Pokazuje to jedną ważną rzecz. W Rosji, która praktycznie nie doświadczyła nigdy wolności i demokracji, utożsamia się państwo, a nawet naród, z jednostką sprawującą władzę. To kultura czy raczej antykultura polityczna samodzierżawia. Rosjanie często zabijali, próbowali zabijać lub atakowali przywódców wolnych krajów, zakładając, że obcinając „głowę”, zniszczą dane państwo. Rzeczywiście, w Rosji śmierć Putina oznaczałaby krach państwa, a przynajmniej poważne turbulencje związane z sukcesją tronu. A tymczasem demokracja nie opiera się na jednym człowieku, który wszystkim steruje i wszystko uosabia. Przywódcy zmieniają się, mają też swoje ekipy, w których też są inne charyzmatyczne postaci (a w ekipie Zełenskiego takich nie brakuje), a ostatecznie – i nie jest to czczy idealizm – i tak decyduje naród. Może czasem się mylić, ale wbrew niemu na dłuższą metę nie da się niczego i nikogo przeforsować.