Wczoraj w mediach roiło się od relacji wyborców, którzy obserwowali liczne nieprawidłowości podczas głosowania. Problemem były przepełnione urny i dosłownie walające się po lokalu karty do głosowania. Sytuację próbowano ratować, składując je w kartonach i foliowych workach na śmieci. Często dochodziło również do wynoszenia kart poza obręb lokalu wyborczego. – Skala nieprawidłowości nas zaskoczyła. Wyborcy i mężowie zaufania zgłaszali nam mnóstwo problemów w związku z wyborami – mówi „Codziennej” Anna Sikora.
Zdarzały się wypadki, w których osoby przychodzące do lokalu otrzymywały karty wyborcze z zakreśloną kratką przy nazwisku. W niektórych komisjach karty nie zawierały np. całej listy Prawa i Sprawiedliwości. Stało się to przedmiotem skargi do PKW. – Standardowo mieliśmy również wypadki, w których sami kandydaci oddawali na siebie głos, a i tak w protokołach widniało zero – mówi nam Sikora.
Na oszustwa nakładały się chaos organizacyjny i trudności w liczeniu głosów. Teresa Michałowska była mężem zaufania w warszawskiej komisji wyborczej nr 410 na Pradze-Południe. – Stwierdziłam, że urna wyborcza jest nieprawidłowo zapieczętowana i nieostemplowana. Zwróciłam uwagę przewodniczącemu komisji, który postawił kilka pieczątek. Wszystko zostało zaprotokołowane – opowiada Michałowska.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".