Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Rechot z „Inki”, rechot ze Smoleńska

Gdy słyszymy rechot celebrytów wymierzony w „świrów” walczących o prawdę o zbrodni smoleńskiej, pojawia się myśl, że tego w polskiej historii jeszcze nie było. Nic bardziej mylnego.

Gdy słyszymy rechot celebrytów wymierzony w „świrów” walczących o prawdę o zbrodni smoleńskiej, pojawia się myśl, że tego w polskiej historii jeszcze nie było. Nic bardziej mylnego. To tylko późne echo szyderstw z tych, którzy upominali się o „Inkę” czy rtm. Pileckiego. To ówczesne lizusy wysługujące się komunistycznej władzy stworzyły schematy, którymi posługują się dziś Lis czy Wojewódzki.

Słucham najbardziej wstrząsającej piosenki „Inka” rapera Tadka z jego nowej płyty „Niewygodna prawda”. „Inka”, czyli Danuta Siedzikówna, miała 17 lat. Wyrok śmierci komuniści wykonali na niej pięć dni przed świętowaną zapewne przez jej rówieśników osiemnastką. Jej niestety nie było to już dane. „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba” – przekazała w ostatnim grypsie. „Niech żyje Polska! Niech żyje Łupaszka! ” – to były jej ostatnie słowa.

Tadek rapuje: „Pod Twój pomnik przyprowadzę swoich ludzi, swoje dziecko./ Jeśli będę bał się walczyć, popatrz w oczy mi Ineczko./Dzisiaj kłamią, by nas zniszczyć, rozkradają polskie włości./ Dziś ubecy mają media, już nie muszą łamać kości”.

W Łodzi nie ma nikogo. Wszyscy na zesłaniu

Gdy zamordowano „Inkę”, był rok 1946. W tym samym roku na łamach „Szpilek” ukazał się wiersz Jana Brzechwy „Gryps do Jana Lechonia”. Pierwszy z poetów wybrał po wojnie drogę kolaboracji, drugi został na wygnaniu, by tam swoją twórczością upominać się o wolną Polskę.

Oto w dniach najokrutniejszych stalinowskich zbrodni Brzechwa w satyrycznym piśmie jadowicie wyśmiewał słowa „świra” Lechonia o tych zbrodniach: „Bo czyż wiarę Pan da,/Że gorzej tu, niż głosi wasza propaganda?”.

Wywózki na Syberię? Brzechwa kpi: „W Łodzi nie ma nikogo. Wszyscy na zesłaniu./ Ja, z garstką literatów, na twardym posłaniu./ W łachmanach i w kajdanach, z »pepeszą« przy mordach...”.

Cenzura? Wysługiwanie się przez twórców okupantowi? „Milicjanci nas łapią i pod chloroformem./ Każą pisać do »Szpilek« i chwalić reformę”.

Represje wobec Kościoła? „Do kościoła, rzecz prosta, nikt dzisiaj nie chodzi./Bo tam żandarm sowiecki, przebrany za księdza,/ Każdego, kto się zjawi, na Sybir wypędza”.

Skrytobójcze mordy na patriotach? „U nas, jeśli do baru kto wejdzie na wódę,/ Od razu wpada konny oddział NKWD,/ By gościa, jego żonę i ojca i matkę/Całkiem nagich traktorem wywieźć na Kamczatkę./ W knajpach pełno befsztyków, rumsztyków, kotletów./ Podają je oprawcy na ostrzach bagnetów –/ Nim się człowiek obejrzy, ma bagnet w żołądku”.

Tego ostatniego opisu nie sposób pozostawić bez komentarza. Wyjątkowo pasuje on do tzw. śląskiego Katynia – mord na ok. 70 żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych w okolicach Łambinowic w 1946 r. Podczas kolacji do butelek z alkoholem wstrzyknięto środek nasenny. Nad ranem ubecy wysadzili budynek w powietrze wraz z uśpionymi żołnierzami NSZ-etu, a tych, którzy przeżyli i próbowali uciekać, dobili.

W roku, w którym „Inka” stanęła przed plutonem egzekucyjnym, Brzechwa kpił z Lechonia, zalecając mu, żeby jego tajny gryps spalił, by nie narażał go na straszne konsekwencje. Bo – cha, cha, cha! – „mnie... Pan sam rozumie: postawią »pod ściankę« –/Rozstrzelają, powieszą i zrobią rąbankę”.

Wychowawczy charakter satyry, czyli „znać wroga i chłostać go”

Niesamowite? Przerastające wyobraźnię? A więc – można było nawet wtedy. Gdy tysiącami ginęli Żołnierze Wyklęci, młodzi Polacy wierni niepodległej ojczyźnie, gdy wyrywano paznokcie i torturowano w katowniach UB, znaleźli się tacy, którzy chcąc podlizać się władzy, kpili ze śmierci ofiar. I z takich jak Lechoń, którzy upominali się o te ofiary. Kpiono z tzw. świrów, wariatów, chorych psychicznie zwolenników teorii spiskowych, którzy wygadują brednie, gdy my wokół budujemy nowe fabryki, huty i kopalnie.

