Nowa dyrektywa o efektywności energetycznej (EED) ma podnieść o 20% efektywność zużywania energii w Unii Europejskiej przed rokiem 2020. Do tej pory były to cele niewiążące. Dyrektywa wprowadza „krajowe cele wiążące” w tym obszarze, a także bardzo wysokie wymagania w zakresie ograniczenia zużycia energii w budynkach (80% do 2050 r.) i ich renowacji - 2,5% powierzchni budynków publicznych rocznie od 2014 roku.
- Oprócz wprowadzenia wiążących celów efektywności energetycznej na poziomie krajowym, mamy kilka innych punktów zapalnych. Ekologiczny nacisk spowodował, że w stanowisku Parlamentu będziemy mieli nacisk na proste ograniczenie zużycia energii, a nie jej efektywne użytkowanie. To istotna różnica, ponieważ jeśli chcemy wyjść z kryzysu, musimy pobudzać, a nie dusić produkcję przemysłową. Nie podoba nam się też sztywne wprowadzanie kryterium efektywności energetycznej do prawa o zamówieniach publicznych. Chcemy, by nie mniej ważnym kryterium były koszty takich zakupów - mówi Konrad Szymański z Komisji Przemysłu Parlamentu Europejskiego.
W końcowych artykułach projekt dyrektywy KE i posłowie do PE postulują zmiany w systemie handlu emisjami (ETS). Według aktualnie proponowanych poprawek w Komisji Przemysłu, Komisja Europejska jest zobowiązana do rewizji ETS, co „może oznaczać wygaszenie niezbędnej liczby pozwoleń” na emisję CO2.
- Polscy posłowie do PE istotnie osłabili pierwotny zapis o wygaszeniu 1,4 bln pozwoleń na emisję, co skutkowałoby wielokrotnym wzrostem kosztów emisji, jakie poniósłby przede wszystkim polski przemysł. Chcemy, by przed zgłoszeniem zmian w ETS Komisja zbadała ich potencjalny wpływ na sytuację przemysłu energochłonnego (carbon leakage). Mimo to, zobowiązanie do zmian w ETS, zanim będzie on w pełni wdrożony jest uderzeniem w trudny kompromis, jaki Polska wynegocjowała w 2008 roku. To zaburzenie rynku i sztuczne windowanie cen emisji, które dziś spadły tylko dlatego, że mamy kryzys i zastój w Europie - mówi Konrad Szymański z PiS.