Płonąć zaczynają obrzeża dawnego ZSRS. Od 9 sierpnia codziennie na ulice wychodzą Białorusini, domagając się uczciwych wyborów. Kilka tygodni dłużej trwają protesty na rosyjskim Dalekim Wschodzie, w Kraju Chabarowskim, przeciwko aresztowaniu i wywiezieniu do Moskwy wybranego w powszechnych wyborach gubernatora. Parę dni temu gwałtowne protesty na tle ekonomicznym wybuchły w porcie we Władywostoku. Generalnie Daleki Wschód i Syberia czują się najbardziej stratne na modelu panującym w Rosji. W Kirgistanie opozycja (związana z byłym prezydentem) wdarła się do gmachu parlamentu i administracji obecnego prezydenta, domagając się nowych wyborów parlamentarnych, bo ostatnie uznała za sfałszowane. Sprawa jest rozwojowa. A na Kaukazie wybuchła znowu wojna między Armenią i Azerbejdżanem. Tym razem wydaje się, że to Turcja, a nie Rosja, rozdaje tu karty.
Coraz mocniej płonie posowiecki świat
Obszar byłego Związku Sowieckiego od fazy umiarkowanego rozwoju gospodarczego na początku XXI w., przez fazę zastoju i recesji w ostatnich latach, przechodzi w fazę wyraźnej destabilizacji. Pandemia koronawirusa tylko przyspieszyła te procesy.