Żenada w Pałacu Prezydenckim
Kiedy parę tygodni temu usłyszałem od zaprzyjaźnionych wiewiórek, że z Pałacu Prezydenckiego został skradziony obraz, uznałem to za tak niewiarygodną plotkę, że nikomu nie śmiałem jej powtórzy
Niestety informacja okazała się prawdziwa, a historia potoczyła się według słów Alfreda Hitchcocka: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma rosnąć”. I tak było. Wkrótce z pałacu zniknęło kilkaset przedmiotów, które zostały „użyczone” do biura byłego prezydenta. Oprócz słynnego żyrandola i zabytkowych krzeseł na liście znalazła się deska do krojenia, patelnia, kosz na śmieci. Nie mogę wyjść ze zdumienia, że komuś może przydać się zużyta patelnia czy kosz na śmieci. To się po prostu nie mieści w głowie. Ostatnio wiewiórki znowu zastukały do mojego okna i szepnęły, że podobno gabinety, w których na etatach miały pracować dziesiątki ludzi, stoją puste. Przypomniałem sobie treść jednej z podsłuchanych rozmów na taśmach prawdy: „Ty masz od 1 lipca pracę, ale kto ci mówi, żebyś ty chodziła do pracy. Masz etat, a nie, że masz chodzić do roboty, […] będziesz leżeć...”.
Autor jest kandydatem do Sejmu RP z listy PiS‑u w Krakowie.