Co najmniej do 9 kwietnia zamknięte będą salony fryzjerskie i kosmetyczne. Dla niektórych jednak nie jest to przeszkodą, by ostrzyc się poza domem przed nadchodzącymi świętami. W sieci kilka dni temu pojawiło się zdjęcie z dość nietypowego strzyżenia w jednym z częstochowskich... parków.
W rozmowie z dziennikarzami częstochowskiej "Gazety Wyborczej" fryzjerka przyznaje, że otrzymała wiele telefonów, by nie odwoływać zaplanowanych wizyt. Dodaje, że umawia tylko osoby, które zna.
- (...) Jeden pan zaprosił mnie do parku Lisiniec. Przekonał mnie, że w Wietnamie, Indiach czy Chinach fryzjerzy pracują na ulicy. I nikogo to nie dziwi
- powiedziała dziennikarzom fryzjerka.
Branża beauty, zrzeszająca m.in. salony fryzjerskie, urody i kosmetyczne - w oświadczeniu inicjatywy Beauty Razem - domagała się kilka dni temu jak najszybszego wycofania zakazu działalności, a jeśli okazałoby się to niemożliwe - skutecznego i szybkiego wsparcia finansowego.
Jak zaznaczył przedstawiciel branży, Michał Lenczyński, o ile w pierwszym lockdownie praktycznie wszystkie punkty wstrzymały działalność, tak obecnie część przedsiębiorców kontynuuje pracę, ponieważ nie posiada środków pozwalających na przetrwanie. Według szybkiej ankiety przeprowadzonej w poniedziałek, ok. 63 proc. ankietowanych z branży beauty przekazało, że zamknęło swoje zakłady, ponad 23 proc. – nadal ma otwarte salony, a prawie 14 proc. świadczy usługi mobilnie.
Rząd wyszedł na przeciw tym oczekiwaniom i uwzględnił fryzjerstwo i usługi kosmetyczne w gronie 16 branż dodatkowo objętych tarczą antykryzysową.
Plenerowe usługi kosmetyczne w dobie pandemii koronawirusa miały niedawno miejsce na Łotwie. Tam, w akcie protestu przeciwko zamknięciu salonów fryzjerskich i spa, zimą fryzjerzy zaczęli przyjmować klientów w lasach i na zamarzniętych jeziorach.