Rozczapierzone palce
Od tygodnia odbieram telefony od ludzi, którzy właśnie znaleźli moją wizytówkę, albo od tych, którzy ni stąd, ni zowąd natrafili na mój numer telefonu w notatniku.
Cieszą się, bo przecież od zawsze byli z nami, czytali „Gazetę Polską”, identyfikowali się z naszymi poglądami i w ogóle są wreszcie szczęśliwi. Zapewniają, że zawsze byli lojalni, tylko odsunęli się na bok, bo praca, bo dom, bo kredyt trzeba spłacać. Przekonują, że przez te osiem lat przeżywali istne katusze, patrząc na to, co się w Polsce działo. Wyrażają swoje oburzenie i wskazują na setki błędów, które popełniła poprzednia władza. Gdy już wyrażą swoją dezaprobatę, zaczynają podsuwać pomysły na to, w jaki sposób to wszystko naprawić. Snują plany na przyszłość, oczywiście z nimi w roli głównej. A mnie się zawsze po takiej rozmowie przypomina piosenka Tadzia Sikory pt. „Ballada o rozczapierzaniu palców”, której jedna ze zwrotek brzmi tak:
„Z każdym wiatrem zawieje, byle z władzą pod rękę,
/ Byle napchać swój kałdun, byle czcić własny pępek,
/ A więc razem z nami, w naszej ciągłej walce / Także rozczapierza swoje palce…”.