Stronę azerską i ormiańską rozdzielać mają rosyjskie „siły pokojowe”, już rozmieszczane w Karabachu. Rosja zagrała swoją ulubioną rolę „rozjemcy” w konflikcie na Kaukazie. Azerbejdżan wraz z Turcją mogą napawać się triumfem, przesuwając granice swoich wpływów na Kaukazie o kilkadziesiąt kilometrów. Rosja, przynajmniej na razie, umacnia wpływy w Armenii i pozostałej części Karabachu. Pozostała upokorzona Armenia i jej ambitny premier Nikol Paszynian, który kompletnie przelicytował. Podczas wojny o Karabach Rosja (formalny sojusznik) niewiele mu pomogła, po czym podyktowała upokarzające warunki zawieszenia broni. Efekt jest taki, że Armenia uzależniła się jeszcze bardziej od Rosji, ale nic z tego nie ma poza uniknięciem jeszcze gorszej klęski. Ciekawe, jak to przełoży się na nastroje w kraju – czy Armenia dostanie się już na dobre pod pełną kontrolę Rosji, czy też będzie odwrotnie i pojawią się tam antyrosyjskie nastroje?
Armenia upokorzona
Po porażkach na froncie Armenia zgodziła się na podpisanie umowy z Azerbejdżanem i Rosją o przerwaniu walk w Górskim Karabachu i faktycznym oddaniu Azerbejdżanowi części tego regionu oraz innych obszarów zdobytych w wojnie na przełomie lat 80. i 90.