Przede wszystkim Bułgaria jest członkiem UE. Ukraina zaś jest stowarzyszona z UE. Dla obywateli Bułgarii rynek pracy w UE jest i tak otwarty, a Ukraińcy mają choćby sporą swobodę w zakładaniu firm na terytorium UE i mogą pracować w niektórych państwach (np. w Polsce). Pewnie niektórzy Bułgarzy i Ukraińcy tworzą jakieś nieformalne sieci, ale czy Emmanuel Macron chce nam wmówić, że imigranci z innych kontynentów nie tworzą? Pytanie retoryczne. Nie o prawdę tu chodzi, ale o brzydkie straszenie, uogólnianie i odwracanie uwagi. Duża część elit i społeczeństw krajów Europy Zachodniej wie, że z powodu choćby kolonialnych win nie można poniżać, nadmiernie krytykować ani pomijać mieszkańców Afryki czy Azji. Ale za to rolę kozła ofiarnego i zagrożenia przypisuje się dziś ludom Europy Środkowej i Wschodniej. Na nich można używać sobie do woli.
Czy to już jest rasizm?
Prezydent Francji zasugerował wyższość imigrantów z Afryki nad imigrantami z Europy Środkowej i Wschodniej, konkretnie z Bułgarii i Ukrainy, którzy jego zdaniem tworzą jakieś „nielegalne sieci”. To równie niedorzeczna, co znamienna dla części elit zachodnioeuropejskich wypowiedź.