Tym razem potrzebujące pomocy zwierzę nie znajdowało się przy tak ruchliwej drodze, ale w pobliżu domu jednorodzinnego. Łoś najpierw wszedł na prywatną posesję, niemal zapukał do drzwi, a potem, przy próbie przeskoczenia ogrodzenia bardzo mocno się poranił
- relacjonował w środę rzecznik Urzędu Miejskiego w Sosnowcu Rafał Łysy.
Zgłoszenie w tej sprawie straż miejska otrzymała we wtorek po południu. Ranny łoś leżał w pobliżu ulicy Leśnej pomiędzy dwiema dzielnicami Sosnowca: Maczki i Ostrowy Górnicze.
Okazało się, że zwierzę ma sporo rozległych ran w okolicy brzucha. Wezwany weterynarz - ten sam, który uczestniczył w akcji ratowania innego łosia 8 maja zeszłego roku - przy wsparciu mieszkańców zdezynfekował i zaszył rany.
Po zakończeniu opatrywania uśpione zwierzę zostało przetransportowane do lasu maczkowskiego. Pomogli mieszkańcy, którzy udostępnili samochód i koparkę, dzięki której udało się podnieść łosia i przygotować do transportu. W lesie zwierzę wstało i szybko zniknęło wśród drzew.
Pomoc i spokój mieszkańców były bardzo ważne. Dzięki udostepnieniu koparki oraz samochodu dostawczego udało się szybko przetransportować łosia do lasu. Dziękujemy za pomoc i piękną postawę
- skomentował w środę prezydent miasta Arkadiusz Chęciński.
W ocenie weterynarza Marka Ligęzy, łoś miał mniej więcej 15 miesięcy. Z pewnością nie był tym samym zwierzęciem, które uratowano rok temu. "Ranne łosie były w podobnym wieku, więc ten sprzed roku ma teraz ponad dwa lata" - uważa lekarz weterynarii.
Sosnowieckie służby nie mają informacji, ile łosi żyje w miejscowych lasach - na pewno są dwa, uratowane przez ludzi.
Mamy nadzieję, że będą miały jak najmniej styczności z ludźmi, chociaż to właśnie ludzie w obu tych przypadkach bardzo zwierzętom pomogli.