Urodził się 16 marca 1930 r. w Warszawie. Był twórcą reportażu psychologicznego, czołowym przedstawicielem polskiej literatury faktu przełomu XX i XXI wieku, autorem scenariuszy, opowiadań i powieści.
Gdy miał dziewięć lat, stracił ojca, który zginął 17 września 1939 r. w obronie Warszawy. "Od tej pory sam musiałem być dla siebie ojcem" – napisał w rozliczeniu z życiem "Spoza lustra lustracji" (2015). "Brak ojca, choć wydał mnie na łaskę i niełaskę innych, wyrobił we mnie impuls niezależności. Od 17. roku życia nauczyłem się uczyć i zarabiać na siebie" – wyznał Marcie Sieciechowicz, autorce książki "Potwór z Saskiej Kępy" (2009).
W Powstaniu Warszawskim stracił rodzinny dom. "Piece wisiały w powietrzu, z pokoi zostały tylko kwadratowe kolory na ścianach (…). Z mebli zachowały się ich kontury" - tak opisał w powieści "Paradis" (1989) moment, w którym zrozumiał "co to jest wygnanie, bezdomność, niemożność znalezienia dla siebie miejsca".
Gdy w 1990 r. odwiedził Adama Humera, zauważył, że dom, w którym mieszkał stalinowski zbrodniarz, stał na miejscu kamienicy, w której mieszkali rodzice Kąkolewskiego. Spłonęła 8 sierpnia 1944 r., ale mury były w dobrym stanie i lokatorzy chcieli ją odbudować. Jednak władze nie pozwoliły na to.
Zwalono mury. Jednak pozostawiono fundamenty, na których stanął nowy budynek przeznaczony dla wysokich urzędników. Gdy nawiązałem do tego, Humer potwierdził: "Tak, to były bardzo dobre fundamenty"
- zanotował Kąkolewski.
Zadebiutował w wieku 16 lat, gdy nauczyciel języka polskiego przesłał do prasy jego wypracowanie na temat Ziem Odzyskanych. Mając 19 lat, rozpoczął pracę reporterską w tygodniku "Pokolenia". W 1950 r. został przeniesiony do "Sztandaru Młodych" gdzie pisał reportaże interwencyjne. Bohaterka jednego z nich, list do niego rozpoczęła od słów: "Rycerzu dobrej nadziei".
"Ten list zachowałem, bo nazwała mnie tak, jak skrycie pragnąłem być nazywany"
- powiedział Kąkolewski w "Potworze z Saskiej Kępy".
W 1954 r. ukończył Wydział Dziennikarski Uniwersytetu Warszawskiego. Ze "Sztandaru" został wyrzucony z "wilczym biletem" w 1958 r., za demaskatorskie publikacje na temat lokalnych układów partyjno-mafijnych. Gdy zakaz druku jego tekstów cofnięto, wystartował jako reporter kryminalny w "Kurierze Polskim". Latem 1963 r., przedostał się przez kordon sanitarny i opisał walkę z epidemią ospy we Wrocławiu.
Słynął z benedyktyńskiej pracy w archiwach i umiejętności odnajdywania świadków zdarzeń. Choć poruszał najbardziej drażliwe i kompromitujące tematy – nie miewał procesów. "Był fanatykiem szczególnej staranności zawodowej” - podkreśliła Kąkolewska.
W ciągu przeszło 50 lat pracy wydał 39 książek, o łącznym nakładzie ponad 1,5 mln egzemplarzy.
Jego najbardziej poczytne pozycje to zbiór reportaży, mających za punkt wyjścia prasowe ogłoszenia "Trzy złote za słowo" (1964); "Jak umierają nieśmiertelni" (1973) – opisanie zbrodni w Bel Air dokonanego w 1969 r. przez bandę Charlesa Mansona w domu Romana Polańskiego; wywiad-rzeka z Melchiorem Wańkowiczem zatytułowany "Wańkowicz krzepi" (1973); "Co u pana słychać?" (1975) – rozmowy ze zbrodniarzami hitlerowskimi i zbiór reportaży "Baśnie udokumentowane" (1976).
W latach 1956-59 oraz 1962-2004 prowadził zajęcia na Podyplomowym Studium Dziennikarstwa UW.
W wieku 48 lat zadebiutował jako beletrysta, zaczął wydawać powieści - "Notatka" (1982), "W złą godzinę" (1983), "Sygnet z Jastrzębcem" (1988), "Paradis" (1989), "Mięso papugi" (1997). A także zbiory opowiadań - "Lato bez wakacji" (1986), "Szukanie Beegera. Opowiadania gojowskie" (1993) i "Najpiękniejsze i najskromniejsze" (2000).
Nadal badał tajemnice powojennej historii Polski. Owocem śledztw dziennikarskich były książki: "Wydanie św. Maksymiliana w ręce oprawców" (1989) – o agentach gestapo w otoczeniu ojca Kolbe; "Diament odnaleziony w popiele" (1995) – stanowiący faktograficzną rewizję peerelowskiej obowiązkowej lektury Jerzego Andrzejewskiego pt. "Popiół i diament"; "Umarły cmentarz" (1996) – o pogromie kieleckim; "Ksiądz Jerzy w rękach oprawców" (2004) – o kulisach śmierci księdza Popiełuszki i "Generałowie giną w czasie pokoju" (2004–06) – o morderstwach politycznych w III RP.
