Czy dzieje się tak dlatego, że myśmy przygotowywali się do programu powszechnych szczepień od początku listopada, a nasi unijni partnerzy, choć oczywiście wiedzieli o konieczności masowego użycia szczepionki, przysnęli i zabrali się do tego z miesięcznym czy nawet półtoramiesięcznym opóźnieniem?
Hiszpania: zaszczepiono 0,2 proc. populacji
Witryna internetowa niemieckiej gazety „Die Zeit” cytuje wypowiedź Hiszpana Toniego Roldána, dyrektora think tanku EsadeEcPol, który mówi: „Niesamowite, że Europa nie jest lepiej przygotowana! Dla wszystkich musi być jasne, że obecnie nie ma lepszej inwestycji niż ta w skuteczną kampanię szczepień”.
Nic dziwnego, że niemiecki portal nadał temu wywiadowi tytuł „Problemy ze szczepieniami – Europa mogła się lepiej przygotować”. Hiszpański ekonomista operuje konkretami: „Tymczasem co się dzieje w Hiszpanii? W galicyjskim mieście Ourense zaszczepiono więcej ludzi niż w metropolii Madrytu”. Ekspert z tegoż Madrytu oburza się na hiszpańską „niekompetencję” i odwołuje się do faktu, że w Hiszpanii do tej pory zaszczepiono zaledwie... 0,2 proc. populacji.
Czyżby kraj rządzony przez tradycyjną lewicę (Hiszpańska Partia Socjalistyczna, PSOE) oraz radykalnych socjalistów (Podemos) nie wyciągnął żadnych wniosków z katastrofy, w jaką wpędziły ten kraj zarówno lekkomyślność władz w Madrycie oraz regionalnych, jak i beztroska hiszpańskiego społeczeństwa? Zaowocowały one wiosną 2020 r. rekordowymi statystykami zakażeń i zgonów w Europie, mniejszymi en masse jedynie od tych we Włoszech, a w przeliczeniu na liczbę zgonów na milion mieszkańców – także od tych w Belgii.
Francuzi o Francji: „pośmiewisko świata”
Jednak sytuacja w Hiszpanii, mimo że tak krytykowana przez niezależnych ekspertów i tamtejszą opozycję, i tak jest lepsza niż we Francji. Jeden z tamtejszych internetowych influencerów, dziennikarz z północy kraju Bruno Renoul, parę dni temu wypuścił tweeta, który miał potem tysiące lajków i retweetów. Brzmiał on następująco: „352 osoby zaszczepione. 20 w ciągu ostatnich 24 godzin. Jesteśmy pośmiewiskiem świata, czyż nie?”.
Na początku zeszłego tygodnia w prawie 67-milionowej Francji zaszczepiono ledwie 4 tys. osób. Opóźnienia w akcji szczepień są tak kolosalne, że pod miażdżącą krytyką nie tylko opozycji, ale nawet życzliwych dotąd prezydentowi Republiki mediów Emmanuel Macron zwołuje kilka razy w ciągu dnia posiedzenia sztabu kryzysowego! Ceniony francuski ekspert od polityki międzynarodowej Dominique Moïsi, akurat zresztą zdecydowanie popierający Macrona, dziś w wywiadzie dla… niemieckich (sic!) mediów oskarża władze o „głęboki brak zrozumienia rytmu kampanii szczepień”. Podkreśla też, że tzw. wielka polityka to nie tylko wysyłanie kontyngentów francuskich żołnierzy do Afryki, w większości do byłych francuskich kolonii, lecz także efektywna walka z COVID-19. Moïsi zarzuca francuskim władzom, że bardzo późno uświadomiły sobie, iż są nowe fronty walki, i to wewnętrzne (pandemia), a nie tylko zewnętrzne (Afryka). Wprost sugeruje wpływ fiaska kampanii szczepień na wyniki wyborów prezydenckich w 2022 r.: „Jeśli nieznośna powolność szczepień nie ustąpi w ciągu dwóch tygodni, szanse na ponowne wybranie Macrona w przyszłym roku się zmniejszą”.
Włochy: winne samorządy?
Italia do dziś leczy rany po klęsce w walce z pandemią w pierwszej jej fazie. To właśnie z tego powodu kraj ten nawiedziła największa w historii fala eurosceptycyzmu, przejawiająca się między innymi tym, że totalna krytyka Unii Europejskiej – za brak działań, brak europejskiej solidarności, a nawet blokowanie pod wpływem największych krajów, takich jak Niemcy i Francja, dostaw środków dezynfekujących dla Republiki Włoskiej – stała się udziałem nawet polityków rządzącej lewicy, w tym kluczowych ministrów. Mowa chociażby o szefie MSZ Italii Luigim di Maio, liderze lewicowej, ale też dotychczas antyestablishmentowej (!) formacji Ruch Pięciu Gwiazd. Di Maio z jednej strony w miażdżący sposób krytykował UE, a z drugiej – chwalił... Chiny za pomoc udzieloną jego krajowi.
Profesor ekonomii z Uniwersytetu Florenckiego Mario Pianta twierdził w wywiadzie dla Zeit Online, że na akcji szczepień zemściła się polityka cięć socjalnych i oszczędności w polityce społecznej z ostatnich kilku dekad w jego kraju. Mówił też, że ograniczenie możliwości leczenia na oddziałach intensywnej terapii podczas ponad trzech kwartałów ataku zarazy zaowocowało w jego ojczyźnie największą w Europie liczbą ofiar śmiertelnych. Za obecny chaos jedni Włosi oskarżają rząd, inni – władze lokalne, po części zresztą też lewicowe.
Cytowany przeze mnie naukowiec z Florencji przerzuca piłeczkę na boisko samorządowe, a nie rządowe: „Nasza debata toczy się wokół nieudolności władz regionalnych, które ponoszą pełną odpowiedzialność za politykę zdrowotną we Włoszech i które nie są w stanie sprostać wyzwaniu, jakim jest ogólnokrajowa kampania szczepień”.
Zapewne jednak przeciętnego mieszkańca, czy to Rzymu, czy sycylijskiej wioski, niespecjalnie interesuje, kto ponosi większą winę – władze centralne czy lokalne – za włoską tragedię podczas pierwszych miesięcy panoszenia się na półwyspie koronawirusa.
Niemcy winni kryzysu?
Premier Bawarii Marcus Söder, o którym mówi się, że będzie walczył o schedę po ustępującej w tym roku po wyborach do Bundestagu Angeli Merkel, w ostatnim czasie ostro zaatakował… Komisję Europejską (sic!) za „zbyt biurokratyczne planowanie” walki z pandemią. Wtórują mu niemieckie media, które – doprawdy rzadko się to zdarza – wręcz znęcają się nad Brukselą, choć trzeba przyznać, że nie oszczędzają też federalnego ministra zdrowia w rządzie CDU/CSU-SPD Jensa Spahna.
Skądinąd szczepionki podzieliły rząd, bo SPD – które spodziewa się, że z kretesem przegra tegoroczne wybory i ustąpi miejsca w koalicji rządowej Zielonym – ostro atakuje partię kanclerz Angeli Merkel. Trwa w tej sprawie wewnątrzrządowy ping-pong, czego nie było podczas wiosennej, pierwszej fali zarazy. „Frau Kanzlerin” po ostrej krytyce akcji szczepień powołała specjalną grupę roboczą i zapowiedziała poświęcony szczepionkom „szczyt kryzysowy”. SPD zareagowała na to żądaniem powołania ko-misji śledczej, co jest bardzo ostrą zagrywką jak na rządowego koalicjanta.
Tymczasem „Bild” twierdzi, że Niemcy, żądając, aby to UE koordynowała akcję szczepień, „przyczyniły się do europejskiej katastrofy” w tym zakresie. „Die Welt” dobija zaś beztroskich Niemców symulacją wskazującą, że przy takim tempie szczepień w niektórych powiatach akcja zakończy się w roku... 2033.
Na tym tle Polska wypada bardzo dobrze. Obyśmy mogli bić rządowi RP brawa, również za miesiąc, dwa czy za kwartał.