W tym roku długoterminowe kontrakty podpisały dwie firmy znad Wisły: Miraculum oraz Bella Farmacja, a w trakcie negocjacji są kolejne dwie umowy. Zdaniem Andrzeja Juchniewicza, szefa biura Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Szanghaju, polskie produkty nie są co prawda w stanie konkurować ze słynnymi firmami z górnej półki, ale znakomicie radzą sobie w średnich strefach.
Juchniewicz przyznaje, że chiński rynek kosmetyczny jest hermetyczny. Zaistnienie w tradycyjnych sklepach wymaga rejestracji produktu, co trwa od kilku miesięcy do nawet dwóch lat, a ponadto wymaga przeprowadzenia zakazanych w Polsce testów na zwierzętach. Wchodząca tam firma potrzebuje także znacznych nakładów finansowych.
Sposobem na uniknięcie dużych kosztów i ograniczenie czasochłonnych procedur jest wejście na chiński rynek online. – Dzięki temu rozwiązaniu można importować produkty legalnie, płacąc cło, ale nie rejestrując firmy ani produktów w Chinach. Nie ma też konieczności testowania produktów na zwierzętach, co jest szalenie istotne dla europejskich marek – mówi Juchniewicz. I podkreśla, że wykorzystując odpowiednio dobrane narzędzia promocyjne, można sporo zaoszczędzić. – Co najmniej o połowę wyższe ceny sprzedaży w Chinach niż w Polsce sprawiają, że koszty wejścia, zwłaszcza online, mogą szybko się zwrócić. Jeśli eksporter ma dobry produkt, to w ciągu roku może zwiększyć wartość sprzedaży nawet o 1000 proc. – dodaje przedstawiciel PAIH.