Policjanci zostali zaatakowani przed Pałacem Prezydenckim; wszyscy powinniśmy być wdzięczni policji, że wykazuje wstrzemięźliwość - powiedział marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Przeprosił policję za krytykę, jaka spadła na nią ze strony polityków PO. A dowodów, że funkcjonariusze padli ofiarą napaści (nie tylko słownej) nie brakuje.
Wczoraj wieczorem przeciwnicy zmian w sądownictwie protestowali przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Krytykowali podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji ustaw m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze. Po formalnym zakończeniu zgromadzenia około godz. 23 część manifestantów została przed Pałacem. Grupa skandowała niecenzuralne słowa pod adresem prezydenta. Vis a vis kościoła przy Pałacu Prezydenckim doszło do użycia gazu łzawiącego.
Żeby nikt wam nie wciskał kitu, że to policja atakowała demonstrantów. pic.twitter.com/brCfUIo0OP
— Krzysztof W. Panek (@krzysztofwpanek) 26 lipca 2018
Marszałek Karczewski powiedział, że martwi go i smuci agresja, jaką zobaczył na Krakowskim Przedmieściu.
"Oglądałem bardzo wiele filmików (...), widziałem, w jaki sposób agresywnie byli atakowani policjanci. Przed chwilką wysłuchałem ze zdumieniem i z otwartymi oczami oświadczenia podpisanego przez wszystkich senatorów (Platformy), którzy krytykują policję. Myślę, że wszyscy powinniśmy policji podziękować, że jednak wykazuje taką wstrzemięźliwość" - oświadczył Karczewski.
Dodał, że na tych materiałach filmowych widać, jak funkcjonariusze są atakowani, przepychani i obrażani. "Ale potrafią jednak policjanci zachować się w sposób odpowiedni" - ocenił marszałek Senatu.
Podczas prowadzonego zabezpieczenia policjanci byli opanowani, profesjonalni i nie dawali się sprowokować części osób, które swoim zachowaniem próbowały doprowadzić do eskalacji konfliktu, dążąc do starcia fizycznego i wulgarnie odnosząc się do funkcjonariuszy #stopfakenews pic.twitter.com/yxgWX0ANFM
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) 27 lipca 2018
Przeprosił też policję za piątkowe wypowiedzi polityków Platformy.
Karczewski powiedział również, że o czwartkowych zdarzeniach w stolicy rozmawiał z szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim.
"Opowiadał mi bardzo dokładnie jak wyglądała ta sytuacja: do tych zajść (...) doszło już po demonstracji i po chwili policjanci zwracali uwagę już nie protestującym, ale tym, którzy opuszczali miejsce protestu i malowali chodniki farbą. Zwrócono im uwagę i spisano - jest to zupełnie normalna procedura - i zostali zaatakowani i musieli się bronić" - podkreślił Karczewski.