Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Pierwszy spieprzył Zełenski, potem spieprzyli Polacy. A alternatywy dla sojuszu nie ma

Kiedy staliśmy obok siebie, byliśmy na fali. Cały świat popierał prezydenta Zełenskiego i podziwiał Polskę. To przekładało się na twarde konkrety: pomoc dla Ukrainy oraz więcej amerykańskich żołnierzy, broni i inwestycji dla Polski. Po decyzji Zełenskiego, by postawić na Niemcy, szybko popsuł się jego wizerunek na świecie i na Ukrainie, gdzie ostatnio odwołał wybory prezydenckie. Zełenski zaszkodził też PiS, unieważniając w oczach części wyborców autentyczne, a nie PR-owe, sukcesy rządu. I przyczynił się do powrotu Tuska do władzy. Poza tym odżyła rosyjska agentura na prawicy bredząca, że po co było z tą pomocą dla Ukrainy wychodzić przed szereg. Otóż trzeba było, bo żadnej innej realnej szansy na trwałą niepodległość Polski niż Międzymorze nie ma - pisze Piotr Lisiewicz w "Gazecie Polskiej".

Wołodymyr Zełenski
Wikimedia Commons

Powiem więcej: trzeba było prowadzić taką politykę, jak w sprawie wojny prowadził PiS, tylko bardziej. „Najgorszą rzeczą w polityce jest polityka zygzaków. Polska nie może się do tego przystosować, jest to niemożliwe, w swym położeniu geograficznym musi być przewidująca i nie może prowadzić polityki o linii zmiennej” – pisał Marszałek Józef Piłsudski.  Ważne spostrzeżenie dotyczy tego, że nie mieliśmy do prowadzenia tej polityki takich narzędzi jak Niemcy, których fundacje pracują nad budowaniem u Ukraińców kompleksu Niemiec od dziesięcioleci. O tym kompleksie za chwilę.

Pomnik Katyński i ukraiński kamień pamięci

1 listopada 2023 roku, Wszystkich Świętych. Na olbrzymim cmentarzu na poznańskim Junikowie stoi biały kamień z napisem: „Pamięci ofiar wojny w Ukrainie”, w języku polskim i ukraińskim. Nie ma morza zniczy, ale jest ich sporo. Zapalam znicz, koło mnie jacyś starsi państwo też ustawiają swój i robią zdjęcie. Mówią po cichu, że zaraz wyślą je pracującej u nich Ukraince. No i od razu myśl: co my mamy teraz zrobić z naszymi bliskimi relacjami, jakie wielu zwykłych Polaków nawiązało z Ukraińcami, którym pomagali albo choćby przy okazji ich sprzątania w naszych domach? Obrazić się? Już ich nie lubić?

Niedaleko kamienia pamięci poległych Ukraińców stoi nasz Pomnik Katyński. Pierwszy krzyż katyński postawili tu śp. Maciej Frankiewicz i Edward Pohl z Solidarności Walczącej. Wtedy jeszcze nielegalny. Potem powstał pomnik, a na nim po 2010 roku pojawiła się, znów nielegalnie, nowa tabliczka. Obok nazw „Miednoje”, Kozielsk”, „Ostaszków”, „Starobielsk”, „Sybiracy”, ktoś umieścił napis: „Smoleńsk”. W lokalnych mediach protestowano, ale nikt nie odważył się jej usunąć. I dziś już jest chyba legalna… Zawsze jest tu więcej zniczy niż gdziekolwiek indziej. Niedaleko stąd jest jeszcze grób Romka Strzałkowskiego, 13-latka zabitego w Czerwcu 1956, kolejne stałe miejsce na trasie 1 listopada, tam też zniczy jest zawsze sporo. Pamiętam, że za komuny stawiało się je rozglądając się, czy nie ma wokół tajniaków.

Ta symbolika mówi wiele: losy naszych narodów są wspólne, a skutki wzajemnych waśni są zawsze szkodliwe tak dla Polski, jak i Ukrainy. Obrażanie się nic tu nie daje, nawet jeśli jest za co się obrazić. Bo to nie zatrzymuje procesu osłabiania naszych krajów. To nie jest tak, że Polska ma dużo różnorodnych możliwości, gdy chodzi o utrzymanie na trwałe niepodległości. Prowadzi do niej tylko jedna droga. I właśnie z niej zeszliśmy.

Ukraiński kompleks Niemiec i marzenie o UE

Co się stało Zełenskiemu? Znam pewną relację polskiego dyplomaty, którego już podczas wojny odwiedził ukraiński reżyser. Przyniósł mu swój film i zapytał, czy obraz ten mógłby odnieść sukces w Polsce. Dyplomata film obejrzał. Okazało się, że film ma wymowę antypolską. A jego sponsorami są… niemieckie fundacje. To było po tym, gdy Niemcy zaszkodzili Ukraińcom, poprzez swoją współpracę z Putinem pomagając mu w wywołaniu wojny. Polska właśnie Ukrainie pomagała. A niemieckie fundacje działały… swoją drogą. I działają od dziesięcioleci, angażując olbrzymie pieniądze. Tymczasem Polska przez lata nie prowadziła podobnych działań. 

Wśród wielu Ukraińców panuje głęboki kompleks Niemiec. Oni wiedzą, że Niemcy pomogły Putinowi w napaści na ich kraj. Wiedzą też, że Berlin sabotował pomoc dla nich na początku wojny. Ale mimo to marzą, żeby jednak Niemcy zmieniły stosunek do nich i zaczęły im pomagać. Bo Niemcy są silni. Zanim z pogardą pomyślimy w tej sprawie o Ukraińcach, zastanówmy się, czy ten mechanizm, może na mniejszą skalę, nie jest nam skądś znany. Przecież u nas też niemieckie fundacje i media od lat 90. tłumaczyły Polakom, że to Berlin jest naszym głównym promotorem w UE i winni jesteśmy Niemcom wdzięczność oraz brak krytyki. Wynik wyborów pokazuje, że w głowach wielu Polaków tkwi to do dziś.

Nie wiemy do końca, czym Niemcy przekupiły prezydenta Zełenskiego. Wiemy, że częścią tej obietnicy było przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej, co jest dla Ukraińców spełnieniem marzeń. Dlatego 8 listopada Komisja Europejska zaleciła rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą i Mołdawią. Nie słyszeliśmy przy tej okazji głośnych protestów Rosji. Ciekawe, co? Tymczasem w ukraińskich mediach przedstawiane jest to jako sukces. Co więcej, chwalone tam są te same zmiany w UE, które Polska za rządów PiS postrzega jako zagrożenie dla naszej niepodległości. Jak tłumaczą Niemcy Ukraińcom, zniesienie weta ma służyć… przyjęciu Ukrainy do UE.

W ten sposób Zełenski uzależnił całkowicie Ukrainę od dobrej lub złej woli Niemiec. A Niemcom oczywiście bardziej zależy na Rosji niż Ukrainie. Przeszkody na drodze do UE będą się więc piętrzyć, wiadomo, korupcja, mała wrażliwość na prawa LGBT, brak pieniędzy uniemożliwiający realizację różnych unijnych wymogów. Nie mam wątpliwości, że Zełenski zostanie przez Niemcy oszukany. A nawet więcej: stawiając na nie, a nie na Polskę, znacząco zmniejszył szanse na wygranie wojny z Rosją.

Oczywiście wolałbym nie mieć racji…

Obrzydliwe zadowolenie polskich sojuszników Moskwy

Po tym, gdy Ukraina zmieniła sojusznika, rozległy się głosy wielu prorosyjskich, prawicowych, polskich youtuberów, radośnie ogłaszających: „A nie mówiłem?”.

Wybrzmiewały one w zgodnym chórze zadowolenia z rzecznik Kremla Zacharową. Nie ukrywam, że gdy widziałem te ich radosne, obrzydliwe komentarze, zbierało mi się na wymioty. Tak cieszyła ich porażka Polski. Rzecz jasna równie radośni byli politycy Konfederacji, ale akurat oni podobne obrzydzenie budzą na co dzień, więc trudno mówić o zaskoczeniu. 

Wiem, że o Zełenskim źle mówi wielu naszych Czytelników. Sam mam do niego pretensje największe, bo jestem zwolennikiem polsko-ukraińskiego sojuszu. Ale niech przez moment nie przechodzi nam przez głowę myślenie rosyjskiej agentury w stylu: coś za bardzo tym Ukraińcom pomagaliśmy, nie trzeba było się tak przyjaźnić, szkoda pieniędzy itp. Tak grają na naszych emocjach nasi wrogowie.

„Niewychodzenie przed szereg”, czyli samobójstwo

Wystarczającym powodem, by Ukrainie pomagać, było to, że w razie zwycięstwa Rosji jesteśmy następni w kolejce. Polska granicząca z Rosją przez okręg królewiecki, de facto przez Białoruś i jeszcze przez Ukrainę, znalazłaby się w ogromny zagrożeniu. Po prostu „niewychodzenie przed szereg” mogłoby być dla Polski samobójstwem.

Wszystkie te relacje osobiste, które nawiązaliśmy z Ukraińcami, też są dla nas ważnym kapitałem na przyszłość, na następny raz. Bo to Polska i Ukraina są kluczowymi państwa regionu, których sojusz mógłby być realną przeciwwagą dla Rosji. 

Byłbym zachwycony, gdybyśmy byli państwem mogącym zmieniać sojuszników jak rękawiczki. Tylko że my nie jesteśmy takim państwem, bo leżymy między Rosją a Niemcami. Nasze szanse na trwałą niepodległość nie są duże, co pokazały ostatnie wieki. Innego wariantu niż współpraca państw Międzymorza wsparta przez Amerykę – po prostu nie ma.

Po Zełenskim spieprzyli też Polacy, oddając władzę nad swoim państwem układowi niemiecko-rosyjskiemu. Wersję, że to tylko układ niemiecki, uważam za nadmiernie optymistyczną. Miejmy nadzieję, że Tusk nie zdoła unicestwić naszej niepodległości całkowicie, a my musimy walczyć o kolejną szansę, a nie przeżywać w kółko, co Zełenski spieprzył. To jest jedyna realna polityka, jaką możemy prowadzić. Notabene twierdzenia obrzydliwych typów, którzy mówią, iż wspierając Ukrainę, kierowaliśmy się jakimś irracjonalnym romantyzmem, a Zełenski pokazał nam, jak wygląda realna polityka, są podwójną brednią. Po pierwsze, z powodów, które wyłożyłem powyżej, czyli tego, że inna polityka byłaby samobójstwem. Po drugie, dlatego, że to Zełenski nie zachował się racjonalnie, zgodnie z interesem Ukrainy, a wręcz odwrotnie – zaszkodził i Ukrainie, i Polsce. Okazał się bardzo słabym elementem w tej układance. Bywa. Ale prowadzenie poważnej polityki nie może opierać się tylko na emocjach. Od decyzji Zełenskiego nasze położenie na mapie się nie zmieniło.


 

 



Źródło: Gazeta Polska

 

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Piotr Lisiewicz
Wczytuję ocenę...
Wideo