Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
05.05.2020 16:00

Opozycja gra pandemią

Pandemia, podobnie jak kiedyś tragedia pod Smoleńskiem, stała się płaszczyzną brutalnego ataku na obóz patriotyczny, jego przedstawicieli i rząd RP. Pojawiają się skrajna demagogia, kłamstwa, przeinaczanie faktów i fake newsy.

Wybrałem kilka wątków pokazujących najbardziej spektakularne łgarstwa, które stały się pretekstem do napaści na polskie władze ze strony opozycyjnych mediów i partii.

Polska: testy rekomendowane przez WHO

Przykład pierwszy z brzegu. Zarzuca się rządowi, że w Polsce robi się za mało testów na obecność koronawirusa. Tymczasem robi się ich 13 tys. na dobę, przy czym mowa tylko o testach rekomendowanych przez Światową Organizację Zdrowia (World Health Organization – WHO) w Genewie oraz Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (European Control Desease Centre – ECDC) w Sztokholmie. Gdy powiedziałem w TVN24, że Polska robi więcej testów niż Wielka Brytania, znany dziennikarz uznał, że to nieprawda, bo Londyn przeprowadził ich przeszło 600 tys. Nie dopowiedział tylko, że biorąc pod uwagę testy mające oficjalną akceptację WHO i ECDC, to oczywiście Polska robi ich więcej niż znacznie zamożniejsze od nas Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.

Zresztą robimy ich także więcej niż bogata Szwecja. Widać efekty, skoro w Wielkiej Brytanii na dzień 4 maja zanotowano 186 tys. zachorowań, a więc 13 razy więcej niż w Polsce, oraz 28 500 zgonów, a więc ponad 42 razy więcej niż u nas. Podobnie jest ze Szwecją, która choć jest krajem prawie cztery razy mniej ludnym niż Polska, ma przeszło czterokrotnie większą liczbę zgonów.

Polska uniknęła takich wpadek, jak choćby Czechy, które zamówiły z Korei Południowej olbrzymią liczbę testów, które, jak się okazało, jedynie w 50 proc. trafnie określały wynik.

Rząd PO-PSL likwidował laboratoria, a teraz... oskarża o to innych

Politycy PO i PSL dostali amnezji i nie pamiętają, jak przez osiem lat ich rządów zamykano laboratoria, które dziś są na pierwszej linii frontu walki z pandemią. W tej chwili w Polsce funkcjonuje ponad 80 takich laboratoriów. Jedno zostało co prawda zamknięte ze względu na złą jakość pracy – było to laboratorium prywatne, niebędące częścią państwowej służby zdrowia i niepodlegające Głównemu Inspektoratowi Sanitarnemu (GIS).
Warto dodać, że ponad 70 proc. testów dodatnich, stwierdzających koronawirusa, miały osoby mieszkające w domach pomocy społecznej, zakładach opiekuńczo-leczniczych czy przebywające w szpitalach i na kwarantannie. To świadczy dobrze o przyjętym przez rząd systemie walki z pandemią. Zakładał on trafnie, gdzie mogą występować skupiska osób zarażonych.

W Polsce funkcjonuje 80 tys. DPS i 57 tys. ZOL. Przyjęliśmy taką praktykę działania, w której polscy żołnierze pomagają ewakuować staruszków z DPS, podczas gdy – jak czytamy w mediach społecznościowych – pensjonariuszom domów pomocy społecznej w Szwecji oferuje się praktycznie tylko morfinę…

Polscy lekarze nie mają dylematu, kogo ratować

Najważniejsze, że – Bogu dziękować – żaden polski lekarz nie miał przez ponad dwa miesiące pandemii w naszym kraju straszliwego dylematu: kogo podłączyć do respiratora, a kogo nie. To zasługa odpowiednich restrykcji podjętych przez rząd, dużej dyscypliny naszego społeczeństwa, tak często krytykowanego za rzekomą anarchiczność. Dodajmy, to efekt tego, że Polska była jednym z trzech pierwszych państw w Europie, obok Królestwa Danii i Republiki Czeskiej, które zamknęło granice. Polscy lekarze nie mają więc dylematu, kogo ratować, a kogo pozostawić na okrutnej łasce losu. Przecież taki dylemat przeżywają codziennie służby medyczne w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Hiszpanii czy nawet w niektórych stanach USA. W Polsce, dzięki przyjętej strategii powstrzymania pandemii, nie brakuje respiratorów ani miejsc w szpitalach.

„Posłańcy śmierci”, czyli mowa nienawiści

Czytamy, np. w „Newsweeku”, o listonoszach jako „posłańcach śmierci”. Takiemu dehumanizującemu postrzeganiu ludzi sprzyja propaganda opozycji. To prawdziwa mowa pogardy, mowa nienawiści. Opozycji nie przeszkadza, gdy listonosze roznoszą rachunki za światło, prąd, gaz albo gdy wyborcy zamawiają jedzenie na wynos do swoich mieszkań. W myśl tej logiki pakiet wyborczy przyniesiony przez listonosza stwarza olbrzymie ryzyko, ale rachunek RTV dostarczany przez tego samego listonosza czy zamówiona pizza – już takiego niebezpieczeństwa nie powodują.

W debacie publicznej na temat wyborów prezydenckich jest zupełnie ignorowany fakt, że Poczta Polska, która rzekomo nie ma szans na podołanie procesowi wyborczemu – rocznie przekazuje 1,5 mld przesyłek! Opozycyjne media i partie nie chcą przyjąć do wiadomości, że tylko w marcu i kwietniu tego roku Poczta Polska przeznaczyła 50 mln zł na środki ochronne dla swoich pracowników. Chodzi o żele dezynfekcyjne, maski, rękawiczki.

Doprawdy totalną demagogią jest twierdzenie, że koronawirus czyha na kartach do głosowania, ale na kopertach z rachunkami za prąd czy abonament RTV już nie. Podobna logika każe myśleć, że przesyłki kurierskie, gazety, czasopisma czy zamówiona żywność są bezpieczne, a pakiety wyborcze stanowią niebezpieczeństwo dla zdrowia.

Przeprowadzić wybory, zwalczyć kryzys gospodarczy

Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka proponuje wprowadzenie stanu klęski żywiołowej i odłożenie wyborów do sierpnia. Rzecz w tym, że jak poinformował wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, w sierpniu i wrześniu 2020 r. można się spodziewać drugiej fali pandemii.

Platformie nie chodzi więc wcale o to, że w sierpniu wybory będą bezpieczniejsze dla Polaków, tylko o ucieczkę przed politycznym toporem kata, czyli wyborami prezydenckimi. Jej kandydatka, była rzeczniczka rządu Donalda Tuska (o czym ani sprzyjające opozycji media, ani sama PO w ogóle nie mówią), pani Małgorzata Kidawa-Błońska ma ledwie 4 proc. poparcia! Gdyby miała np. 44 proc. poparcia, jestem przekonany, że Donald Tusk z jego Europejską Partią Ludową (której członkami są i PO i PSL) oraz TVN, TOK FM i „Gazetą Wyborczą” domagaliby się wyborów w maju i przekonywaliby, żeby ich broń Boże nie przekładać.

Plan obozu patriotycznego jest prosty. Zgodnie z konstytucją – o której niektórzy tyle mówią, ale jak przychodzi co do czego, nie chcą jej przestrzegać – wybory odbędą się w maju (między 100. a 75. dniem od końca kadencji urzędującej głowy państwa). Następnie Polska powinna skupić się na wychodzeniu z kryzysu gospodarczego, który ewidentnie będzie efektem pandemii.

Polska jest w dobrej kondycji gospodarczej – szósty kwartał z rzędu mamy największy wzrost PKB per capita w całej Unii Europejskiej. Ale i tak kryzys jest przed nami, skoro 45 proc. naszego PKB stanowi eksport z Polski – zatem turbulencje gospodarcze u naszych bliższych i dalszych sąsiadów oraz ich zmniejszony popyt importowy uderzą w naszą gospodarkę. Tym bardziej jeśli Niemcy dotknie poważny kryzys, bo warto wiedzieć, że aż 5 proc. naszego PKB to właśnie wyłącznie nasz eksport do Republiki Federalnej.

Zatem zróbmy wybory w konstytucyjnym terminie, a potem weźmy się za gospodarkę. Opozycja i tak zawsze będzie niezadowolona, oskarżając nas o wszystkie możliwe grzechy. Ale to już nie nasz problem...

 

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane