Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

Nowa płyta Kazika już w sklepach. Lider Kultu wyznaje: Mam dużo wad i jestem słaby, jak wszyscy

Nowa płyta Kazika „Zaraza”, która dziś trafia do sklepów, to opis czasu kwarantanny. Autor śpiewa, jak budzi się w ludziach gniew. Nie po raz pierwszy staje się kronikarzem rzeczywistości i rozprawia się z mitem idola publiczności, czyli własnym wizerunkiem.

Autor:

„To styl mój życia, moja natura/ Czuję, że nic już tu więcej nie wskóram (…) Chyba zbyt wiele mam do ukrycia/ I pogubiony jestem zbyt mocno/ By ci powiedzieć co można począć”

- śpiewa Kazik w „Bohaterze”, finałowej piosence z płyty „Zaraza”.

„To ostatni tekst, który powstał. Bardzo osobisty. Nie jestem postacią ze spiżu. Mam dużo wad. Jestem słaby. Tak słaby, jak wszyscy inni dookoła. Chciałem, by ktoś, kto uważa mnie za swojego idola, o tym pamiętał. Nie znam więc odpowiedzi na większość pytań, które mi ludzie zadają”

- powiedział lider Kultu w rozmowie z Adamem Drygalskim.

„Niewątpliwie sprzedaży pomogła afera z singlem w radiowej Trójce” - powiedział w rozmowie z PAP dziennikarz muzyczny Marcin Cichoński. Singiel "Twój ból jest lepszy niż mój" szybko stał się hitem i dzięki temu „Zaraza” jeszcze przed premierą (5 czerwca) zyskała status platynowej (za sprzedaż 15 tysięcy egzemplarzy). Kazik nagrał ją wraz z gitarzystą Kultu, Wojciechem Jabłońskim.

To piosenka skazana na to, żebyśmy o niej dyskutowali przez długi czas. Kluczem do jej sukcesu okazało się to, że Kazik wcale nie zaprezentował tu najmocniejszej formy buntu. Wcześniej wielokrotnie nagrywał dużo mocniejsze w przekazie utwory. W przypadku "Twój ból jest lepszy niż mój" zachował się delikatnie, kronikarsko

– zauważa Cichoński.

Popularność zyskała „Twój ból jest lepszy niż mój”, ale na „Zarazie” Kazika jest jeszcze 14 innych piosenek. Śpiewa w nich o monotonni kwarantanny, zbawiennym odrodzeniu przyrody podczas izolacji ludzi oraz budzącym się w ludziach gniewie. Ten tekst brzmi wyjątkowo aktualnie, szczególnie w kontekście ostatnich wydarzeń w Stanach Zjednoczonych związanych ze śmiercią George'a Floyda.

Swoją przygodę z muzyką Kazik zaczął z zespołem Poland, potem było Novelty Poland, a wreszcie Kult. Muniek Staszczyk w autobiografii „King!” wspomina: „w 1981 roku na Festiwalu Nowej Fali w Toruniu pierwszy raz zobaczyłem młodego Kazia z zespołem Novelty Poland. Byli beznadziejni (…) ale jak przyjechałem do Warszawy, jesienią 1982, byłem na Kulcie i bardzo mi się podobało”.

Jesienią 1986 Kult nagrywa pierwszą płytę „Kult”, a już pół roku później kolejną, „Posłuchaj to do ciebie”. Przebojami stają się „Krew Boga” i „Hej, czy nie wiecie”. Jednak to trzeci album zespołu - „Spokojnie” z 1988 roku – uznawany jest za jedno z ich największych osiągnięć. Znalazły się na nim takie utwory, jak „Arahja”, „Czarne słońca”, „Do Ani”. Na zmianę z nagrywaniem płyt z Kultem Kazik Staszewski nagrywa solo oraz w wielu innych projektach. W 1993 roku wydaje płytę z piosenkami swojego ojca, Stanisława Staszewskiego, „Tata Kazika”. Bestsellerowy album doczekał się kontynuacji trzy lata później w postaci „Tata 2”.

W 1991 roku nagrywa pierwszą solową płytę „Spalam się”. Na okładce znajduje się naklejka „Kazik – pierwszy raper wschodu”. Muzyk fascynuje się rapem, używa samplerów. Koncertując ze swoim najmocniejszym rockowym projektem Kazik Na Żywo, do supportowania zaprasza kultową dziś grupę hip-hopową Kaliber 44.

W 1996 roku wchodzi w świat yassu, nowatorskiego nurtu jazzowego, w którym siłą napędową byli tacy muzycy, jak Tymon Tymański, Leszek Możdżer, Mikołaj Trzaska. Kazik nagrywa płytę z Arythmic Perfection Jerzego Mazzolla.

Kazik śpiewał piosenki Toma Waitsa, Nicka Cave'a, Kurta Weilla oraz Silnej Grupy Pod Wezwaniem. Współtworzył projekty Buldog, El Dupa, Zuch Kazik, a w marcu 2012 roku rozpoczął współpracę z Kwartetem ProForma.

Staszewski jest jednak przede wszystkim kojarzony z zespołem Kult. Nagrał z nim kilkanaście płyt, w tym koncertową w serii „MTV Unplugged” (2010).

„Ten mój najukochańszy twór i projekt najważniejszy dla mnie muzycznie, jest też miejscem, gdzie znajdują się moje lęki”

- powiedział o Kulcie w rozmowie z Rafałem Księżykiem.

Wspominając nagrywanie albumu Kultu „Hurra!” z 2009 roku w książce „Idę tam gdzie idę” powiedział: „Nauczyłem się siebie, poznałem swoje upadki i dolegliwości, wiem, że z piasku bicza nie ukręcę. I coraz więcej jest takich dni, kiedy umiem sam ze sobą żyć w porządku. Mam świadomość, że droga, która miałaby mnie doprowadzić do jakiegoś, jakby to nie brzmiało, ideału, jest nie do przejścia, a mimo to czuję jakbym szedł ku słońcu. Do słońca daleko, nie wiem czy dojdę. Nieważne. Ważne, żeby gonić króliczka, a nie złapać go”.

„W końcu też odeszła ode mnie taka wiara w to, że się skończyłem jako twórca, bo bardzo często się z takimi myślami borykałem. Owszem, jako odtwórca na pewno nie, bo Kult jest taką maszyną, która jest praktycznie niezniszczalna i w polskich warunkach nie mamy sobie równych, ale jako twórca naprawdę myślałem, że już nie umiem i mi się nie chce. I jestem też tak krytyczny wobec siebie, że nic mi się nie podoba, ale też innym, którzy z grzeczności mówią o jakichś numerach i to raczej z przeszłości. Okazało się, że tak nie jest. W marcu nie wiedziałem jeszcze o tym, że czeka mnie jeden z piękniejszych okresów w moim życiu”

- dodał.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Lifestyle