W ostatnich latach Disney zajmuje się głównie tworzeniem aktorskich wersji swoich słynnych filmów animowanych. Taki los spotkał już chociażby Księgę Dżungli, Alladyna czy Króla Lwa. Ostatnim takim remakiem był natomiast Mulan – aktorska wersja animacji z 1998 roku, opartej o chińską legendę o Hua Mulan, kobiecie która w męskim przebraniu zaciągnęła się do wojska w zastępstwie swojego starego ojca.
Nowa wersja Mulan miała swoją premierę w USA w marcu. Na razie nie ma oficjalnych danych o tym ile zarobiła, ale w powszechnej opinii nie będzie to kasowy hit na rynku krajowym. Teraz, kiedy Mulan ma mieć premierę w wielu innych państwach i kiedy została dodana do platformy streamingowej Disney+, jej twórcy stali się obiektem ogromnych kontrowersji.
Znaczna część tego filmu została bowiem sfilmowana w Regionie Autonomicznym Xinjang. Ta część Chin jest zamieszkiwana głównie przez mniejszość etniczną Ujgurów. Ujgurzy są od dawna prześladowani przez chińskich komunistów. Są między innymi zamykani w tzw. obozach reedukacyjnych, gdzie są poddawani komunistycznej propagandzie. Mówi się też, że są zmuszani do niewolniczej pracy, a ujgurskie kobiety – do sterylizacji czy aborcji. Ostatnim aktem ich prześladowań, jak informowała niedawno Gazeta Polska Codziennie, jest zmuszanie ich do picia nieprzetestowanych i potencjalnie niebezpiecznych środków które mają rzekomo chronić przed koronawirusem.
Fakt, że Disney zdecydował się nakręcić tam swój film oraz to, że oficjalnie podziękowali władzom tej prowincji, w tym tamtejszemu wydziałowi propagandy oraz Biuru Bezpieczeństwa Publicznego w mieście Turpan, którego oficerowie są często oskarżani o branie udziału w tych prześladowaniach i są objęci amerykańskimi sankcjami, w napisach końcowych wywołał ostatnio powszechne oburzenie. Disney został skrytykowany z obu stron politycznej barykady.
Ostatnio do grona krytyków Disneya dołączył prawicowy senator Josh Hawley, który napisał w tej sprawie list do szefa Disneya Boba Chapeka. Stwierdził w nim między innymi, że jego firma „wybiela ludobójstwo” oraz spytał, czy mają zamiar wycofać go ze swojej platformy streamingowej oraz zażądał szczegółów o ich współpracy z chińskimi władzami. Zarzucił im również skrajną hipokryzję.
„W jaki sposób „specjalne podziękowania” dla urzędników odpowiedzialnych za wtrącanie do więzień, torturowanie i sterylizowanie siłą milionów ludzi z powodu ich pochodzenia etnicznego i wiary
- napisał.
To nie jest pierwszy raz kiedy Mulan wywołał kontrowersje. Tytułową rolę odgrywa w tym filmie urodzona w Wuhan aktorka Liu Yifei. Wcześniej aktorka kilka razy pochwaliła w chińskich mediach społecznościowych policję z Hongkongu, która w brutalny sposób tłumi prodemokratyczne protesty. Sprawiło to, że wielu aktywistów z Hongkongu, Tajlandii czy USA zaczęło nawoływać do bojkotu Disneya.
Paradoksalnie całe to zamieszanie może pomóc Disneyowi na chińskim rynku. Wielu analityków uważa, że ataki na to studio ze strony Amerykanów sprawią, że wielu Chińczyków, którzy w innych okolicznościach być może nie wybraliby się do kina, pójdzie na Mulan z ciekawości lub z przekory. Na razie nie wiadomo jednak w jak duże kłopoty wpakował się Disney w samym USA. I nie chodzi tutaj tylko o bojkot konsumencki. Niewykluczone, że współpraca Disneya z chińskimi komunistami naruszyła amerykańskie sankcje, co może oznaczać, że władze ich z tego rozliczą. A Disney w takiej sytuacji raczej nie znajdzie zbyt wielu obrońców – niechęć wobec postępowania chińskich komunistów jest w USA jedną z niewielu rzeczy, które łączą obie partie.