Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Lifestyle

Dziadek odebrał cudzego wnuka! Zorientował się po podaniu zupy, deseru i włączeniu bajki

Piątkowe zdarzenie w jednym z przedszkoli w miejscowości Lubartów (woj. lubelskie) zapadnie na długo w pamięci tamtejszej społeczności. 80-latek, który przyjechał odebrać wnuka, do domu wrócił z innym dzieckiem. Sprawę niedługo później zgłoszono na policję, a w poszukiwania dziecka zaangażowały się dziesiątki policjantów. Gdy senior zorientował się, że to nie jego wnuk, do drzwi zapukała policja.

Pięćdziesięciu policjantów i psa tropiącego - takie siły skierowano do poszukiwania chłopca, którego miał uprowadzić starszy mężczyzna podający się za jego dziadka. Zamiast porwania była jednak pomyłka - starszy, 80-letni mężczyzna nie poznał swojego wnuka i odebrał z przedszkola jego kolegę. 

- Muszę chyba zacząć lepiej gotować. Syn powiedział mi później, że zjadł dwie miski zupy ogórkowej i smakowała mu ona nawet lepiej niż w domu.Teraz się uśmiecham, ale to, co się działo, i to, co wszyscy przeżyliśmy, jest wprost nie do opisania

- przyznała w rozmowie z portalem tvn24.pl Natalia Nowicka, matka chłopca.

Gdy ta dowiedziała się, że jej dziecko odebrał ktoś inny niż faktyczny dziadek chłopca, natychmiast przyjechała do przedszkola. Tam udostępniono jej zapis z monitoringu.

- Mężczyzna, którego zobaczyłam na nagraniu, wyglądał bardzo podobnie do mojego ojca. Miał kurtkę i spodnie takiego samego koloru. Jedyna różnica była taka, że mój tata nie nosi czapki, a ten, który odebrał moje dziecko - nosił. Zresztą starsi ludzie, do tego w maseczkach, są do siebie bardzo podobni

- opowiadała kobieta.

"Dziadek" dał "wnukowi" zupę, a na deser cukierka. Włączył też bajkę w telewizji. Gdy zorientował się, że to nie jego wnuk, chciał szybko zadzwonić do przedszkola. Do drzwi zapukała już jednak policja 

- informuje TVN24.pl

Dyrektorka placówki przyznała, że „chłopcy mają podobnie brzmiące imiona, chodzą w takich samych kurtkach i mają czapki takiego samego koloru”. - Z tym, że jedna jest wełniana, a druga bawełniana. Przedszkolanka dobrze znała osobę, której powierzyła dziecko. Nie skojarzyła tylko w pierwszym momencie, że dziadek odbiera nie to dziecko. Codziennie odbieranych jest u nas 150 dzieci. To bardzo duża liczba. W naszej placówce nigdy wcześniej nie doszło do takiej sytuacji, a odbierający byli niejednokrotnie legitymowani - powiedziała dyrektorka Iwona Kożuchowska, dyrektorka Przedszkola Miejskiego nr 4 w Lubartowie. 

Dyrekcja powiadomiła mundurowych o zaginięciu ok. godz. 14:40. Dziecko znalazło się ok. 15:50.

- Prowadzimy postępowanie w sprawie tego, czy mogło dojść do narażenie życia lub zdrowia chłopca. Wtedy okaże się, czy komuś zostaną postawione zarzuty - przyznała starszy sierżant Jagoda Stanicka z Komendy Powiatowej Policji Lubartów.
 

Źródło: tvn24.pl, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Lifestyle