Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard  Czarnecki
04.07.2024 20:33

Czas pracuje dla Trumpa

Brytyjski „The Economist” na okładce przedstawia chodzik pomocny przy poruszaniu się starszych, częściowo już niedołężnych ludzi, a na nim umieszcza okrągłe godło – symbol prezydenta USA ! Nawet wielu zwolenników Trumpa obeszło się z urzędującym lokatorem Białego Domu łagodniej.

Jednak tygodnik wydawany w Londynie, będący częścią europejskiego i światowego establishmentu, owej morderczej dla Josepha Robinette’a Bidena okładki użył nie dla pokazania gwałtownej zmiany sympatii i przejścia do obozu Donalda Johna Trumpa, ale w ten sposób zaśpiewał w chórze tych, którzy chcą wymusić na 46. w dziejach USA prezydencie wycofanie się z wyścigu do Białego Domu. Takich głosów jest coraz więcej. Opowiedzieli się za tym publicyści najbardziej wpływowych amerykańskich gazet: „New Jork Times” i „The Wall Street Journal”, ale także, co prawda na razie pojedynczy, kongresmeni Partii Demokratycznej. Biden, a także jego otoczenie nie przyjmuje tych sugestii, przynajmniej na razie, do wiadomości. Sam prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki przyznaje wprost w kontekście telewizyjnej debaty z D.J. Trumpem: „sp…m”, ale podkreśla cały czas, że będzie walczył. 

Tymczasem czas pracuje na kandydata Republikanów. Jeszcze nigdy tak bardzo nie wyprzedzał on Bidena w sondażach. Co prawda mają one i tak znaczenie pomocnicze, bo przecież nie liczba głosów amerykańskich wyborców decyduje o wyniku wyborów prezydenckich w USA, tylko liczba elektorów. Przypomnę, że w wyborach Anno Domini 2016 Trump uzyskał mniej głosów niż Hillary Diane Rodham Clinton, ale wygrał, bo miał więcej właśnie głosów elektorskich.

Kluczowe dla obu kandydatów są wygrane w tzw. swing states, czyli w stanach, w których raz wygrywają Demokraci, a raz Republikanie. I właśnie w tych stanach Trump również wyraźnie zwiększa dystans dzielący go od Bidena. 

Powtarzam: czas pracuje dla kandydata amerykańskiej prawicy. Każdy dzień kolejnych deliberacji o tym, czy Biden ma się wycofać, a jeśli już, to kto ma go zastąpić, jest dla amerykańskiej lewicy/liberałów dniem straconym.

Chyba że stanie się to, co przewidywałem na łamach miesięcznika „Nowe Państwo” w grudniu 2020 roku: że w następnych wyborach prezydenckich w roku 2024 kandydatem Demokratów będzie Michelle Obama, żona prezydenta USA w latach 2011-2017 Baracka Husseina Obamy. Wtedy Trump może przestać być faworytem...

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej