"Liczba ludzi potrzebujących pomocy jest przerażająca, potrzebują wszystkiego – pomocy na poziomie zakwaterowania, wyżywienia, ale także pomocy psychologicznej"
– mówiła.
Larysa przyjechała niedawno do Poznania, do syna, który studiuje w Poznaniu. Kiedy dowiedziała się o wybuchu wojny, zgłosiła się do wolontariatu; teraz pomaga uchodźcom w punkcie recepcyjnym w Poznaniu m.in. jako tłumaczka.
"Co ważne i o czym też warto pamiętać - bardzo proszę nie obrażajcie się na ludzi, kiedy może coś kiedyś odburkną, albo zachowają się jakoś niewłaściwie – oni nie są w dobrym stanie emocjonalnym, często nie kontrolują swoich emocji. Trzeba pamiętać, że oni myślą teraz o miejscu do spania dla swoich dzieci, o jakimś zakwaterowaniu, przyjeżdżają z daleka, zmęczeni, często nie znają Polski, nie wiedzą, czy znajdą tu dach nad głową – to nie jest dla nich łatwe przeżycie"
- podkreśliła.
"Dużo ludzi straciło swoich bliskich, straciło cały swój dobytek. Zostawili wszystko, co mieli, często też rodziny, bliskich, którzy nie mogli wyjechać, z różnych powodów. Jest im naprawdę bardzo ciężko"
– dodała.
Larysa podkreśliła, że uchodźcy są bardzo wdzięczni Polakom za wszystko, co robią.
"To wielka pomoc i to w każdym mieście, w każdym województwie, ciężko nawet znaleźć słowa, by to wyrazić. To, że ludzie ofiarowują miejsca w swoich mieszkaniach, ale też, że mogą znaleźć tu jakieś ubranka dla dzieci, dostać jakieś paczki z jedzeniem, bo ci ludzie nic prawie ze sobą nie zabrali"
- powiedziała.
"Można powiedzieć, że uchodźcy są w tej chwili bardzo uzależnieni od tej pomocy, od tych darów serca i ta pomoc jest też zbroją, żeby przetrwać ten czas. Ukraińcy nie zapomną tej pomocy i historia tego Polsce nie zapomni"
– zapewniła.