Obecnie banki światowe skoncentrowane są na wielkim skandalu związanym z manipulacjami indeksem LIBOR, czyli stopą procentową kredytów na rynku międzybankowym w Londynie. Okazało się, że największe brytyjskie banki manipulowały wskaźnikiem, który jest przyjmowany do transakcji międzybankowych, kredytów, depozytów i lokat. W fałszowanie wskaźników „ceny pieniądza” zamieszanych jest ok. 20 banków na całym świecie. Ostatnio śledztwo w tej sprawie wszczął niemiecki nadzór bankowy w stosunku do Deutsche Banku.
W rozmowie z Gazeta Polska VOD Janusz Szewczak sugeruje, że w związku z zaistniałą sytuacją należałoby sprawdzić także ten wątek w Polsce. Okazuje się, że od 2008 r. wokół indeksu WIBOR, czyli polskiego, panuje totalna cisza. Codziennie zbiera się 16 przedstawicieli największych banków w Polsce i ustalają wskaźniki. Mają swój regulamin i na jego podstawie odrzucają skrajne propozycje wyceny i przyjmują podstawowy wyznacznik, wokół którego następnie wyznacza się wielkość kredytów i depozytów.
- Ponieważ od 2008 r. po kryzysie Lehman Brothers banki sobie tak nie ufają, że nie pożyczają sobie nawzajem ani nie lokują pieniędzy na 3, ani na 6 miesięcy. Obecnie pieniądze pożyczane są lub lokowane raptem na jeden dzień. W związku z tym tak naprawdę my w Polsce nie wiemy, jaka jest prawdziwa cena tego pieniądza. Mamy jakiś wirtualny wytwór, jakieś dowolne, arbitralne ustalenie właśnie tych paru gości, którzy to wszystko sobie ustalą i tak naprawdę możemy tylko podejrzewać, że może tu być niebezpieczeństwo jakiejś zmowy. Przecież może być tak, że tych pięciu największych dogada się i ustalą ten rynek pieniądza. Może być to pokusa do nadużyć, chęć manipulowania tych wskaźników. WIBOR powinien odpowiadać wartościom rynkowym realnym – tłumaczy Janusz Szewczak.
Główny ekonomista SKOK zwraca uwagę, że skoro obecnie WIBOR jest sztucznie ustalany, bo banki nie pożyczają sobie pieniędzy na tak długi okres, trudno w ogóle przyjmować ten nieprawdziwy, nierealny wręcz wskaźnik „wzięty z kapelusza”. Zdaniem Janusza Szewczaka istnieje duże ryzyko, że grupa bankierów ustalających wysokość indeksu WIBOR w pewnym momencie zechce coś "podkręcić" lub sztucznie zaniżyć, żeby pokazać, że kondycja poszczególnych banków jest lepsza niż w rzeczywistości.
- Nikt tego nie kontroluje, bo choć o sprawie WIBORU wie NBP i Nadzór Bankowy, od 2008 r. panuje wokół tego tematu jakaś dziwna cisza. To groźne zjawisko, bo WIBOR dotyczy aktywów i transakcji w Polsce w kwocie biliona dwustu miliardów złotych. Zaniżanie i zawyżanie wskaźnika WIBOR ma poważne konsekwencje. Można go zaniżać, żeby wygenerować niższe koszty, na przykład w przypadku banku, lub zawyżać wskaźnik, powodując, że ktoś ma nieuzasadnione zyski z tego tytułu, a ktoś inny ponosi tego konsekwencje – tłumaczy Janusz Szewczak.
Zobacz Rozmowę Niezależną na vod.gazetapolska.pl:

