Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Banki zarobiły, przedsiębiorcy stracili. Jak rząd PO opóźnił ważną dyrektywę

Prawie dwuletnie opóźnienia, z winy ówczesnego rządu PO, we wdrożeniu w Polsce tzw. dyrektywy MIFiD miały fatalny skutek dla polskich przedsiębiorców.

Autor:

Prawie dwuletnie opóźnienia, z winy ówczesnego rządu PO, we wdrożeniu w Polsce tzw. dyrektywy MIFiD miały fatalny skutek dla polskich przedsiębiorców. Dyrektywa zmuszała bowiem banki do szczegółowego informowania klientów o zagrożeniach związanych z zawieraniem przez nich ryzykownych transakcji. Chodziło przede wszystkim o opcje walutowe.

Wracamy do problemu dotyczącego tzw. opcji walutowych, na które – w niespotykanym wcześniej nasileniu – zaczęły na przełomie 2007/2008 r. namawiać banki właścicieli firm. Był to okres, gdy gwałtownie zaczął umacniać się złoty. A po kolejnych kilku miesiącach nastąpił jego równie spektakularny spadek. 

– To, że dyrektywa MiFID weszła w życie z dużym opóźnieniem, umożliwiło działania banków, które były wymierzone w kondycję finansową polskiego biznesu – mówi poseł Kraczkowski. – Za zaniechania rządu odpowiedzialność ponieśli przedsiębiorcy – podkreśla. 

Według polityka PiS zarabianie ogromnych pieniędzy przez banki kosztem polskiego biznesu nie byłoby możliwe, gdyby rząd na czas przyjął dyrektywę MiFID. – W mojej ocenie to, że Ministerstwo Finansów zwlekało z przyjęciem MiFID, który miał chronić polskich przedsiębiorców, jest kolejnym skandalem, który nie został rozliczony – ocenia Kraczkowski.
 
Jak przypomniał przed rokiem poseł Jan Warzecha (PiS), polscy eksporterzy ponosili w tamtym okresie straty. Chcąc zabezpieczyć się przed ryzykiem kursowym, podejmowali decyzje o zakupie w bankach tzw. opcji walutowych. Na podstawie zawieranych umów przedsiębiorcy mogli w przyszłości kupować lub nabywać określoną kwotę w walutach po kursie ustalonym w dniu umowy - w zamian za zapłaconą na rzecz banku prowizję.

Ze względu na gwałtowne zmiany kursu walut, w ciągu kilku następujących po sobie miesięcy przedsiębiorcy stali się wówczas łatwym łupem dla banków, które zerowe struktury opcyjne przedstawiały jako korzystne i całkowicie bezpieczne. 

W lipcu i w sierpniu 2008 r. miał miejsce rekordowo wysoki kurs zł do euro (ok. 3,2 zł) i do dolara (2,03 zł). Za to w ciągu kolejnych pięciu miesięcy, w związku z nadejściem światowego kryzysu finansowego kurs złotego gwałtownie się załamał. W lutym 2009 r. za euro trzeba było płacić 4,9 zł (wzrost o 53 proc.), a za dolara -  3,77 zł (wzrost o 86 proc.). W tym samym czasie waluty innych, sąsiadujących z nami krajów o podobnym stopniu rozwoju, osłabiły się jedynie o 10-20 proc. 

Aż tak radykalne osłabienie złotego nie miało uzasadnienia ekonomicznego. Spadek ten spowodował jednak u polskich eksporterów straty ostrożnie szacowane na ok. 40 mld zł – z powodu zawartych toksycznych opcji walutowych. A z obserwacji zachowania banków w tamtym czasie wynika, że działały one w porozumieniu. Często posługiwały się podobnymi wzorami dokumentów, produkty (struktury opcyjne) były do siebie bardzo podobne (nierzadko miały niezwykle zbliżone parametry). Wiele wskazuje zatem, że prowadziły one skoordynowaną akcję.

Tym bardziej, że za granicą, w wyniku toczących się śledztw prowadzonych przez organa nadzoru finansowego w USA, Wlk. Brytanii i Szwajcarii, cztery międzynarodowe instytucje finansowe (w tym Citibank, UBS i JP Morgan) przyznały się, że od 1 stycznia 2008 r. dokonywały niedozwolonych spekulacji finansowych na wielu walutach, w tym na dolarze  i euro. Zapłaciły zresztą z tego tytułu wielomiliardowe kary finansowe.

Więcej w czwartkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane