Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Porażka w Warszawie i w Brukseli

Ważą się losy UE – od dawna Europa nie była w takim kryzysie. Jest on skutkiem fatalnej decyzji utworzenia unii monetarnej.

Autor:

Ważą się losy UE – od dawna Europa nie była w takim kryzysie. Jest on skutkiem fatalnej decyzji utworzenia unii monetarnej. Sojusz Francji i Niemiec – dyrektoriat, który przez ostatnie lata dyktował innym krajom europejskim program oszczędnościowy, przestał istnieć – być może tylko na chwilę.

Hiszpania i Włochy uzyskały wsparcie Francji. I gdy Mario Balotelli strzelał Niemcom gole w Warszawie, nie najlepiej wiodło się naszym zachodnim sąsiadom również w Brukseli. Premier Włoch Mariano Monti, wsparty przez premiera Hiszpanii Mariano Rajoya, także wyszedł zwycięsko z brukselskiej rozgrywki.

Różnice interesów są oczywiste. Podczas gdy kraje Europy Południowej chcą dostępu do względnie tanich kredytów, unii bankowej i nie chcą nadmiernymi oszczędnościami pogłębiać recesji i wywoływać napięcia społecznego w swoich krajach, Niemcy (a mówiąc dokładniej, rząd Angeli Merkel) opowiadają się za ściślejszym paktem fiskalnym, za oszczędnościami i coraz mocniejszym nadzorem nad budżetami państw zadłużonych, nie akceptując także „uwspólnotowienia długów". Skłaniając innych do drastycznych cięć budżetowych, sami prowadzą dość luźną politykę finansową, by nie zdusić koniunktury. Dążą również do budowy unii politycznej, która sprawi, że narodowe gospodarki znajdą się pod kontrolą unijną. Tyle że w konsekwencji prowadzi to do coraz większych podziałów w Europie. Bo wszyscy zdają sobie sprawę, że więcej Europy to znaczy w istocie więcej Niemiec. Przyznał to cytowany niedawno przez „New York Times" dyplomata francuski, który jednak zastrzegł sobie anonimowość, bo przecież w Europie i o Europie nie można mówić głośno takich bulwersujących, choć znanych wszystkim rzeczy.

Francja obawia się o swoją suwerenność, gdyż jest dzisiaj o wiele słabsza gospodarczo od Niemiec. Ale także Niemcy – zarówno rząd, politycy, jak i społeczeństwo – nie chcą, by im samym można było narzucać ważne decyzje, które im nie odpowiadają. Niemiecki Trybunał Konstytucyjny, wskazując na podważane i pomijane uprawnienia parlamentu, coraz częściej i głośniej mówi o niebezpieczeństwie naruszania niemieckiego prawa zasadniczego i zasady suwerenności, która jest w nim zapisana. Postanowienia brukselskie wywołały nie mniejszą frustrację niż porażka niemieckiej drużyny w Warszawie. Angela Merkel stanowczo przecież twierdziła, że „jak długo żyje" nie pozwoli na wprowadzanie euroobligacji, co interpretowano jako jeszcze jedno odrzucenie „uwspólnotowienia długów". Tym większe było rozczarowanie ustaleniami brukselskiego szczytu i ustępstwami oraz złagodzeniem wymagań w stosunku do krajów Europy Południowej. Oburzenie w Niemczech jest tym większe, że w tym samym niemal czasie Bundestag pokornie akceptował wcześniej przyjęte zasady nowego, stałego funduszu stabilizacyjnego, które tymczasem znowu zostały zmienione z powodu ostatniego szczytu. Trudno o lepszy dowód malejącego znaczenia tej niemieckiej instytucji.

Nas jak się wydaje te troski zupełnie nie dotyczą. Co nas obchodzi, czy Sejm ma jeszcze cokolwiek do powiedzenia. Wydaje się coraz bardziej zbędną instytucją – tylko się tam kłócą i przeszkadzają panu premierowi. Konstytucja RP też nie jest żadnym problemem. U nas wszystko, co postanowi UE – oraz Niemcy – jest a priori zgodne z konstytucją. A zresztą konstytucję zawsze można zmienić. O suwerenność może się martwić tylko ktoś zupełnie nie z tej epoki, jakiś posmoleński niedobitek. Nie ma też co pytać, jakie recepty na kryzys w Europie ma polski rząd. Ma te, które akurat uchwalono. Jak uchwalą inne, będzie miał inne. Nie trzeba być nadgorliwym. Unia jest wspaniałą rzeczą, bo pozwala, by nie zawracać sobie głowy podobnymi problemami, żyć na luzie i zajmować się rzeczą naprawdę ważną – piłką nożną. Czy mamy jednak jakiś plan na wypadek rozpadnięcia się Unii? Jakie będą nasze działania, gdy przybierze ona niekorzystny dla nas kształt? Mój Boże, po co w ogóle zawracać sobie głowę takim czarnowidztwem? Najważniejsze, że mistrzostwa się udały i tak się spodobaliśmy gościom, choć zamęczyliśmy ich ciągłymi pytaniami o to, czy i jak bardzo im się podoba.



Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska