Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jerzy Lubach,
12.03.2014 07:53

Koktajl Putina

Pamiętając bojaźliwe jęki polskich mediów salonowych sprzed kilku tygodni, dotyczące ewentualnego zaangażowania się Polski w obronie Ukrainy, wydawane na melodię „Gdzie Rzym, gdzie Krym”, wart

Pamiętając bojaźliwe jęki polskich mediów salonowych sprzed kilku tygodni, dotyczące ewentualnego zaangażowania się Polski w obronie Ukrainy, wydawane na melodię „Gdzie Rzym, gdzie Krym”, warto sobie uzmysłowić, że Krym jest już dziś w rosyjskich łapach, Rzym zaś zawsze znajdzie się tam, gdzie diabeł ułapi za połę, egzekwując postanowienia podpisanego wszak cyrografu…

Kiedy władzę obejmowało Prawo i Sprawiedliwość, a Lech Kaczyński wybrany został na prezydenta RP, wydawało się, że nastała pora dziejowej szansy na realizację genialnej „idei prometejskiej” Marszałka Piłsudskiego i to w sytuacji znacznie lepszej niż ta w latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku. Wolne kraje bałtyckie – Litwa, Łotwa i Estonia, znajdujące się wraz z nami w NATO, niepodległa Ukraina, zaprzyjaźnione z Polską kraje kaukaskie – Gruzja i Azerbejdżan – mogły utworzyć zwarty sojusz, cywilizacyjną barierę przeciw rosyjskiej barbarii zmutowanej na putinowską modłę. I rzeczywiście takie działania podjęto. Mimo że w drugiej części swojej kadencji Lech Kaczyński zmagał się z konsekwentnym psuciem jego wysiłków przez ekipę Tuska, działania prezydenta przynosiły zaskakująco dobre rezultaty. Za jego kadencji doprowadzono na przykład Gruzję do progu uczestnictwa w NATO czy podjęto próby uniezależnienia się od rosyjskiego dyktatu energetycznego poprzez zacieśnianie więzi z bogatym w ropę i gaz Azerbejdżanem.

Ostatnim akordem tej rodzącej się geopolitycznej współpracy była słynna, zainicjowana przez Lecha Kaczyńskiego obecność w Tbilisi pięciu przywódców – Polski, Ukrainy i krajów bałtyckich – w obronie Gruzji najechanej przez Rosję Putina w 2008 r. Bez wątpienia powstrzymało to dalszy ruch wojsk rosyjskich i próbę zainstalowania w Tbilisi prokremlowskiego reżimu.

Na pasku niedźwiedzia

Jaka dziś jest wizja polskiej polityki wschodniej widziana przez obecnie decydujących w Rzeczypospolitej o jej kształcie? Przede wszystkim jest to odejście od „idei jagiellońskiej”, zadeklarowane i wykonywane przez ministra Sikorskiego. W praktyce oznacza to całkowitą rezygnację z czołowego miejsca Polski w kształtowaniu polityki Unii Europejskiej wobec państw byłego Związku Sowieckiego i pozostawienie mniejszych krajów regionu na łasce i niełasce Kremla. Niegdysiejszą ideę zbudowania rurociągu przez Ukrainę do Płocka i Gdańska, który transportowałby ropę kaspijską, dostarczaną z Azerbejdżanu przez porty gruzińskie i pododeski Piwdennyj, zastąpiło dodatkowe uzależnienie energetyczne od Rosji przez podpisanie umów gazowych. Tak podejrzanych, że nawet Unia je zakwestionowała. Budowa gazoportu – kolejnej inicjatywy prezydenta Kaczyńskiego – ciągnie się do dziś. Przeciwko brutalnemu zablokowaniu tego gazoportu rosyjsko-niemieckim gazociągiem po dnie Bałtyku, Tusk i Sikorski nie wypowiedzieli ani słowa protestu. W takiej sytuacji likwiduje się praktycznie polską armię, rezygnując z poboru i degradując Polskę z silnego lidera regionu do roli państwa, które nie oparłoby się nawet agresji ze strony Białorusi…

Wszystkie te działania wyglądają tak absurdalnie, że aż trudno znaleźć dla nich inne logiczne wytłumaczenie niż głębokie, choć nieznane opinii publicznej, uzależnienie obecnej ekipy rządzącej Polską wprost od Kremla. Zwłaszcza po tragedii smoleńskiej ekipa Tuska-Sikorskiego wręcz tańczy na zadnich łapkach przed niedźwiedziem, zamiast to jemu przypalać stopy emancypacyjnymi dążeniami byłych republik sowieckich.

Na kolanach przed Moskwą

Na nieszczęście Tuska i Sikorskiego niespodziewanie pojawił się majdan! Ukraińcy domagają się pełnej niezależności od Rosji, integracji ze zjednoczoną Europą, obalenia złodziejsko-bandyckiej promoskiewskiej władzy na Ukrainie.

Wyobrażam sobie bojaźń i drżenie panujące obecnie w ekipie Tuska. Oto trzeba wspierać na forum Unii antyrosyjską Ukrainę, a popiskując o suwerenności i demokracji, z obawą oglądać się na Kreml, gdzie zirytowany tym moskiewski Mefisto może znienacka wyciągnąć zza pazuchy cyrograf umazany smoleńskim błotem i błysnąć cytatem z wielkiego autorytetu III RP: „Pacta sunt servanta!”. Może jednak dzięki ukraińskiemu zrywowi dowiemy się nagle, co to były za „pacta”? Może właśnie tłumaczyłyby one z trudem skrywaną niechęć Tuska-Sikorskiego do rewolucji majdanu? Tu już nie pomoże atrapa polskiej polityki wschodniej, tu trzeba opowiedzieć się wyraźnie po którejś ze stron. Czy polskich dyplomatów będzie na zaproszenie Sikorskiego nadal instruował minister spraw zagranicznych Rosji, dziś besztany wspólnym głosem przez Unię i USA?

Wcale nie trzeba było proroczego daru, by co najmniej od momentu ucieczki Janukowycza przewidzieć rosyjską inwazję na Krym. Jak jest do tego przygotowana polska polityka wschodnia? Co możemy zrobić, by realnie wesprzeć Ukrainę, we własnym wszak interesie, bo ewidentnie przecież zagrożone jest bezpieczeństwo Polski? Obawiam się, że obecna ekipa, bezwstydnie wysługująca się dotąd wrogiemu mocarstwu, tchórzy i nie jest w stanie w ogóle myśleć w kategoriach dobra naszego państwa.

Całość artykułu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej