Ekipa zarządzająca koleją z namaszczenia PO była przedstawiana jako cudotwórcy, którzy wyprowadzili grupę PKP na prostą. Przeczą temu nieoficjalne informacje o wynikach finansowych.
Wynik netto PKP SA za 2015 r. wyniósł – według naszych informacji – ponad 220 mln zł, ale osiągnięte przychody operacyjne były nieznacznie wyższe od przychodów za rok 2014. Wzrosły co prawda przychody finansowe, ale był to głównie efekt procesów prywatyzacyjnych, m.in. sprzedaży PKP Energetyka.
Co interesujące, to ogromna rozbieżność między poziomem zadłużenia deklarowanym przez poprzedni zarząd a rzeczywistym. Ekipa Jakuba Karnowskiego mówiła o 500 mln zł zadłużenia netto. Formalnie to prawda, ale – diabeł tkwi w szczegółach. To bowiem poziom zadłużenia pomniejszony o środki zgromadzone na rachunkach bankowych. Te zaś pochodziły z prywatyzacji spółek kolejowych. Rzeczywisty poziom zadłużenia to niemal... 1,8 mld zł.- Spółka posiadała płynność finansową i spłacała zadłużenie właśnie dzięki kolejnym prywatyzacjom. Przypomina to wyprzedawanie rodowych sreber, by mieć na bieżące wydatki, ale w żadnej mierze nie można tego nazwać wybitną polityką finansową – mówi osoba związana z Grupą PKP.
Co na to PKP SA?- Spółka będzie spłacać długi odziedziczone po ludziach Platformy do 2022 r. Czy uda się dotrzymać tego terminu? Wszystko zależy od tego, czy spółka będzie musiała zaciągnąć nowe kredyty – mówi nasz informator.
- To na chwilę obecną dane wstępne, wynikające z przeprowadzonych analiz i audytów, choć niezatwierdzone jeszcze przez organy statutowe spółki. Tym niemniej ilustrują one realną sytuacją spółki z jaką spotkał się nowy zarząd - potwierdza Cecylia Lachor, pełnomocnik zarządu ds. finansowych.