Twórczość Kąkolewskiego jest szczególnie naznaczona wojną, zwłaszcza reportaże, które wypływają z tego, co nazwał "trwaniem wojny". Wymyślił w literaturze faktu nowy gatunek - pierwszym "reportażem psychologicznym" były rozmowy z nieukaranymi zbrodniarzami hitlerowskimi, opublikowane w książce "Co u pana słychać?".
Zdaniem żony autora historia tego tomu reportaży pokazuje, że komuniści de facto odstąpili od ścigania zbrodniarzy hitlerowskich – przystali na ich bezkarność. "Wymowny jest fakt, że archiwum Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, które zawierało akta ludobójców, w latach 70-tych mieściło się w piwnicy, gdzie było gorące, wilgotne powietrze o silnym zapachu stęchlizny. W tym pomieszczeniu z rur biegnących pod sufitem woda kapała na betonową posadzkę, a na ścianach były liszaje pleśni" - opisała Kąkolewska.
Przypomniała, że gdy reporter zgłosił w redakcji zamysł konfrontacji z hitlerowcami, w opinii szefów zaczął uchodzić za "idiotę politycznego". "Wówczas wstrzymywano ściganie zbrodni hitlerowskich, z dbałości o samopoczucie Niemców. Edward Gierek zaciągał przecież u nich kredyty, które zasilały bank RWPG w Moskwie" - powiedziała. "Zachowane dokumenty hitlerowskie planowano wywieźć do Berlina Wschodniego, z uzasadnieniem, że… niemieckie dokumenty powinny być w Niemczech! Takie działania określano za Gierka mianem "normalizacji!" - dodała.
Kąkolewska wyraziła obawy, w jakim stanie – i gdzie są te dokumenty dziś, gdy Niemiecki Trybunał Konstytucyjny postanowił rozliczyć zbrodniczą przeszłość niemieckich sędziów. "Deutsche Welle podało 27 lutego 2020 r., że zadecydowano o przeprowadzeniu takich badań historycznych. Czeka ich wiele ponurych odkryć, tak jak mojego męża, który kariery niemieckich sędziów studiował przed 50 laty" - zaznaczyła. "Najdłużej – do 1977 r. - urzędujący sędzia w historii Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, Willi Geiger, podczas okupacji wydawał wyroki śmierci na Polaków, a nawet asystował przy egzekucjach" - przypomniała.
"W pewnym sensie oba totalitaryzmy współpracowały również po II wojnie, aby utrzymać Polaków w szachu, w podległości. To było najbardziej szokujące odkrycie Kąkolewskiego"
- wyjaśniła.
Do śmierci twierdził, że wszystko, co czynili Niemcy pod wodzą Hitlera, przyniosło korzyść stalinowskiej Rosji.
To samo myślał o budowie rurociągu Nord Stream II i mówił, że "Niemcy stale maszerują w złym kierunku"
- przypomniała Kąkolewska.
Zapamiętała reakcję kolegów reportera na wieść, że leci do RFN, aby udokumentować, że zbrodniarze wciąż piastują wysokie stanowiska: są filarami rzekomo zdenazyfikowanego społeczeństwa.
Krzysztof Teodor Toeplitz wówczas zakrzyknął: "Żydzi ci tego nie darują" "My?" zapytał zaskoczony Grzegorz Lasota, na co Toeplitz odparł: "Przecież to powinien być NASZ temat, a tu... nie. Tak być nie powinno!"
- opisała Kąkolewska.
"Zamiarem Krzysztofa było zburzyć hitlerowcom spokój – odebrać im komfort" - dodała. Przypomniała, że wpływowi wówczas ludzie m. in. Andrzej Szczypiorski i Kazimierz Koźniewski twierdzili, że "polski pisarz fraternizował się z hitlerowcami", "antyszambrował u hitlerowców", "szerzył nazizm".
"Za przypomnienie Niemcom ich zbrodni, byłem napiętnowany w PRL jako nazi. Myślałem, że już nigdy nie będę mógł pisać po polsku. Nie tylko w PRL. Gierek był dobrze widziany jako osoba łącząca PRL z Zachodem również przez wiele organów prasy emigracyjnej"
- zanotował Kąkolewski w książce "Generałowie giną w czasie pokoju".
"Społeczeństwo nie dało się zmanipulować. Ale ta książka nadal nie ma w polskiej kulturze właściwego miejsca"
- oceniła żona reportera.
W 2016 r. młody naukowiec z Polski pracujący na uniwersytecie w Massachusetts, Krzysztof Rowiński, odkrył że rozmowy z niemieckimi zbrodniarzami od 1975 r. nie zostały przetłumaczone na angielski.
Przełożył więc fragmenty trzech i doprowadził do tego, że zostały opublikowane w "The Massachusetts Review", choć obawiam się, że miał z tego powodu przykrości
- podkreśliła.
"Starannie udokumentowana twórczość Krzysztofa Kąkolewskiego dostarcza argumentów i informacji, niezbędnych do obrony dobrego imienia Polski i Polaków oraz czynnego przeciwstawiania się akcji dyfamacyjnej"
- powiedziała Kąkolewska.
Zmarł 24 maja 2015 r. w Warszawie. Poza grobem na wojskowych Powązkach nie ma w stolicy Polski żadnego upamiętnienia. Co również, w pewnym sensie, przewidział. W opublikowanym w 1980 r. w tygodniku "itd" wywiadzie, przeprowadzonym przez jego studentów na ostatnie pytanie: "może kiedyś Pana imieniem nazwą ulicę. Z jaką ulicą Pan by chciał się przeciąć?", Kąkolewski odpowiedział: "dość tego!"