Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Gospodarka

Nadchodzi Oilmaggedon. Będzie wielki kryzys?

Ceny ropy naftowej oraz większości innych surowców ciągle szukają dna. Dolar nadal jest mocny, a rynki giełdowe polubiły kolor czerwony.

Autor:

Ceny ropy naftowej oraz większości innych surowców ciągle szukają dna. Dolar nadal jest mocny, a rynki giełdowe polubiły kolor czerwony. Wszystkiemu towarzyszy wzrost ceny złota. Czy obecna, napięta sytuacja może być przedsionkiem nowego kryzysu? – zastanawia się w komentarzu Łukasz Rozbicki z MM Prime TFI.

Zwraca on uwagę, że analitycy z Citigroup ostrzegają – nadchodzi oilmageddon. Terminem tym zostało określone połączenie czterech zjawisk: silny dolar, spadek cen surowców, osłabienie handlu i przepływów kapitałowych. W powyższym scenariuszu ogniskiem zapalnym mają być rynki wschodzące, które doprowadzą do efektu domina i światowego kryzysu.

Według analityków Citigroup, niskie ceny ropy naftowej spowodują mniejszy przypływ środków pieniężnych do gospodarek wschodzących, których wzrost gospodarczy jest silnie uzależniony od eksportu czarnego złota. Co więcej, mocny dolar, jak wskazują dane historyczne, doprowadzał niejednokrotnie do załamania handlu światowego, które to często towarzyszyło nowym kryzysom. Na rynkach już teraz rośnie napięcie, a najważniejsze giełdy zostały zdominowane przez niedźwiedzie.

Rozbicki podkreśla, że w oczach inwestorów i analityków widmo kryzysu staje się coraz bardziej realne. W ich mniemaniu sygnały płynące z globalnej gospodarki nie są bezpodstawne. Analitycy prognozują również, że stabilizacja ceny czarnego złota w okolicach 50 dol. za baryłkę może uspokoić sytuację na rynkach finansowych. Niemniej, zgodnie z najnowszymi danymi, w średnim okresie (niektórzy postulują, że nawet w długim) cenie czarnego złota nie grozi odbicie.

Zdaniem eksperta powyższy czarny scenariusz można jednak przedstawić nieco w innych barwach. Otóż tanie surowce wspierają również ich importerów. Co więcej, silny dolar poprawia konkurencyjność eksportu tych państw, np. w Polsce po raz pierwszy od transformacji ustrojowej mamy do czynienia z nadwyżką bilansu handlowego. Niskie ceny surowców wspierają także a może przede wszystkim konsumentów oraz niemal wszystkie przedsiębiorstwa, które nie są związane z ich produkcją lub ich obróbką.

Ponadto – twierdzi dalej Rozbicki - obawy dotyczące kondycji gospodarczej drugiej największej gospodarki świata mogą okazać się przesadzone. Chiny wciąż rozwijają się w tempie nieosiągalnym dla większości innych krajów, a ich gospodarka zmienia swą strukturę, w której to coraz większe znaczenie odgrywa sektor usług. Dodatkowo należy wspomnieć o rekordowo niskich stopach procentowych, które pobudzają wzrost gospodarczy.

Dobrym pytaniem wydaje się zatem, dlaczego rynki finansowe zdają się dostrzegać tylko ten pierwszy scenariusz.

Według Rozbickiego odpowiedzią może być nadmuchana bańka spekulacyjna, która w związku z wieloma zagrożeniami, zwłaszcza ze strony rynków wschodzących może pęknąć. Od kryzysu finansowego, banki centralne kolejno obniżały stopy procentowe oraz stosowały wręcz ekstremalne luzowanie ilościowe. W efekcie, kolejne indeksy giełdowe osiągały historyczne szczyty. Każda bańka jednak pęka.

Podsumowując, ostatni okres przyniósł wiele istotnych zagrożeń, które mogą zachwiać rynkami finansowymi oraz światową gospodarką – przypomina ekspert. Jego zdaniem niemniej jednak ciężko uwierzyć, aby nadszedł kryzys, którego od dłuższego już czasu wszyscy się spodziewają i oczekują. Skala problemów, jeśli nie zakładamy bankructwa Deutsche Banku (mało prawdopodobne, aby niemiecki rząd i EBC do takiej sytuacji dopuściły), nie jest raczej na tyle duża, aby wywołać dużo większą globalną przecenę akcji.  

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane