Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Pokolenia wpisane w opłatek

Po Janka Rodowicza „Anodę" ubecy przyszli w wigilijny wieczór 1948 r. Bohatera akcji pod Arsenałem, powstańca warszawskiego z batalionu „Zośka" komuniści poddali brutalnemu śledztwu. W końcu rodzinę poinformowano, że popełnił samobójstwo, wyskakując

"Wigilia na Syberii" obraz Jacka Malczewskiego; fot. wikipedia
Po Janka Rodowicza „Anodę" ubecy przyszli w wigilijny wieczór 1948 r. Bohatera akcji pod Arsenałem, powstańca warszawskiego z batalionu „Zośka" komuniści poddali brutalnemu śledztwu. W końcu rodzinę poinformowano, że popełnił samobójstwo, wyskakując z okna i został pochowany w anonimowym grobie. Jego miejsce ujawnił grabarz. Podczas ekshumacji w kieszeni „Anody" znaleziono okruchy opłatka.

Do Twego żłóbka, Boże Dziecię,
wiodła mię gwiazda: matka.
I nie wiedziałem nic o świecie
W granicach mego światka.

I nie wiedziałem nic o świecie
Któremu są już obce
Kolędy, grane na klarnecie
I Bóstwo w lichej szopce.


– pisał w jednym z najważniejszych polskich wierszy poświęconych Wigilii poeta Karol Hubert Rostworowski (1877–1938). Piszę najważniejszych, a nie tylko najpiękniejszych, bo tych mamy wiele.

Rostworowski pokazał w nim bowiem siłę polskiej religijności na przykładzie własnego życiorysu. W dorosłym życiu spotkał „mędrców mrowie", którzy nauczali „wszechwiedzy człowieczej" oraz „różnych rzeczy, wśród których złuda siedzi". I „chodził z nimi długie lata", a Boże Dziecię „przestało być mu bratem". Stało się „Czymś, co bez końca i bez granic, nie może stać się ciałem, i tak za puste słowa, za nic, wiarę im odprzedałem".

Zrozumienie tego, ujrzenie tej pustki światowych błyskotek prowadzi go do powrotu: „Dziś oto wracam, Jezu Chryste,/ w matczyne, dawne strony,/ by kolędować: Masz zaiste,/granice, Nieskończony!".

Centralna decyzja: księży wywieźć do Katynia w Wigilię

Polskie wigilie są dziwnym pomieszaniem rzeczy. Tęsknoty za tymi, którzy odeszli, połączonej z nadzieją ponownego ich spotkania. I radością z tego, że zło, które wydawało się tyle razy wszechwładne, nie zwycięża wiecznie. To nie jest modna radość zapomnienia, lecz pamięci. Dlatego może być źródłem siły, nie tylko tej z wiersza Rostworowskiego. O niej będzie ten tekst.

Z tej siły zdawali sobie sprawę sprawcy Katynia. W Wigilię wywieźli wszystkich księży z obozów w Kozielsku i Starobielsku. Katolickich, ale także protestanckich, prawosławnych i naczelnego rabina Armii Polskiej. Wszystkich – z wyjątkiem jednego, o którym zapomniano, bo siedział w karcerze – wywieziono do Katynia.

Prof. Stanisław Swianiewicz, sowietolog, ocalały więzień Kozielska, pisał o tym: „Fakt, że właśnie okres Bożego Narodzenia wybrano do rozprawy z księżmi, miał znaczenie symboliczne... Gdy potem w łagrach spotykałem zakonników rosyjskich, którzy twierdzili, że szatan rządzi Rosją i że na czele władz sowieckich stoją ludzie, którzy są w specjalnej służbie szatana, nie traktowałem tego jak nonsensu, lecz przypominałem sobie to, co twierdzili wielcy pisarze i myśliciele rosyjscy: Fiodor Dostojewski, Władimir Sołowjow oraz Dmitrij Mereżkowski; a także to wszystko, co tak często nam mówił Marian Zdziechowski, wielki znawca psychologii religijnej rosyjskiej".

Swianiewicz podkreślał: „Likwidacja księży w okresie świąt Bożego Narodzenia 1939 roku miała miejsce nie tylko w Kozielsku, lecz również w Starobielsku, jak o tym opowiadali ci, co przeżyli Starobielsk. Był to więc skutek centralistycznie podjętej decyzji".

Ksiądz prałat Zdzisław Peszkowski, zmarły pięć lat temu kapelan Rodzin Katyńskich, mówił o tej wigilijnej zbrodni: „To był nie tylko bandytyzm, ale i perfidia. Chodziło o to, żeby nas zgnębić. Taka była bolszewia. Od nich zawsze można było się spodziewać najgorszego – ogołocenia z nadziei".

Wigilie Żołnierzy Wyklętych

Wigilie urządzali także polscy partyzanci w lesie, walczący z niemieckim i sowieckim okupantem. Zachowały się męskie, twarde, oszczędne w słowach relacje tych, którzy dla Polski ryzykowali życiem. Gdy czyta się te opisy, dźwięczy w uszach wiersz Zbigniewa Herberta „Wilki" w wykonaniu zmarłego w tym roku Przemysława Gintrowskiego: „Przegrali dom swój w białym borze/ kędy zawiewa sypki śnieg/ nie nam żałować – gryzipiórkom –/ i gładzić ich zmierzwioną sierść".

Taki żołnierski opis Wigilii z 1943 r. odnajdujmy w książce „W walce z wrogami Rzeczpospolitej" autorstwa Zygmunta Błażejewicza ps. Zygmunt, dowódcy 1. szwadronu 5. Brygady Wileńskiej AK, później walczącego z komunistycznym okupantem: „Stanęliśmy na chutorach koło północy. Wartownik zameldował pożar z kierunku naszej akcji. To Sowieci zemścili się, paląc kolonię Jałowiec. Wymordowali 11 osób z siatki, w tym ich dzieci w kołyskach. W odwet rąbnęliśmy we wsi Sorok Tatary ich 6 konfidentów Tatarów... Nadchodziły święta Bożego Narodzenia. Mieliśmy je spędzić na melinie u państwa Czepulonisów (folwark Alteracja), których dwaj synowie: Mieczysław ps. Wilkołak i Czesław ps. Gryf dołączyli później do naszego Oddziału (już Brygady)... Była to bardzo miła melina. Gospodyni, pani Zofia, była oddana nam całą duszą, synowie zaopatrywali nas w amunicję i pomagali, jak mogli... Na Wigilii było nas przeszło czterdziestu... Wigilia była obfita. Organizacja przysłała nam ciastka i cukierki. Był ajerkoniak i czysty wyborowy samogon".

„Wtedy wstąpił we mnie jakiś silny hart ducha"

Stefan Kapelusz ps. Zając, żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych, w książce Jana Chmielewskiego „Wigilie niewoli i wolności" opisuje święta w lesie, w którym choinki nie trzeba było wycinać: „W przeddzień ubrana została choinka – była to jodła o wysokości około 20 metrów i bardzo szerokiej pięknej koronie".

Wspomina słowa dowódców i swoje uczucia: „Ja jednak dłużej przeżywałem smutek, ponieważ w dniu 2 grudnia 1943 roku w walce z żandarmerią niemiecką pod Bogumiłkiem poległ mój starszy brat Stanisław ps. Zawisza, współorganizator oddziału leśnego...".

To bardzo polski opis: „Po życzeniach i odśpiewaniu »Roty« zrobiło mi się lżej, pomyślałem: przecież składaliśmy przysięgę na wierność ojczyźnie – brat przecież poległ za ojczyznę. Wtedy wstąpił we mnie jakiś silny hart ducha, podobny jak przy hartowaniu stali. W tym czasie kom. oddziału stawiał mojego brata jako przykład, gdyż obronił on kolegów, mimo że był ranny, nie rezygnował z walki, prosił najbliższego kolegę, lżej rannego Wacława Pająka ps. Owies, by go dobił, a gdy ten odmówił, wystrzelił ostatni magazynek z erkm. i krótkiej broni – sam sobie strzelił w głowę, by nie dostać się w ręce wroga.

Po opłatku i życzeniach oraz krótkiej modlitwie w świetle świeczek choinkowych, świecących na żywej jodle wokół wielkiego ogniska kom. oddziału otworzył wielki kufer drewniany, poprosił 4 dowódców drużyn, by pobrali po jednym litrze wyborowej wódki i podzielili wśród żołnierzy, a komendant oddziału poderwał wszystkich na baczność i w takiej sprężystej postawie odśpiewaliśmy »Rotę« oraz hymn »Jeszcze Polska nie zginęła«.

Po wypiciu przypadającej setki twarze żołnierzom się rozjaśniły, a głowy skierowały ku ognisku, skąd zapach prażonej kaszy z olejem lnianym, dostarczonym z olejarni prywatnej od Kowalczyka z Chotowa".


Aresztowany w Wigilię wyskoczył z okna

W wigilijny wieczór 1948 r. UB przyszła po Janka Rodowicza „Anodę". 25-letni student był odznaczony za walkę z Niemcami Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari. Pierwsze odznaczenie było za akcję pod Arsenałem, w czasie której uwolniono jego przyjaciela Jana Bytnara „Rudego" oraz 25 innych więźniów, przewożonych z siedziby gestapo przy al. Szucha na Pawiak. W akcji pod Arsenałem dowodził sekcją „Butelki" i jako pierwszy rzucił butelką w więźniarkę. W Powstaniu Warszawskim, za które dostał Order Virtuti Militari, był ciężko ranny. Brał także udział w akcji o kryptonimie „Celestynów" – odbicia transportu więźniów do Oświęcimia.

Po wojnie był dowódcą oddziału dyspozycyjnego szefa Obszaru Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych. Zajmował się akcjami propagandowymi przeciw rządom komunistycznym. Ujawnił się 19 września 1945 r. Pokonał kalectwo, które zostało mu po latach wojny, i rozpoczął studia na wydziale architektury.

Co kierowało komunistami, by mścić się na nim właśnie w Wigilię? Powszechnie sądzono, że poszło o plotkę, iż na uczelni miał rzucić szczurem w córkę Bieruta. W śledztwie pytano o plany porwania sowieckiego generała.

„Zawiadamiam, że syn Obywatela Jan Rodowicz zatrzymany w dniu 24 XII 1948 przez przedstawicieli władz Bezpieczeństwa Publicznego pod zarzutem popełnienia przestępstwa z art. 86 KK WP, w dniu 7 stycznia 1949 r. popełnił samobójstwo, wyskakując z okna" – pismo tej treści otrzymał prof. Kazimierz Rodowicz z Politechniki Warszawskiej.

Rodzina nie uwierzyła. Miejsca pochówku nie ujawniono, ale wyszło ono na jaw dzięki grabarzowi. Rozpoznał on „Anodę", bo wcześniej zajmował się pochówkiem kolegów z batalionu „Zośka". 16 marca 1949 r. rodzina wydobyła go z mogiły. W kieszeni kurtki miał okruchy opłatka.

Dziś „Anoda" ma ulice w Warszawie i Łodzi, powstały o nim dwa filmy, prezydent Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Tylko sprawcy zbrodni pozostali bezkarni. Śledztwo w sprawie jego śmierci wszczęto w 1991 r. Ubecy zeznawali: „Jan Rodowicz wyszedł za mną, biegiem wskoczył na parapet otwartego okna i wyskoczył". Albo: „Rodowicz był silnym mężczyzną i nikt nie potrafił wyrzucić go przez okno". W 1995 r. śledztwo umorzono.

Wychodząc z opłatkiem z baraku, miałyśmy pewność, że z Niemcami wygramy

Mroźne wigilie na zesłaniu – tych w polskich pamiętnikach są setki. Z tych XX-wiecznych przebija świadomość ciągłości tragizmu polskich losów. Wanda Niezgoda-Górska w książce „Dosyć mam Sybiru, dosyć Kazachstanu" wspomina: „Nie było opłatka, więc połamaliśmy się czarnym, przydziałowym chlebem. Czarny chleb był też jedynym daniem wigilijnym. Miał zastąpić 12 tradycyjnych dań. Nie było choinki. W migotliwym, zanikającym świetle »koptiłki« (kaganek) widziałam wynędzniałe, chorobliwie już wychudzone twarze staruszków – teściów, Danusi i Ili. Mroczny motyw godny pędzla Grottgera w jakimś nowym patriotycznym cyklu, pokazującym męczeństwo Polaków na Sybirze w XX wieku, jakaś »Wigilia na zesłaniu«".

Halina Jabłońska ps. Danuta, zastępca dowódcy Wojskowej Służby Kobiet Armii Krajowej, opisała Wigilię w niemieckim stalagu Oberlangen, do którego trafiły Polki, uczestniczki Powstania Warszawskiego: „Nad nami lśniło niebo. Już, już wydawało nam się, że usłyszymy dzwony wzywające w Polsce na pasterkę, gdy od bramy dobiegł nas wrzask Niemców i krzyki naszych dziewcząt. Przywieziono grupę z Goslar. Dziewczęta były sine z zimna, prawie wszystkie chore. Opowiadały bezładnie o strasznych przejściach... Chciałyśmy zabrać je do baraków, ale rozkaz niemiecki brzmiał: »Kobiety, które przyjechały z Goslar, mają spędzić w areszcie wigilijną noc«. Żadne nasze awantury nie pomogły".

Wieczorem zabrzmiała więc obozowa kolęda:

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi,
Wstańcie rodacy, Polska się rodzi!
Orły pruskie pozrzucajcie
Do szeregów pośpieszajcie
Gdzie ludu jest moc.


„Wychodząc z opłatkiem z ostatniego baraku, miałyśmy już pewność, że walkę z Niemcami wygramy. Ta noc wigilijna zespoliła obóz cały w jedno polskie serce" – pisała „Danuta" (relacja za „Wigiliami niewoli i wolności".).

Czekali Cię, Jezu, na szychcie w sztolni

Wigilie w niewoli nie skończyły się z nadejściem sowieckiego „wyzwolenia". W 1953 i 1954 r. przeżywał takie Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński. Ci, którzy go aresztowali, choć działali z obcego nadania, byli Polakami. 24 grudnia 1953 r. prymas notował w swoich „Zapiskach": „Listu od Ojca na święta nie otrzymałem, choć trudno mi to sobie wyobrazić, by paczka była wręczona bez listu. Ale tę chęć okazania mi swej przewagi wybaczam moim opiekunom. Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził".

Wigilijnej wieczerzy nie doczekali górnicy z kopalni „Wujek", zamordowani 16 grudnia 1981 r. Anonimowy autor „Kolędy związkowej A.D. 1981" napisał o tym:

Czekali Cię, Jezu,
na szychcie w sztolni,
Przeszyły ich kule,
bo chcieli być wolni,
Dziś przyszli fedrować
razem do Ciebie,
Połam się opłatkiem
z nimi – tam w niebie.


Dziś, po trudnym roku 2012, nasze myśli będą w wigilijny wieczór przy rodzinach poległych w Smoleńsku. Szczególnie tych, które przeżywać musiały w tym roku to samo, co rodzina Janka Rodowicza „Anody", czyli ekshumacje i powtórne pogrzeby. Będziemy w ten wieczór o Was myśleli, Kochani. Niech świadomość, że Oni polegli na służbie tej samej ojczyźnie, co ci w Katyniu, w sowieckich i niemieckich obozach, będzie dla Was – i dla nas – źródłem siły.

„I prędzej świat się odstanie"

W czasach, gdy nieciekawa, konformistyczna, zblazowana część Polaków kpi pod dyktando opłaconych przez wrogów polityków z naszych tradycji, warto przytoczyć proroctwo z wiersza „Kolęda" młodopolskiej poetki Maryli Wolskiej:

Byli i odeszli do siebie
Mądre trzy króle obce,
Po aniołach opuszczona grzęda,
Ojciec i Matka już w niebie.
Przy Dziecku w szopce
Została polska kolęda...
I prędzej Bóg słońce odwoła,
I prędzej świat się odstanie,
Niż ona odbiec zdoła
To Zawiniątko na sianie...


Siła tego proroctwa niech będzie dla nas powodem radości ze świąt Bożego Narodzenia. Wbrew wszystkiemu, co ponure i przemijające.

...przyszli po niego w wigilię



 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wideo