Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Igor Szczęsnowicz,
22.08.2014 10:03

Najpierw Dania, potem my

Na Bałtyku i w obwodzie królewieckim nieopodal polskich granic trwają sobie manewry rosyjskiej Floty Bałtyckiej i armii z udziałem 5 tys.

Na Bałtyku i w obwodzie królewieckim nieopodal polskich granic trwają sobie manewry rosyjskiej Floty Bałtyckiej i armii z udziałem 5 tys. żołnierzy oraz licznych okrętów wojennych i desantowych. Żołnierze Władimira Putina ćwiczą szczególnie manewr pt. „Desant na plaży”. Pozostaje pytanie: na której? Patrząc od północy, mają do wyboru: estońską, łotewską, litewską lub polską. Rosjanie mają w swojej doktrynie wojennej zajęcie duńskich cieśnin, a potem desant na polskim wybrzeżu. W normalnym kraju takie ćwiczenia wzbudziłyby jednak pewien niepokój połączony z odpowiednią reakcją armii. U nas – cisza. Decydenci polskiej armii jakoś rosyjskimi manewrami specjalnie się nie przejmują. Posłowie PiS‑u z sejmowej komisji obrony, wypowiadający się w dzisiejszym tekście red. Jacka Liziniewicza, są naprawdę zatroskani, widząc rosyjskich marynarzy u naszych granic, ale to nie oni podejmują decyzje. Rząd? Dowódcy polskiej armii? Admirałowie polskiej floty? A jeszcze mamy jakichś?

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane