Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu wzrosło o 66 tys. Skąd przesłanki o zwolnieniach grupowych?
Sergiusz Prokurat: Pomimo że sytuacja na rynku pracy nie jest taka zła, w szczególności patrząc na bezrobocie rejestrowane, to trzeba pamiętać, że gospodarka składa się z różnych branż, w których sytuacja, również z powodu sieci połączeń między globalnymi rynkami, rozwija się dynamicznie, często w odmienny sposób. Istnieją branże, które po krótkim okresie dostosowawczym, znów prężnie działają, natomiast są i takie, które wciąż z trudem dostosowują się do nowych warunków prowadzenia działalności gospodarczej. M.in. branża lotnicza, która funkcjonuje na ułamek możliwości z czasów przed COVID19 czy motoryzacja, w której nie ma zapotrzebowania na produkcję, jak w czasach sprzed pandemii. Dla przedsiębiorstw redukcja zatrudnienia nawet o 25-35 proc to jedyna szansa, aby nie wpaść w długi i utrzymać się na rynku, co niestety oznacza indywidualne problemy dla osób, które otrzymają zwolnienia.
Koszty rekrutacji w Polsce są wyższe często niż wielomiesięczna pensja pracownika. Czy firmom opłaca się zwalniać?
Rekrutacja jest jednym z procesów, które wpływają na realizację przez firmy celów i planów strategicznych. Stąd w zależności od sytuacji na rynku, w czasach kryzysu może okazać się, że niezbędna jest redukcja zatrudnionych - w przypadku obniżenia popytu ze strony konsumentów, gdy magazyny są pełne towarów, a trzeba ciąć koszty. Wszystko sprowadza się do indywidualnych przypadków - z jednej strony przedsiębiorstwa rywalizują o najlepszych, natomiast z drugiej starają się zminimalizować sytuację, w której są zmuszone do utrzymywania niechcianego pracownika. Powody zwolnień mogą z resztą być różne - nie tylko wynikające z sytuacji na rynku, ale także często z powodów interpersonalnych.
Jak i czy władze mogą przeciwdziałać zapaści zatrudnienia?
Gdy wybuchła pandemia COVID-19, wiele rządów, w tym polski, zdecydowało się, w ramach specjalnych programów (w Polsce tzw. Tarcz Antykryzysowych), zapobiegać zwolnieniom pracowników zatrudnionych na umowy o pracę. W ten sposób część miejsc pracy jest utrzymywana przy życiu, lecz de facto są one "martwe" – tylko czekają na odłączenie kroplówki. To nie jest recepta na pokonanie kryzysu, za to powoduje wzrost deficytu budżetowego i długów. Może się okazać za jakiś czas, że lek będzie gorszy od choroby. Jeżeli rząd może zrobić coś pożytecznego, to w programach szkolnych i przedszkolnych wpajać entuzjazm do pracy, życia, niezależnie czym uczniowie będą się zajmowali. Bodźce do pracy bowiem kształtują się już w procesie edukacji. Edukacja to najlepszy przepis na długotrwały dobrobyt, bo nawet niewielka poprawa przynosi duże zyski w przyszłości dla przyszłego rozwoju gospodarczego. Amerykański ekonomista Timothy J. Bartik szacuje, że każdy dolar wydany na wczesną edukację wróci potrojony do budżetu państwa.