Portal zauważa, że wystarczy przypomnieć, iż w 2014 r. po wykluczeniu Rosji z G8 państwa zredukowanej G7 przyjęły deklarację, że energetyka nie może być używana jako broń polityczna, a państwa powinny dążyć do dywersyfikacji szlaków i źródeł dostaw surowców energetycznych, co można odnieść także do rozbudowy gazociągu Nord Stream.
W tym kontekście należy zwrócić uwagę na postawę szefa niemieckiej dyplomacji Franka-Waltera Steinmeiera, który po raz kolejny opowiedział się za powrotem Rosji do grupy G7.
- Chciałbym, aby format G-7 nie pozostał niezmieniony przez dłuższy czas. Chciałbym, abyśmy stworzyli warunki do powrotu Rosji do G8 – powiedział Steinmeier dodając, że w tym roku nie zostały one spełnione.
Podstawowymi warunkami powrotu Rosji do G8, zdaniem Steinmeiera, jest konieczny wkład w "polityczne rozwiązanie konfliktu na Ukrainie" oraz zaangażowanie w pokojowe zakończenie wojny domowej w Syrii.
W czerwcu ub. roku niemiecki polityk mówił, że Zachód nie mógł zignorować naruszeń przez Rosję prawa międzynarodowego, jednakże nie jest zainteresowany tym, aby G8 na zawsze pozostało zredukowane do G7, ponieważ Rosja jest potrzebna do uregulowania chronicznych konfliktów w państwach świata.
G7 to grupa siedmiu najbardziej wpływowych państw świata: Stany Zjednoczone, Japonia, Niemcy, Wielka Brytania, Francja,Włochy (G6, od 1975) i Kanada (G7, od 1976). Przywódcy państw należących do G7 spotykają się co roku na szczytach polityczno-gospodarczych, na które zaproszenie otrzymuje także przewodniczący Komisji Europejskiej (jako przedstawiciel Unii Europejskiej).