„Zapluty karzeł reakcji”, „niewielki człeczyna”, groteskowy „Führer kieszonkowy” – to były określenia z tamtego repertuaru. Okładka pisma Tomasza Lisa z bratem zamordowanego prezydenta i podpisem „Dzień świra”, ma właśnie w tamtych czasach swoje „satyryczne” pierwowzory.

Podobnie jak artykuły Lisa o tym, że w czasach budowy stadionów i autostrad grupa fanatyków chce wywołać wojnę polsko-polską. Zupełnie jak w socrealistycznym wierszu Stanisława Wygodzkiego „Plan”: „Dość już porównań! Bez analogii!/ Odejść od zmarłych, komór i gazu./Ciszy Brzezinkom, ciszy dla mogił,/ Żywym potrzebna stal i żelazo”.

Satyra „musi być wycelowana w odpowiednim kierunku i przybrać charakter wychowawczy. Musi znać wroga i chłostać go” – przemawiał towarzysz Jerzy Borejsza z KC PPR w czasie I Ogólnopolskiego Kongresu Satyryków w Warszawie 8 września 1948 r. Postulował, by satyrycy odeszli od nazbyt wymyślnych przedwojennych skamandryckich kalamburów, szmoncesu i „śmiechu dla śmiechu”. Nowa satyra miała być zrozumiała dla milionów i zwalczać – w imię młodości, radości i nowoczesności – przestarzałą mentalność, moralność i ideologię.

Brunon K. jako współczesny podżegacz wojenny

„Czas patriotów. Brunon K. i inni” – to najnowsza okładka „Newsweeka”. Pod twarzą jej bohatera pytanie: „Ilu samozwańczych obrońców Polski gotowych jest zabijać?”.

Podżegacz wojenny był w socrealistycznej propagandzie elementem stałym, jak w wierszu Stanisława Jerzego Leca „Portret wroga”: „On wierzy w niebo – od bombowców brzmiące./On wierzy w piekło – w którym by nas smażył./ Wątpi w materię – robiąc z niej pieniądze,/ i wierzy w ducha – bo duchowy karzeł”.

„W Polsce trwa prywatna wojna na 1 samolot i 96 trumien. Wojna, w której słowo »patriotyzm« staje się niepotrzebnym gadżetem. Tandetnym kotylionem pasującym nawet do kominiarki i kastetu” – pisze w „Newsweeku” Kuba Wojewódzki. Socrealistyczni twórcy wręcz mówili Wojewódzkim, jak w wierszu Mariana Załuckiego „Zbawca”: „Dziś spotkasz czasem/kołtuna-zbawcę/w knajpie. Przy wódce. W pijackiej czkawce.../ Gdzie uniesiony „patriotyzmem”/na nowo chciałby/ zbawiać ojczyznę!”.

Kod genetyczny

U Wojewódzkiego i jemu podobnych nie ma śladu szlachetności, która była u autentycznych lewicowych wolnościowców poprzednich epok. Często wiązała się ona z walką o prawa robotników czy nędzarzy. Kler postrzegał ich jako sojusznika klas uprzywilejowanych. Ideologia Wojewódzkiego oprócz tego, że głoszona przez reprezentanta zamkniętej uprzywilejowanej kasty rządzącej III RP, wzorowana jest na ideologii powstałej na zamówienie władzy totalitarnej. Służyć miał obronie jej panowania. I niszczeniu aspiracji biednych.

Wedle własnej retoryki Wojewódzki, podlizując się salonowi, jest odważny i bojowy. I w pewnym sensie to racja. Sowiecki ideolog nowej satyry Gieorgij Malenkow zalecał wręcz jej twórcom taką postawę. Chodziło o to, by „ogniem satyry wypalić z życia wszystko to, co jest negatywne, przegniłe i obumarłe”.

Opisane podobieństwa między niszczeniem pamięci Żołnierzy Wyklętych a kpinami ze Smoleńska nie są ani na rzadkie, ani naciągane, ani przypadkowe. To kod genetyczny przekazany elitom III RP przez ich poprzedników. Tylko ludzie wychowani kulturowo, a bardzo często i rodzinnie na tamtych wzorcach, zdolni być mogą do kpin ze śmierci polskiego prezydenta, do użycia wobec niego określenia – jak Wojewódzki – „DJ Trotyl”.

„Bez złości – te wszystkie Bieruty powinny być kiedyś wygnane na zawsze z Polski, aby po prostu przywrócić ład w terminologii, aby wiedziano, że »zdrada« to »zdra-da« – pisał Jan Lechoń w swoim nowojorskim mieszkaniu. Nie tylko nie zostały wygnane, ale zostały w III RP jej ideologami. Ich terminologia, zgodnie z którą na śmierć patriotów można splunąć, nadal obowiązuje.



 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wideo