W większości szkolnych stołówek ogień pod garnkami zgaśnie na dobre z końcem roku szkolnego. Od 1 września dzieci już nie dostaną tanich i smacznych obiadów przygotowanych przez kucharki, które niejednokrotnie wiele lat przygotowywały im posiłki. Gotowe jedzenie do szkół będą przywoziły firmy cateringowe.
Przeciw likwidacji stołówek protestują rodzice. – Byłam w jednej ze szkół, w której już zamknięto kuchnię. Tam sześciolatki z pierwszej klasy dostały kakao i kanapki z rybą – mówi jedna z mam. Dodaje oburzona: – Może to i zdrowe, ale dzieci nie chciały tego jeść. Poza tym takie maluchy potrzebują ciepłego posiłku.
Likwidacja szkolnej stołówki to nie tylko zmiana menu. Obiady przygotowywane przez firmy cateringowe są droższe niż gotowane w placówce oświatowej. Szkolne kosztują niecałe 6 zł, bo rodzice płacili za produkty, czyli tzw. wkład do kotła. Po zmianie – jak np. w jednym gimnazjum na stołecznej Białołęce – za uczniowski lunch trzeba zapłacić aż 9 zł.
Szkolnych kuchni w stolicy bronią radni PiS-u i SLD.
– Hanna Gronkiewicz-Waltz dała za mało na oświatę. Teraz, żeby zaoszczędzić pieniądze, likwiduje się stołówki i zwalnia personel – mówi Andrzej Kropiwnicki, radny PiS-u i szef mazowieckiej Solidarności. Z jego wyliczeń wynika, że w najbliższym czasie pracę straci ok. 2 tys. kucharek i pomocy kuchennych. Szkoły skreślą je z listy płac i w ten sposób wykażą się oszczędnościami. Do tej pory likwidacja ponad 30 stołówek i zwolnienie 80 osób pozwoliło miastu zaoszczędzić ponad 2,5 mln zł.
– Nie można posługiwać się jedynie kategoriami ekonomicznymi – podkreśla wiceprzewodnicząca Rady Warszawy Olga Johann. – Wielu rodziców, szczególnie z rodzin wielodzietnych, nie będzie stać na tak drogie obiady dla dzieci – ocenia. Ponadto zwraca uwagę, że stołówki szkolne pełnią także funkcję socjalną. – Panie, które tam pracują, znają dzieci, wiedzą, które pochodzą z ubogich domów i są zaniedbane. One zawsze mogą liczyć na dokładkę. Firma cateringowa ma wyliczone porcje – wyjaśnia.
Kropiwnicki zwraca uwagę na problem osób zwolnionych z pracy. – Większość kobiet pracujących w szkolnych kuchniach przekroczyło 50 lat. Gdzie one znajdą pracę? W firmach cateringowych? Może część. Reszta pójdzie na zasiłek – mówi.
Radni PiS-u i rodzice mają nadzieję, że może uda się im odwrócić likwidacyjny trend. Wskazują na Kraków. Tam w wyniku protestów władze się ugięły i wycofały z pomysłu, aby stołówki zastępować cateringiem.
