Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marcin  Herman
21.12.2022 16:00

Chorwacka dusza

Kibice na całym świecie zastanawiają się, jak to możliwe, że niespełna czteromilionowa Chorwacja odnosi takie spektakularne sukcesy w piłce nożnej. Tak, to rzeczywiście fenomen, który nie ma odpowiednika w świecie. Postaram się, na tyle, na ile mam wiedzę o piłce nożnej oraz samej Chorwacji, wytłumaczyć ten właśnie fenomen.

Kwestia ta, jak się wydaje, nurtuje szczególnie kibiców polskich. Chorwacja – kraj pod wieloma względami dość podobny do Polski. Katolicki, o trudnej historii, słowiański, środkowoeuropejski, o podobnym poziomie życia. A jednak oni mogą, a my nie możemy – w piłce nożnej. Jak to możliwe? Co jest z nami nie tak?

Trzydzieści lat niepodległości i trzy medale

To chyba źle postawione pytanie. Owszem, Polska jest pod pewnymi względami dość podobna do Chorwacji, ale są też czynniki, które nas różnią, są też takie, w których moglibyśmy może choć trochę upodobnić się do Chorwacji. A w niektórych sprawach Chorwaci też mogliby brać z nas przykład. To, co osiąga Chorwacja w piłce nożnej, ale także innych sportach zespołowych (koszykówka, piłka ręczna czy mało popularna w Polsce, ale niezwykle popularna w Chorwacji piłka wodna – w tych sportach wiele razy od odzyskania niepodległości w 1991 r. Chorwacja zdobywała medale igrzysk, mistrzostw świata i mistrzostw Europy) jest naprawdę niesamowite.

Zostańmy przy piłce nożnej. Chorwacja jako państwo istnieje od 1991 r., a już trzy razy weszła do fazy medalowej mistrzostw świata. Na katarskim mundialu zdobyła swój trzeci medal, stając się najbardziej utytułowanym zespołem spośród dawnych demoludów – Polska np. zdobyła dwa medale – wyprzedzając pod tym względem choćby Anglię czy Hiszpanię (co do liczby, bo oba te kraje zdobyły tytuły mistrzowskie), państwa stosunkowo duże i zdecydowanie piłkarskie. Chorwacja jednak wywalczyła więcej medali i, co ważne, w o wiele krótszym odstępie czasu niż wspomniane kraje.

Chorwacja ma niespełna 4 mln ludności (choć prawdę mówiąc, trzeba dodać jeszcze kilka milionów chorwackiej diaspory na całym świecie, z której obficie korzysta chorwacki sport), a zarejestrowanych piłkarzy około 150 tys. Dla porównania Polska ma ich ponad 400 tys., a wspomniana Anglia 1,1 mln. Z tych 150 tys. udaje się wyselekcjonować piłkarzy odnoszących jako reprezentacja większe sukcesy niż Anglia, a ostatnio nawet większe niż Brazylia.

„Naprijed Vatreni”, jesteśmy najlepsi!

Skąd się to bierze? Z kombinacji paru czynników sportowych i pozasportowych. Panuje słuszne powszechne przekonanie, że narody Bałkanów mają jakąś genetyczną predyspozycję do sportu, głównie sportów zespołowych, choć nie tylko, wyróżniają się też na przykład w tenisie. To chyba zresztą kwestia nie tylko genów, ale też sprzyjającego uprawianiu sportów letnich cały rok klimatu. Do tego dochodzi bałkańska mentalność. Zwłaszcza mężczyźni są tam wychowywani w przeświadczeniu, że są najlepsi. Indywidualna ocena przeciętnego mieszkańca Bałkanów jest bardzo wysoka, co z tego, że czasem niezbyt realistyczna.

Ale to nie wyjaśnia wszystkiego. Inne kraje bałkańskie nie odnoszą takich sukcesów jak Chorwacja, choć też je mają, jak Słowenia i Serbia w koszykówce albo siatkówce. Ale to nie są już tak liczne sukcesy jak chorwackie. W przypadku Chorwacji dochodzi jeszcze dodatkowy czynnik, nazwijmy go, polityczno-tożsamościowy. Współcześnie nie ma chyba na świecie krajów z historią taką jak Chorwacja. Krajów, których nie było na mapie (w przypadku Chorwacji od XII w. do 1991 r.!), a krótko po odrodzeniu wygrały wojnę o swoje istnienie z przeważającymi siłami okupantów. W 1991 r. Serbowie zajęli około 1/3 terytorium Chorwacji. W 1995 r. Chorwaci odzyskali wszystko, co do centymetra. To zasób, który sprawia, że Chorwaci jeszcze bardziej niż sąsiedzi wierzą w siebie. Zawsze do tego zasobu może odwołać się trener taki właśnie jak selekcjoner Chorwacji, wielki motywator Zlatko Dalić. Zwłaszcza że wielu Chorwatów, w tym on sam i piłkarze, doświadczyło wojny. Wiedzą, jak to jest bać się o życie, istnienie własne i kraju, stracić bliskich, przyjaciół czy dom, a potem odnieść triumf. Do tej wiary we własne siły dochodzi ludowa religijność Chorwatów, czasem, powiedzmy, „nieortodoksyjna”, ale żarliwa. Może też trochę brakuje polskim katolikom tak radośnie przeżywanej wiary.

Na poziomie mistrzostw świata w piłce nożnej, zwłaszcza jej faz play-off, poziom jest tak zbliżony, a drużyny tak niezrównoważone pod względem składu (to jednak nie są kluby, gdzie piłkarze pracują razem codziennie), że psychologia, motywacja mogą zdecydować o wszystkim. Chorwaci wierzą, że wygrają, i dlatego wygrywają. Owszem, nie jest tak, że zawsze wygrywają. Ale wygrywają często. Bo nawet jak przegrają, wierzą, że i tak są najlepsi. W efekcie – potem w końcu znowu wygrywają. Jedyną barierą są dla nich możliwości fizyczne czy umiejętności, co widzieliśmy w meczu z Argentyną. Chorwaci byli już po prostu zbyt zmęczeni.

Bez stadionów

Czasem niewzruszone przekonanie o własnej sile zawodzi. Czasem zadowolony z siebie człowiek lub społeczność zaniedbuje ważne sprawy. W Chorwacji, i w sporcie, i życiu społeczno-politycznym, jest sporo patologii i korupcji, różnych zaniedbań. Wystarczy powiedzieć, że wicemistrz świata, Chorwacja, nie ma ani jednego, dosłownie, normalnego stadionu. Stadion w Zagrzebiu „modernizowany” był korupcyjnie przez blisko ćwierć wieku i nadal straszy. W lidze chorwackiej działy się i dzieją rzeczy, których nawet w Polsce nie widzieliśmy w najgorszym okresie. W kraju liczy się zresztą głównie Dinamo Zagrzeb, które z małymi wyjątkami prawie zawsze wygrywa, bo ściąga młodych zawodników z całej Chorwacji, czasem metodami korupcyjnymi. I szkoli w dużej mierze do gry ofensywnej (nawet obrońców), bo Dinamo, poza epizodami, dominuje w chorwackiej lidze. Ale inne kluby mogą tylko bezradnie patrzeć na Dinamo i bezradnie przeżuwać poczucie krzywdy.

I znowu paradoks – ten niezbyt zdrowy system chorwackiej ligi z jednym liczącym się ośrodkiem jakoś pomaga reprezentacji – prawie wszyscy przeszli przez Dinamo Zagrzeb, znają się, co jeszcze bardziej ich spaja. Chorwaci potrafią się kłócić nie gorzej niż Polacy. Jeżeli jednak tylko spory odłożą na bok, idą jak burza („Burza” to zresztą nazwa błyskawicznej operacji wyzwolenia okupowanych ziem w 1995 r.).

Droga chorwacka, droga polska

Negatywy współczesnej Chorwacji, o których zresztą sami Chorwaci głośno mówią, nie umniejszają jednak oczywiście w żaden sposób ich sukcesów. Reprezentację spaja jeszcze dodatkowo to, że pierwszy sukces przyszedł już na mundialu w 1998 r. (trzecie miejsce), krótko po zakończeniu wojny. Chorwacja mogła pokazać światu, że jest niepodległa, że w ogóle jest. Mały kraj taki jak Chorwacja również na sporcie buduje swoją tożsamość i „soft power”.

Droga chorwacka jest więc zupełnie specyficzna, nie do odtworzenia w pełni w polskich warunkach. Ale my też mamy z czego czerpać i być dumni, też mamy dobrych  sportowców, w tym dobrych piłkarzy. Przekonanie, częste w Polsce, że wciąż nie jest się dość dobrym, bywa korzystne – na przykład pomaga eliminować błędy, szukać nowych rozwiązań, być innowacyjnym, to też może przyczynić się do sukcesów. Ale taka postawa ma swoje ograniczenia i potrzeba nam już, po 30 latach niepodległości, więcej wiary we własną siłę.

Zwłaszcza że w sumie nasza historia też jest spektakularna i zwycięska, o czym zbyt często w Polsce się zapomina, bo, przynajmniej w mediach, modne jest narzekanie i rozpamiętywanie klęsk.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE