Umarzając śledztwo, prokuratura stwierdziła m.in., że „błędy w działaniu urzędników dotyczącym lotów VIP-ów do Smoleńska były, ale nie wywołały negatywnych skutków dla organów państwa”. Zgadza się Pani z takim stanowiskiem?
Trudno się zgodzić z argumentacją wskazującą na brak związku między zaniedbaniami, których dopuścili się rządowi urzędnicy, a tym, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r.
Wszystko wskazuje na to, że jedyną osobą, która poniesie odpowiedzialność za przygotowania do wizyty, będzie były wiceszef BOR-u Paweł Bielawny. Natychmiast Jerzy Miller, obecny wojewoda małopolski, powołał go na odpowiedzialnego za bezpieczeństwo na Euro 2012.
Podzielam powszechne chyba przekonanie, że Paweł Bielawny został w sprawie Smoleńska kozłem ofiarnym. W postanowieniu prokuratury widać sprzeczność w podejściu do działań poszczególnych organów państwa. Z jednej strony usiłuje się nam wmówić, że niewłaściwe postępowanie urzędników z Kancelarii Premiera Donalda Tuska nie nosi znamion przestępstwa i pozostaje bez wpływu na zaistnienie katastrofy, z drugiej strony do sądu kierowany jest akt oskarżenia przeciwko zastępcy szefa BOR. Odnoszę wrażenie, że Bielawny został niejako wystawiony, by nie można było zarzucić organom sprawiedliwości całkowitego podporządkowania się rządowi. Zrobiono to jednak na tyle nieudolnie, że żadna z osób, które choć trochę interesują się sprawą katastrofy, nie uwierzy, iż jest to jedyny urzędnik, któremu można postawić zarzuty.
Podejrzewam jednak, że jego sprawa zakończy się uniewinnieniem.
W styczniu 2012 r. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, w którym wskazała wiele skandalicznych nieprawidłowości podczas organizacji lotu. Śledczy nie uwzględnili tych uwag.
Sytuacja związana z prawną oceną działalności urzędników Donalda Tuska jest kuriozalna. Kontrolerzy NIK tłumaczyli, że na podstawie przygotowanego przez siebie raportu nie skierowali zawiadomień o popełnieniu przestępstw z uwagi na toczące się tzw. cywilne postępowanie. Widać wyraźnie, że w tej sprawie wielu ludzi nie chce po prostu się narażać, a brak zawiadomień skierowanych przez NIK przyczynił się z pewnością do tego, że swobodnie można było sprawę umorzyć.
Prokuratura nie uznaje rodzin ofiar za stronę w postępowaniu. Co w takiej sytuacji pozostaje rodzinom?
We wszystkich wątkach sprawy katastrofy smoleńskiej należy wyczerpać wszelkie procedury, do których uprawnienie przyznają nam przepisy. Wykorzystanie wszystkich dostępnych środków prawnych jest warunkiem domagania się sprawiedliwości przed międzynarodowymi organami wymiaru sprawiedliwości.
