Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
03.07.2017 17:05

Merytoryczna ofensywa

Trzeba robić swoje. Kolejny impuls do „robienia tego, co do nas należy”, z głową i według konkretnego planu, został nam dany w ten weekend.

Trzeba robić swoje. Kolejny impuls do „robienia tego, co do nas należy”, z głową i według konkretnego planu, został nam dany w ten weekend. Trzeba skupić się na tym, co – jeśli będzie zrealizowane – może umożliwić kolejne cztery lata rządów. A na pewno jest na to szansa.

W sobotę odbył się kongres ugrupowania, które jako jedyne w najnowszej historii Polski rządzi samodzielnie. 25 miesięcy po zwycięstwie w wyborach prezydenckich kandydata Prawa i Sprawiedliwości, 20 miesięcy po utworzeniu rządu, polska prawica podsumowała miniony okres, ale przede wszystkim skupiła się na przyszłości. I słusznie. I tak rząd, i PiS zostaną podsumowani przez wyborców w wyborach do Sejmu i Senatu RP jesienią 2019 r. Choć pewnie wstępne oceny naszej działalności będą znane przy okazji „egzaminów cząstkowych”, jakimi będą wybory samorządowe jesienią AD 2018 oraz wybory do Parlamentu Europejskiego wiosną 2019 r. Dlatego teraz właśnie partia Jarosława Kaczyńskiego uznała, że nie ma sensu koncentrować się na podsumowaniu ostatnich dwóch lat rządów, ale lepiej skupić się na tym, co – jeśli będzie zrealizowane – może umożliwić kolejne cztery lata rządów. A na pewno jest na to szansa.

Wszyscy Polacy są ważni

Rangę symbolu ma to, że kongres partii odbył się nie w stolicy państwa, jak olbrzymia większość partyjnych konwentykli różnych ugrupowań, ale w głębi kraju, w Przysusze pod Radomiem. Czy można było pokusić się o bardziej wyrazisty sygnał, że dla rządzącej formacji w dalszym ciągu, tak jak przed wyborami, Polacy zamieszkujący małe miejscowości są równie ważni jak ci z wielkomiejskich aglomeracji? Kongres PiS-u spinały dwie klamry. Jedną z nich – polityczną – było wystąpienie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Drugą, nazwijmy to w uproszczeniu gospodarczą – przemówienie wicepremiera oraz ministra finansów i rozwoju Mateusza Morawieckiego. Oba te filary są dla PiS-u jednakowo ważne, choć, jak sądzę, do tej pierwszej, politycznej, odwołuje się „twardy elektorat” PiS-u, a do tej drugiej – ekonomicznej – przedsiębiorcy i wyborcy bardziej centrowi niż prawicowi.

W tym samym dniu, co kongres Prawa i Sprawiedliwości, odbyły się w Strasburgu uroczystości ku czci zmarłego kanclerza Niemiec Helmuta Kohla. Polskę reprezentował tam prezydent RP Andrzej Duda. Helmut Kohl, znaczący niemiecki polityk chrześcijańsko-demokratyczny, uznał nienaruszalność granicy polsko-niemieckiej po zjednoczeniu Niemiec, nie z własnej inicjatywy, lecz pod naciskiem zarówno USA, jak i naszych zachodnich, europejskich, sojuszników, ale też dzięki tworzącemu się na początku lat 90. „społeczeństwu obywatelskiemu”. Ono właśnie przeprowadziło olbrzymią akcję zbierania setek tysięcy podpisów pod apelem do Waszyngtonu, Londynu i Paryża o wyegzekwowanie od Republiki Federalnej Niemiec jednoznacznej deklaracji w sprawie zachodniej granicy Polski. Dziś, po przeszło ćwierć wieku, bardzo wiele inicjatyw obywatelskich, prób oddolnej naprawy Rzeczypospolitej skupia się, wbrew propagandzie z ulicy Czerskiej, wokół rządu Prawa i Sprawiedliwości, organizując wsparcie rządowych inicjatyw i podpowiadając władzy nowe.

Zawiedzione nadzieje… opozycji – bez rządowej dintojry

Wracając do kongresu PiS-u, to zawiodły rachuby specjalistów od siedmiu boleści, którzy oczekiwali, że przełom czerwca i lipca przyniesie rządową dintojrę oraz gruntowne przemeblowanie składu Rady Ministrów. Od czasu pewnego tąpnięcia sondażowego po wyborze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej nastąpiła spektakularna i wydaje się, że trwała zwyżka sondaży, która nigdy, dla żadnego rządu, pod żadną szerokością geograficzną nie jest zachętą do wysypu ministerialnych dymisji.

Z niepyszna mieli się też ci, którzy uwierzyli w spekulacje, jakoby w pierwszy dzień lipca Prawo i Sprawiedliwość zakończyło kilkunastomiesięczny okres „wojny na wielu frontach” i ogłosi spektakularne ich zamknięcie oraz przejście do okresu małej stabilizacji i „ciepłej wody w kranie 2.0”. Te złudne rachuby rozwiał Jarosław Kaczyński, podkreślając wyraźnie w swoim wystąpieniu kwestie konieczności repolonizacji mediów i przywrócenia polskich gazet, tygodników i portali naszemu społeczeństwu. Nie nazwałbym tego jednak otwieraniem kolejnego frontu, a raczej kolejnym etapem walki o normalność. Polska po brexicie jest jednym z pięciu największych krajów Unii Europejskiej i musi zauważać fakt, że w innych najistotniejszych państwach UE udział obcego kapitału w mediach jest mało znaczący lub wręcz symboliczny. Rzeczpospolita nie może tu być więc wyjątkiem, a raczej powinna skorzystać z doświadczeń naszych zachodnich partnerów.

Gospodarcze konkrety PiS-u i sztampa PO

Wicepremier Mateusz Morawiecki, autor wystąpienia poświęconego polskiej gospodarce i innowacyjności, skupił się na tych propozycjach, które mogą w istotny sposób bądź ułatwić życie przedsiębiorcom, bądź (i) wspierać rozwój gospodarczy, inwestycyjny i handlu w Polsce. Te kompleksowe projekty dają swoistą „fotografię przyszłości” polskiej gospodarki, której integralną częścią są trampoliny dla, przede wszystkim, polskich firm i polskich przedsiębiorców. Urokiem tych propozycji jest ich konkret i postrzeganie ich jako kompatybilne elementy jednej ogólnopaństwowej strategii.  

Kiedyś Prawo i Sprawiedliwość – za pierwszym rządowym podejściem – rozbiło „szklany sufit” uniemożliwiający młodym ludziom podjęcie nowych wyzwań zawodowych (np. w zawodach prawniczych). Dzisiaj „drużyna Kaczyńskiego” chce pokonać kolejne ograniczenia dla rozwoju polskiego, rodzimego, małego, średniego i dużego biznesu.

Proszę mi wybaczyć sportowe porównanie, ale po sobotnim kongresie rządzące ugrupowanie można porównać do boksera, który wyraźnie prowadzi z przeciwnikiem na punkty, choć zainkasował trochę ciosów. Niektóre z nich dostał w jakimś sensie „na własne życzenie”, przez własną nieostrożność, niefrasobliwość czy opuszczenie gardy. Ale ten bokser wie, jakie błędy popełnił i choć nie zaważyły one na ocenie pojedynku, to jest nadzieja, że wyciągnie z nich wnioski. A jeszcze sporo rund przed nami.

Sztampowa i przez to charakterystyczna była odpowiedź Platformy Obywatelskiej (obywatelskiej – głównie z nazwy) na kongres partii Jarosława Kaczyńskiego. Gdy tylko PO z mediów dowiedziało się o dacie kongresu w Przysusze, na ten sam dzień zwołało własną konwencję programową, aby PR-owo „przykryć” czy choć w części zneutralizować to, co zorganizowało Prawo i Sprawiedliwość. Cóż, główną partię opozycji cały czas stać przede wszystkim na zgrane grepsy, a nie choćby próbę programowej, merytorycznej alternatywy. Ta słabość opozycji nie może jednak nas uśpić. Niech przestrogą będą słowa Donalda Tuska, że „Platforma nie ma z kim przegrać”. Polska rządząca centro-prawica i prawica nie mogą sobie pozwolić na pychę czy niedocenianie przeciwnika i wspierających go zagranicznych lobbies. Trzeba robić swoje. Kolejny impuls do „robienia, co do nas należy”, z głową i według konkretnego planu, został nam dany w ten weekend.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane