Przypomnijmy, że rosyjski państwowy koncern gazowy Gazprom wraz z pięcioma przedsiębiorstwami z Europy Zachodniej planują rozbudowę gazociągu Nord Stream, przez który gaz z Rosji płynie po dnie Bałtyku do Niemiec, omijając państwa Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. Polskę i Ukrainę.
Planowany projekt podzielił członków Unii. Część z ich postrzega Nord Stream 2 jako element polityki zagranicznej Rosji, zmierzającej do uzależnienia energetycznego Wspólnoty. Za jego budową opowiadają się za to państwa, z których pochodzą zaangażowane w projekt przedsiębiorstwa – Austria, Francja, Holandia, a przede wszystkim Niemcy. Przekonują one, że Nord Stream 2 jest projektem czysto komercyjnym.
Państwa Europy Środkowo-Wschodniej (EŚW), pełniące obecnie rolę krajów tranzytowych między Rosją i Zachodem Europy, są zaniepokojone negatywnymi skutkami projektu dla swojego bezpieczeństwa energetycznego. Według nich bowiem zwiększenie przepustowości rurociągu pozwoli Rosji szantażować je przerwaniem dostaw surowca i nie będzie musiała obawiać się, jak obecnie, strat finansowych, wynikających z jednoczesnego zmniejszenia dostaw gazu na rynek zachodni, jako że będzie on miał własny gazociąg w pełni wystarczający na pokrycie zapotrzebowania na rosyjski gaz.
Część krajów UE obawia się także, że Nord Stream 2 znacznie osłabi pozycję gospodarczą i geopolityczną Ukrainy, przez którą przebiega obecnie najważniejszy szlak tranzytowy rosyjskiego gazu na Zachód Europy. Według autorów z Ośrodka Studiów Wschodnich „budowa Nord Stream 2 doprowadzi do częściowego ograniczenia lub – w dalszej perspektywie – nawet całkowitego wstrzymania dostaw rosyjskiego gazu przez szlak biegnący przez Ukrainę”.
Przeciwnicy Nord Stream 2 szukają przede wszystkim środków prawnych, które pozwolą na zablokowanie inwestycji – podobnie jak to miało miejsce w przypadku innego planowanego przez Rosjan gazociągu, South Stream. Podkreślają, że jest ona niezgodna z prawem unijnym – zarówno z instrumentami unijnej polityki energetycznej (przede wszystkim Trzecim Pakietem Energetycznym, mówiącym o konieczności dywersyfikacji źródeł energii), jak i przepisami antymonopolowymi i ochrony środowiska.
Takie podejście wzmacnia rolę Komisji, będącej jedyną instytucją, która może stwierdzić, że Nord Stream 2 jest niezgodny z prawem unijnym i należy wstrzymać jego realizację.
Pozycja Komisji w toczącym się sporze nie jest jednak jasna. W ostatnich miesiącach pojawiły się nawet wątpliwości co do jej jurysdykcji w tej sprawie, jako że Nord Stream 2 jest gazociągiem podmorskim i jedynie krótkie jego fragmenty przechodzą przez terytorium UE. Prawo unijne na podstawie, którego działa Komisja ma zastosowanie tylko na terenie Unii. Sytuacja ta pokazuje, że przepisy unijne są na tyle niejasne w tej kwestii, że można je interpretować zarówno na korzyść przeciwników, jak i zwolenników inwestycji.
W związku z tym decydujący może okazać się głos Rady Europejskiej, która zdecyduje o tym jaką strategię wobec Nord Stream 2 powinna przyjąć Komisja, a argumenty prawne mogą w tym gremium ustąpić negocjacjom politycznym.
Wojciech Jakóbik z BiznesAlert.pl uważa, że to właśnie państwa członkowskie zasiadające w Radzie Europejskiej zdecydują o przyszłości Nord Stream 2. Według niego „Komisja nie może zablokować rozbudowy gazociągu, może jedynie określić wytyczne, które będzie musiało spełnić realizujące projekt konsorcjum”. Jeśli jednak zostaną one spełnione, Komisja nie będzie mogła nic zrobić, nawet jeśli polityczne skutki inwestycji uderzą w państwa EŚW.