Według prezesa firmy, Pawła Olechnowicza, gdyby światowe ceny ropy przekraczały 100 dol./baryłkę, przychody Lotosu zbliżyłyby się w ub.r. nawet do 40 mld zł.
Istotny wpływ na raportowaną stratę netto miały koszty finansowe w postaci m.in. ujemnych różnic kursowych (blisko 345 mln zł) związane ze wzrostem średniego kursu dol./zł w 2015 r., co obciążyło wycenę spłacanych przez Lotos kredytów, denominowanych w amerykańskiej walucie.
Podczas wczorajszej konferencji prasowej firma potwierdziła, że odebrała próbną dostawę ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej. Poinformował o tym wiceprezes Lotosu ds. segmentu poszukiwań i wydobycia Zbigniew Paszkowicz.
- Cena ropy na koniec roku - moim zdaniem - dojdzie do poziomu 45-50 dol. za baryłkę. Myślę, że bardziej 50 dol. - powiedział Olechnowicz dziennikarzom. Dodał, że już widać, iż następuje odbicie. Jego zdaniem, nadpłynność może się utrzymać do połowy przyszłego roku lub nawet dłużej.
- dodał prezes. Jego zdaniem, cena na dzisiejszym poziomie nie jest adekwatna do kosztów wydobycia.- Rynek nie wytrzymuje. Za niska cena tego surowca w bardzo wielu gospodarkach powoduje ogromne problemy. Jeżeli ktoś miał nadwyżki, rezerwy, to one są zjadane i pojawia się widmo trudnej gospodarki
- dodał Olechnowicz. W 2015 r. w Grupie Lotos 77 proc. dostaw ropy pochodziło z kierunku rosyjskiego. W założeniach firmy jest obniżka do poziomu bezpiecznego, który - zdaniem prezesa - jest na poziomie o wiele niższym niż 77 proc. Nie wskazał on jednak konkretnego wskaźnika, do którego spółka by dążyła.- Idziemy w kierunku większego portfela rop zewnętrznych, nierosyjskich, ale ostrożnie i analizując to, co się dzieje na świecie, żebyśmy nie ponieśli większego kosztu