Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »
Z OSTATNIEJ CHWILI
Izba Reprezentantów przegłosowała pakiet pomocowy dla Ukrainy o wartości 60,8 mld dolarów • • •

Gliwicki saper walczy o powrót do normalnego życia

Dowódca patrolu saperskiego chorąży Tomasz Znojkiewicz, ciężko ranny w wybuchu podczas akcji w lesie między Kuźnią Raciborską a Rudą Kozielską, potrzebuje wsparcia na dalsze leczenie. Walczy o poprawę wzroku, konieczna jest rekonstrukcja powieki.

Tomasz Znojkiewicz
https://fundacjasalut.pl/

8 października 2019 r. w kompleksie leśnym między Kuźnią Raciborską a Rudą Kozielską żołnierze 29. patrolu rozminowania 6. Batalionu Powietrznodesantowego z Gliwic mieli unieszkodliwić niewybuchy znalezione trzy dni wcześniej i zabezpieczone do przyjazdu saperów - prawdopodobnie były to pociski artyleryjskie z czasów II wojny światowej.

Doszło do wybuchu, w wyniku którego na miejscu zginęło dwóch saperów, trzeci zmarł potem w Wojewódzkim Szpitalu im. św. Barbary w Sosnowcu. Sprawę bada Prokuratura Okręgowa w Krakowie.

Starszy chorąży sztabowy Tomasz Znojkiewicz został ciężko ranny w wybuchu – jak ocenia – ok. 4 kg materiałów wybuchowych, od których był oddalony zaledwie o metr. Fala uderzeniowa uszkodziła mu lewą część twarzy. - Wszystkie kości kostki, łuk brwiowy, oczodoły zostały zmiażdżone, popękane, przesunięte, mam też "tatuaż powybuchowy" - drobiny ziemi wyrwane przez wybuch uderzyły mnie w twarz, zagłębiając się głęboko w skórę. Z okolic oczu wyjęto 28 odłamków. Miałem oparzenia twarzy drugiego i trzeciego stopnia, wybuch poważnie uszkodził mi też słuch – relacjonował żołnierz.

Mimo to uważa się za szczęściarza. "Dostałem drugą szansę na życie i muszę ją wykorzystać. Zawsze byłem takim człowiekiem ciągle w biegu, byłem i jestem człowiekiem zadaniowym, bardzo aktywnym w pracy i poza pracą, po tym wypadku to się zatrzymało, jakbym rzucił kotwicę i stanął w miejscu. Wszystko jest spowolnione, przede wszystkim przez wzrok. Staram się robić to samo, ale trochę wolniej i mam nadzieję, że będzie kiedyś lepiej" – powiedział Tomasz Znojkiewicz podczas konferencji prasowej w Gliwicach.

Opieką otoczyła sapera Fundacja na Rzecz Rehabilitacji Zawodowej dla Służb Mundurowych i Ich Rodzin "Salut". Zdaniem jej prezesa, lekarza wojskowego i weterana misji Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku Grzegorza Matyjaszczyka to, że Tomasz Znojkiewicz przeżył wybuch to cud, a jego obecny stan zdrowia i wygląd – efekt kilku operacji i leczenia w szpitalach w Rybniku, Katowicach, Siemianowicach Śląskich i Warszawie – jest ogromnym sukcesem polskich lekarzy i pozostałego personelu medycznego.

Znojkiewicz przeszedł już m.in. rekonstrukcję zniszczonych przez wybuch błon bębenkowych i kości twarzoczaszki. Teraz najpilniejszą potrzebą jest rekonstrukcja lewej powieki, która podczas snu całkowicie się otwiera, co jest ogromnym zagrożeniem dla oka. Saper musi spać w specjalnym opatrunku i okularach. Potrzebna jest też seria zabiegów, które oczyszczą twarz z tatuaży powybuchowych. Jedna z prywatnych klinik chirurgii estetycznej podejmie się usuwania ziemi ze skóry na twarzy. Wyceniła ten zabieg na ok. 12 tysięcy złotych.

Jest także szansa na rekonstrukcję powiek w szpitalu z Polanicy Zdroju, co także będzie wiązało się z kilkunastotysięcznym wydatkiem. Koszty dalszego leczenia są obecnie szacowane na ok. 50 tys. zł. Fundacja uruchomiła subkonto o numerze 78160014621879195800000008. Niedawno uzyskała status organizacji pożytku publicznego, a więc można też będzie przekazywać na jej rzecz 1 proc. podatku, ze wskazaniem na Tomasza Znojkiewicza.

Chorąży dziękował całej rodzinie swoim żołnierzom, dowódcy i wszystkim, którzy ratowali jego życie i zdrowie. "Było bardzo ciężko na początku, jest to przeżycie bardzo traumatyczne, nie do opisania. Ktoś, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie wyobrazić" - wyznał.

Apelował też o ostrożność w razie natrafienia na wojenne pozostałości. "Problem jest gigantyczny. W ciągu swojej 25-letniej służby przekonałem się, że niewybuch może być wszędzie – od strychu po piwnice, cmentarze, a nawet piaskownice w przedszkolach, gdzie został przywieziony z piaskiem, są niewybuchy wrośnięte w drzewa, przybetonowane do fundamentów budynków. Trzeba uważać, jeśli znajdziemy taki przedmiot – lepiej zgłosić raz więcej, niż raz za mało" - przestrzegł.

Rocznie gliwicki patrol wyjeżdża na ok. 450 interwencji, podczas których wydobywa ok. 30 tysięcy różnego rodzaju i kalibru amunicji z czasów I i II wojny światowej. 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
mch
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo