Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
22.05.2017 17:13

Rozmowy o światowym krajobrazie politycznym

Londyn, 22 marca br., pierwsze minuty po zamachu terrorystycznym.

Londyn, 22 marca br., pierwsze minuty po zamachu terrorystycznym. Były minister spraw zagranicznych w rządzie PO-PSL Radek Sikorski robi zdjęcia, aby za chwilę umieścić je na portalach społecznościowych.

W tym samym czasie wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Jej Królewskiej Mości Tobias Ellwood rzuca się w wir akcji ratunkowej. Świat obiegną zdjęcia, jak reanimuje ciężko rannego policjanta. Dwóch ludzi, dwóch ministrów, dwie postawy.

Debata z londyńskim bohaterem

Od zamachu w brytyjskiej stolicy upłynęło 54 dni. Stoję z Tobiasem Ellwoodem na podium, na którym zaraz rozpocznie się nasza wspólna debata. Wokół tłum – szejkowie, elita polityczna państwa, w którym gościmy z Tobiasem – Kataru. W wielkiej sali konferencyjnej położonego tuż nad Zatoką Perską hotelu Sheraton w Dausze – tradycyjnego miejsca międzynarodowych
spotkań – my, Europejczycy, stanowimy znikomą mniejszość. Mówię mojemu brytyjskiemu koledze, że w Polsce po islamistycznym zamachu w centrum Londynu stał się bardzo popularną postacią. Uśmiecha się i zmienia temat, nie chcąc mówić o tym, czego dokonał.

Siedzimy w wielkich drewnianych fotelach. Rozdziela nas Stephen O’Brien, koordynator ds. pomocy humanitarnej z ramienia ONZ-etu, odpowiedzialny za pomoc humanitarną. Pierwszy po prawej w Al-Dafna Hall siedzi moderator z Kataru, dr Abdullah Baabood z Uniwersytetu Katarskiego – uczelni będącej oczkiem w głowie władcy tego jednego z najbogatszych krajów świata, emira Tamima bin Hamada al-Thaniego. Emir otwiera 17. Forum w Dausze, bo tak nazywa się coroczna globalna konferencja odbywająca się zawsze w maju w stolicy Kataru.
Gospodarz tego eventu i gospodarz państwa dopiero co wrócili... z Polski. Ta wizyta w niczym nie przypominała mitycznego inwestora z Kataru – rzekomego zbawcy polskich stoczni za rządów PO-PSL. Tamten był potrzebny wówczas, tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2009 r., po to, aby znów Polaków oszukać i żeby Platforma mogła wygrać kolejne wybory. Tak się stało – a po wyborach Katarczyk rozwiał się niczym pustynna fatamorgana.

Tym razem 5 maja podpisano cztery umowy polsko-katarskie. Co prawda jeszcze dwa dni przed wizytą gotowe z sześciu planowanych były tylko dwie, ale tutejsi sprężają się zawsze na koniec negocjacji. To załatwianie wszystkiego na ostatnią chwilę wynika nie tyle z niefrasobliwości czy bałaganu, ile po prostu z braku… rąk do pracy. Sprowadzani tu w dziesiątkach tysięcy mieszkańcy różnych krajów, od Filipin po Pakistan, mogą za Katarczyków zrobić niemal wszystko, ale w administracji państwowej, MSZ-ecie, wojsku czy policji pracować nie mogą, choćby bardzo chcieli.

Prawdziwi inwestorzy z Kataru – nie jak za czasów PO

Tej wizyty emira al-Thaniego gratulowali nam powszechnie dyplomaci akredytowani w Dausze. Chodzi o otwarcie drzwi na oścież dla katarskich inwestycji w Polsce, ale też o ułatwienie polsko-katarskich joint venture tu, na miejscu. Zresztą polska firma z częściowym katarskim kapitałem już weszła na tutejszy rynek w kontekście piłkarskich mistrzostw świata, które w Katarze za pięć lat. Wprawdzie żadnego ze stadionów nie budują Polacy, mimo że nasze firmy się zgłaszały, choćby z oryginalną koncepcją budowy stadionu futbolowego… na wodzie. Idei piłkarskiej wyspy, którą potem, drogą morską, można by – dosłownie – upłynnić któremuś z sąsiadów sprzeciwiła się FIFA, a ostatecznie World Cup A.D. 2022 to impreza właśnie światowej federacji soccera, a nie tylko własne (naftowe) poletko szejków.

Jednak nasza firma wygrała wszystkie – było ich na razie trzy – przetargi na krzesełka stadionowe MŚ w 2022 r. Podobno nie da się ich wyrwać, nie płowieją w straszliwym słońcu i upale. Ale rynek w Dausze zdobywają też i inne polskie firmy, choćby  ta z Podlasia, Chopin International, wylewająca przemysłowe posadzki betonowe.

Kraj islamofobów, który przyjął 100 tys. muzułmanów

Z brytyjskim wiceszefem Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Wspólnoty Brytyjskiej – bo tak brzmi oficjalna nazwa MSZ-etu w Londynie – oraz jednym z głównych ludzi w ONZ-ecie mówimy o „zmianach światowego krajobrazu politycznego”. To pojemny temat, ale każdy z nas porusza kwestię imigrantów. Ja podkreślam, że Polacy mają szczególne prawo o tym mówić, bo przyjęli ok. 100 tys. uchodźców – muzułmanów z Czeczenii. Akcentuję wyznanie Czeczenów, którzy przybyli do nas po agresji Rosji na ich kraj, bo wiem, że z jednej strony przemawiam w państwie wyznawców islamu, a z drugiej – chcę zedrzeć z naszej ojczyzny parszywą łatkę islamofobów, przypinaną nam przez kraje Europy Zachodniej czy Północnej, w których przecież regularnie dochodzi do ataków o charakterze rasowym (z obu stron).

A gdy szejkowie pytają o działalność ONZ-etu na rzecz uchodźców w krajach arabskich, podkreślam rolę organizacji z siedzibą w Nowym Jorku, dodając wszak, że ONZ będzie w tej kwestii działać lepiej, efektywniej i bardziej konstruktywnie… po wyborze Polski na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Cóż, na sali sporo było przedstawicieli państw Zatoki Perskiej czy szerzej – muzułmańskich, które niedługo, na forum Zgromadzenia Parlamentarnego ONZ-etu, będą o tym decydowały.

Mówcy z czterech kontynentów

Na dwudniowym szczycie w Katarze wystąpiły głowy trzech państw: poza gospodarzem, emirem, także prezydent Mali od września 2013 r., skądinąd absolwent polskiej uczelni (!) Ibrahim Boubacar Keita (poznałem go jeszcze w kwietniu 2005 r.), oraz kontrowersyjny, będący na unijnej czarnej liście, oskarżany o zbrodnie prezydent Sudanu Omar Hassan Al-Basher. Część dyplomatów zachodnich postanowiła zbojkotować jego wystąpienie – wyłamały się kraje bałkańskie i niektóre inne z nowej Unii. Dyplomatycznie zatem spóźniam się – nie słucham sudańskiej głowy państwa, ale też nie demonstruję, wychodząc w trakcie jego wystąpienia.

Wśród mówców było trzech premierów: Finlandii, Libanu oraz Somalii. Ale też wielu przedstawicieli rządów i parlamentów z co najmniej czterech kontynentów. Zainteresowała mnie obecność byłego słowackiego dyplomaty Jana Kubisa, ambasadora w Nowym Jorku przy ONZ-ecie, obecnie specjalnego wysłannika sekretarza generalnego ONZ-etu do Iraku. Wcześniej zajmował eksponowane stanowisko w Unii Europejskiej. Wystartował w konkursie, do którego finału zakwalifikowało się jeszcze… dwóch Polaków. Obaj to byli ambasadorowie RP przy UE. Trawestując polskie przysłowie: gdzie dwóch Polaków się bije tam trzeci – Słowak – korzysta.

Był wicepremier Turcji Emrullah Isler, ale też koordynator z ramienia ONZ-etu procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, a wcześniej mój kolega z europarlamentu, Bułgar Nikołaj Jewtimow Mladenow. Przemawiało dwoje muzułmańskich zastępców sekretarza generalnego ONZ-etu. Byli reprezentanci władz, świata akademickiego czy biznesu: Holandii, Portugalii, Francji, Serbii, Szwecji, Rumunii (oba ostatnie kraje przysłały wiceszefów MSZ-etów), Włoch, Szwajcarii, Grecji, Azerbejdżanu, Rosji, Chin, Japonii, Hongkongu, Singapuru, Indii, Pakistanu, Birmy, Omanu, Syrii (oczywiście reprezentowana przez opozycję, jakże inaczej), Jordanii, Palestyny, Arabii Saudyjskiej, Bahrajnu (wiceszef parlamentu), Kuwejtu, USA, Kanady, Kostaryki (szef MSZ-etu), Salwadoru, Argentyny, Maroka, Algierii, Mauretanii, Nigerii. Zwrócił moją uwagę symptomatyczny fakt przyjazdu przedstawicieli wspólnot muzułmańskich z różnych krajów europejskich.

Z Polski poza mną – choć ja oficjalnie reprezentowałem władze Parlamentu Europejskiego, ale jak zwykle odnosiłem się w czasie mojego wystąpienia do polskich doświadczeń – byli również nowy prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu Tomasz Pisula, polski parlamentarzysta z nigeryjskimi korzeniami, profesor Killion M. Munyama, a także spolonizowany francuski dziennikarz Bernard Margueritte.

Temat konferencji 17. Forum w Dausze w tym jednym z najbogatszych krajów globu to „Międzynarodowa współpraca oraz znaczenie stabilizacji ekonomicznej i politycznej”. Polska w takich debatach powinna brać czynny udział.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane