Później nazwę tę prześmiewczo wykorzystał amerykański klasyk z wieku XIX Washington Irving, przypisując ją… Nowemu Jorkowi, lecz już nie z powodu głupoty, lecz umiejętnego rżnięcia głupa przez miejscową ludność. A znawcy komiksu wiedzą, że batmanowskie Gotham wzorowane było właśnie na nowojorskiej monstrualnej metropolii, i już jesteśmy w domu. W domu wariatów.
Mięso armatnie ciotek rewolucji
Nas, zwykłych mieszkańców Gotham, co rusz zaskakują coraz bardziej wyrafinowani i zboczeni przestępcy, którzy nie wiedzieć czemu uparli się, by prześladować swoimi zbrodniczymi poczynaniami akurat nasze miasto, które po prostu chciało sobie spokojnie egzystować. A to jakiś wściekły Pingwin będzie się mścił za to, że go nie kochali rodzice, a to szalony Joker przerobi nam życie na upiorny karnawał. Przypomnijcie sobie genialną scenę z filmu Tima Burtona, gdy ów superzbrodniarz w mistrzowskiej interpretacji Jacka Nicholsona dokonuje symbolicznego ataku na podstawy naszej kultury – z tłumem swoich zbirów wdziera się do galerii obrazów i zapaskudzają sprayem arcydzieła klasyki. Z jednym wyjątkiem – Joker powstrzymuje rękę zbira przed zniszczeniem turpistycznego dzieła Francisa Bacona, przestawiającego… papieża (postać wzorowana na portrecie Innocentego X Diego Velázqueza) pomiędzy dwoma tuszami wołowymi. Tego typu zapoczątkowana w XX w. „awangarda” w naszych czasach zniszczyła ostatecznie sztukę świata Zachodu.
Dziś po ulicach tego świata grasują całe tłumy degeneratów niszczących sprayem i swoimi zalatującymi siarką wyziewami nasze odwieczne świętości i filary naszego światopoglądu. Pierwszą ofiarą ich opętania padły prawda i logika. Lewactwo twierdzi więc kłamliwie, że to Jarosław Kaczyński spowodował uliczny karnawał wulgarności małolatów, te zaś – w większości durnowate dziewuchy w wieku szkolnym, ofiary zdolności pedagogicznych nauczycieli muczących w strojach krów – nie widzą wbrew oczywistości, że są mięsem armatnim w rękach przechodzonych ciotek rewolucji o niestandardowej urodzie, pań Lempart, Płatek, Scheuring-Wielgus itp.
Towarzyszki Lempart plagiacik z towarzysza Hitlera
Miałem pisać o tym, co się dzieje na Kaukazie, o wyborach w Gruzji, które zachwiały władzą prorosyjskiej kliki, o wpływie na sytuację Rosji, coraz bardziej bezradnej wobec azersko-ormiańskiej wojny o Karabach, ale ledwie wszedłem na lokalne strony internetowe, natknąłem się na… naszych rodzimych barbarzyńców. W Gruzji, na Ukrainie i Bóg wie gdzie jeszcze zwołują się oni pod polskimi konsulatami i ambasadami na protesty nie przeciw rosyjskiej agresji i okupowaniu ziem tych krajów, ale przeciw wyrokowi polskiego Trybunału Konstytucyjnego kwestionującemu eugeniczną zasadę uśmiercania dzieci nienarodzonych. I usiłują wciągać do tego miejscową ludność. Już sobie wyobrażam demonstrujące przeciw fałszerstwom wyborczym tłumy w Tbilisi, które przyłączą się do grupki opętańców pod znakiem czerwonego pioruna, dorabiających dotąd kochanej za bohaterską odsiecz prezydenta Lecha Kaczyńskiego Polsce ohydną gębę pseudopostępu.
Zresztą, jak tu pisać o bliskim memu sercu Kaukazie, gdy harce satanistów i ich bezmyślnych małoletnich pomagierów na polskich ulicach doprowadziły do skokowego wzrostu zachorowań, a ich hasło: „To jest wojna!” demonstruje na swojej twitterowej fotce niemiecka „polityczka” Claudia Roth. To kolejna szczególnej urody ciotka od Zielonych, ale zarazem wiceprzewodnicząca niemieckiego parlamentu, więc śmiech zamiera na ustach, gdy się wspomni dokonania miłującego pokój narodu niemieckiego w szerzeniu europejskiej kultury i cywilizacji wśród polskich podludzi. Wszak to znany wielbiciel zwierzątek i wegetarianizmu towarzysz Adolf Hitler już w 1943 r. obdarzył polskie kobiety taką zdobyczą cywilizacyjną, jak aborcja na życzenie, czego dziś domagają się wspomniane panie jako podstawowego prawa człowieka.
W ogóle wojna jakoś stała się ostatnio modna, nie tylko na polskich ulicach i w kuluarach europejskich parlamentów. Prezydent Francji zapowiedział właśnie wojnę z islamskim separatyzmem, co oczywiście odbiło się natychmiast rykoszetem na… tak, oczywiście, chrześcijanach! I nie tylko tych mordowanych w szkołach i kościołach przez owych zagadkowych „separatystów” (czyżby islamiści domagali się odłączenia od Francji Paryża lub Korsyki?), ale na zwykłych wierzących, bo w ramach tej walki z fanatyzmem i tak zlaicyzowane do bólu państwo francuskie ograniczy wykładanie religii i kształtowanie postaw religijnych. Z islamem pewnie wyjdzie im tak jak zawsze, ale katolikom śrubę przykręcić jeszcze mocniej na pewno się uda. Na razie rząd kazał zamknąć do odwołania wszystkie kościoły, bo pandemia. Jak ciemnota chce się modlić do swoich bożków o odwrócenie plagi zarazy, to niech to robi cichaczem we własnych czterech ścianach. Kiedy odwołają? A kto im każe?
Doświadczeni towarzysze z Moskwy wiedzą, czym pachnie Biden
W noc wyborów prezydenckich w USA włączyłem Pierwszy Kanał telewizji rosyjskiej i spotkało mnie spore zaskoczenie. Zamiast opisywanych niedawno przeze mnie prymitywnych propagandzistów kilku kulturalnych, starszych na ogół panów bez zajadłości analizowało sytuację polityczną w Stanach. Co jeszcze ciekawsze, wszyscy co do jednego wskazywali na ogromne niebezpieczeństwo dla całego świata, gdyby Trumpa zastąpił na stanowisku prezydenta USA kandydat demokratów.
Zawodowi politolodzy, którzy w większości zaczynali kariery jeszcze w Związku Sowieckim, zgodnie twierdzili, że Partia Demokratyczna zdegenerowała się w ostatnich kilku dekadach do tego stopnia, że jest już tylko etykietką, pod którą kryje się zgoła niedemokratyczny towar – osobliwa mieszanka oszalałego lewactwa i totalitarnych ambicji gigantycznych koncernów medialnych typu Google, Facebook czy Twitter. Doświadczeni towarzysze z moskiewskiego studia wiedzą, czym to pachnie – oddolnym buntem tłuszczy, umiejętnie sterowanym przez wielkich graczy, w odróżnieniu od bolszewickich przywódców z 1917 r. przezornie anonimowych. Jeden z politologów rosyjskich powiedział wprost – Trump jest naszym wrogiem i chętnie nam dołoży, ale nie będzie dążył do całkowitego zniszczenia Rosji, zdając sobie sprawę, że jej implozja groziłaby katastrofą co najmniej regionalną. Biden natomiast, będąc tylko bezwolną marionetką w rękach szalonych ideologów i samobójczo dążących do bezustannego zwiększania zysków korporacji w stylu organizacji WIDMO z dawnych dobrych bondów, może dążyć do podważenia podstaw największego mocarstwa świata, a w konsekwencji prowadzić zupełnie nieprzewidywalną, bo motywowaną ideologicznie politykę zagraniczną, co grozi katastrofą już nie na skalę lokalną, ale światową.
Gotham dotąd miało to szczęście, że gdy narastającej fali przestępczości i zgnilizny moralnej nie były już w stanie zapobiec władze miejskie, znikąd pojawiał się z odsieczą ktoś z kategorii supermenów, zwanych niegdyś herosami, i nadludzkim wysiłkiem zaprowadzał jako taki porządek. Jednak od czasów ostatniego z tych gigantów, Ronalda Reagana, stali się oni w polityce światowej taką rzadkością, że nam, redneckom i moherom, pozostaje trzymać kciuki za rubaszne i nieco prostackie wcielenie herosa, który może oczyści Gotham z coraz liczniejszych Jokerów. Chyba że wolicie zatańczyć z diabłem...