy USA, Wielka Brytania i sojusznicy mają potencjał polityczny, gospodarczy, militarny, aby: 1. pomóc Ukrainie pokonać Rosję; 2. pomóc Izraelowi pokonać Hamas; 3. zatrzymać rozprzestrzenianie się wojny na Bliskim Wschodzie; 4. znaleźć korzystne polityczne rozwiązanie dla Izraela i Palestyńczyków; 5. powstrzymać imperialne zakusy Rosji; 6. powstrzymać Iran (np. od dalszych ataków proxy na siły amerykańskie w Syrii, do których coraz częściej dochodzi); 7. powstrzymać Chiny przed agresją na Filipiny lub Tajwan.

To nie był przypadek

Oczywiście USA też krytykują Izrael za „nieproporcjonalne użycie siły” i nawet naciskają na jego władze co do zasięgu działań wojskowych w Strefie Gazy, ale nie wpływa to na to, że są bardziej skłonne mu pomagać niż Europa.

O tym, że, jak wyraził się Hodges, atak Hamasu na Izrael właśnie teraz „to nie jest zwykły zbieg okoliczności”, mogą świadczyć informacje „The Washington Post”, z których wynika, że atak Hamasu 7 października był od dawna precyzyjnie planowany, a celem nie było tylko wkroczenie, zabicie cywilów i żołnierzy izraelskich oraz uprowadzenie zakładników, lecz także wybicie korytarza lądowego do Zachodniego Brzegu i przejęcie tam władzy przez Hamas. Świadczyć może o tym na przykład to, że po wyparciu najeźdźców z terytorium Izraela znaleziono duże zapasy żywności.

„The New York Times” pisze z kolei, że Hamas szykował się do ataku na Izrael od 16 lat. Zbudował podziemne tunele, całą wyszkoloną armię, zgromadził niesamowite ilości rakiet, mogące równać się z ilością rakiet, jakie ma Rosja. Smutne jest to, że częściowo prawdopodobnie sfinansowała to do pewnego stopnia Unia Europejska, przeznaczając przez lata duże środki na wsparcie gospodarcze i humanitarne Strefy Gazy bez gwarancji kontroli. Bo przecież naiwnością byłoby sądzić, że Hamas nie przechwytywał dużej części tych środków.

Zbrodnicze analogie

Zbrodnie, których dokonał Hamas po ataku 7 października, wyjątkowe w swoim okrucieństwie, nawet jak na standardy konfliktu izraelsko-palestyńskiego, mające stłumić opór i wzbudzić przerażenie, zdaniem rosyjskiej emigracyjnej dziennikarki Julii Łatyninej (mieszkającej zresztą w Izraelu) przypominają też sposób działania rosyjskich okupantów na zajmowanych terytoriach Ukrainy. Nawet więc jeśli Rosja nie szkoliła Hamasu, to widać, że mogła być wzorem dla islamistów palestyńskich i sponsorującego go i szkolącego reżimu irańskiego.

Plan raczej wydaje się szalony, bo Izrael wielokrotnie przecież był atakowany, nawet przez potężniejsze siły niż Hamas, nawet kilka państw naraz, i nikomu nie udało się podbić jego terytorium. Jednakże plan Putina podboju całej Ukrainy i zajęcia Kijowa w dwa, trzy dni też nie był racjonalny, a mimo to Putin zaczął pełnowymiarową inwazję. Hamas mógł też kalkulować, że w miarę jego sukcesów dołączy się Hezbollah. I rzeczywiście dołączył się do ataków na Izrael. Ale gdyby Hamas wybił korytarz lądowy do Zachodniego Brzegu i przejął tam władzę, być może Hezbollah włączyłby się bardziej. 

W efekcie istnienie Izraela byłoby naprawdę zagrożone, a status quo na Bliskim Wschodzie zostałoby zachwiane. Co tworzyłoby kolejne „okna możliwości” dla agresorów. Tak jak podbicie Ukrainy miało na celu zburzenie porządku w Europie, czego Moskwa w ogóle nie ukrywała.


Autor jest dziennikarzem TV Biełsat

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE