Zdaniem Bartosza Najmana, prezesa Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców - dekret wykonawczy do ustawy o płacy minimalnej we Francji (Loi Macron) to kolejny element układanki, która prowadzi do utrudnienia działalności dobrze sobie radzącym na rynku europejskim polskim firmom transportowym. Rozwiązania wprowadzone przez Francuzów są podobne do tych, jakie zaproponowały Niemcy w ustawie MiLoG, jednak strona francuska rozszerzyła obowiązki administracyjne, a stawka godzinowa jest wyższa i wynosi 9,67 euro.
Według Najmna z jednej strony konieczne jest sprawdzenie, które ze składników pensji kierowcy można wliczyć do pensji minimalnej, aby zoptymalizować koszty, jakie ponosi przedsiębiorca. Z drugiej nie ulega wątpliwości, że to poważne utrudnienie dla polskich firm transportowych, i już teraz należy podjąć działania, aby zminimalizować negatywne skutki Loi Macron.
– ocenia Najman.
- W tym celu przygotowujemy rozwiązania dla branży, podobnie jak miało to miejsce przed rozpoczęciem obowiązywania niemieckiej ustawy MiLoG. (…) Klucz do pozytywnego rozwiązania problemu francuskiego leży jak zwykle w kosztach związanych z podróżą służbową i ich odpowiedniej klasyfikacji w płacy minimalnej
Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych dodaje, że dekret wprowadza nowe obowiązki dla zagranicznym firm transportowych oraz francuskich zleceniodawców takich usług oraz przewiduje poważne konsekwencje prawne za nieprzestrzeganie przyjętych przepisów.
Przepisy te zakładają m.in. wymóg przygotowania dla każdego delegowanego pracownika zaświadczeń o delegowaniu w języku francuskim, powołania swojego przedstawiciela na terenie Francji, obowiązek przechowywania przez przedstawiciela dokumentacji delegowania pracowników dla danej firmy, a przez kierowcę - zaświadczenia oddelegowania oraz umowy o pracę w kabinie pojazdu.
Sankcje za nieprzestrzeganie przepisów dotyczą nie tylko kierowcy, ale także dyrektora (osoby zarządzającej) przedsiębiorstwa delegującego pracownika. Kara może wynieść nawet 500 tys. euro.