Putin chce przejąć kontrolę nad Zachodem To jego ostateczny celi » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Chcą wprowadzić w Polsce euro tylnymi drzwiami? Atak na NBP może być częścią planu

Wśród „dogmatów” zwolenników większej integracji z Unią Europejską panuje przekonanie, że wprowadzenie Polski do strefy euro powinno nastąpić jak najszybciej. Zdaniem Piotra Bujaka z PKO BP taka decyzja „wiązałaby się z ryzykiem związanym z rezygnacją z własnej polityki pieniężnej”. Czy przyjęcie eurowaluty nie będzie wymagało zmian w obowiązującej Konstytucji, jak sugerował to niegdyś były prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński? Taką możliwość odrzuca niedawny szef Rządowego Centrum Legislacji prof. Krzysztof Szczucki, przekonując, że „rola NBP zdefiniowana w ustawie zasadniczej „nie byłaby możliwa do zrealizowania, gdyby w Polsce obowiązywała waluta euro”.

Unia Europejska
fot. Maciej Luczniewski/ - /Gazeta Polska

Strefa euro

Bułgaria, Czechy, Rumunia, Szwecja, Węgry oraz Polska – to państwa Unii Europejskiej, które zobowiązały się przystąpić do strefy euro, jednak dotychczas waluty tej nie przyjęły. Jedynym krajem UE, który zdecydował się na zachowanie własnego pieniądza, jest Dania. Jak nietrudno policzyć, obecnie strefę euro tworzy 20 państw Wspólnoty.

Polska zobowiązała się przyjąć euro na mocy traktatu z Maastricht w 1992 r., który jednak nie określa konkretnych dat, ani harmonogramu tego procesu. Wszystko więc zależy od decyzji polskich władz, a także od spełnienia koniecznych warunków (tzw. kryteriów konwergencji), które z kolei będą weryfikowane przez Komisję Europejską i Europejski Bank Centralny (EBC). Wspomniane instytucje publikują w tej sprawie sprawozdania, które następnie są ratyfikowane przez Radę do Spraw Gospodarczych i Finansowych (ECOFIN) w porozumieniu z Parlamentem Europejskim i szefami rządów państw członkowskich. To wieńczy formalności związane z wejściem do strefy euro i rozpoczyna proces wprowadzania w danym państwie nowej waluty.

Deklaracje euroentuzjastów kontra rzeczywistość

W lipcu ub.r. Donald Tusk przekonywał, że przynależność do strefy euro gwarantuje „większe zintegrowanie ze Wspólnotą”. Przyznał wprawdzie, że „euro niczego nie gwarantuje, jeśli chodzi o poziom inflacji”, ale – jak ocenił – „bycie w strefie euro, nie powoduje zwiększenia ryzyka dla gospodarki”. Przyznał, że po „okresie turbulencji”, który jego zdaniem „potrwa dwa lata” – „można na poważnie przystąpić do procesu przyjęcia euro”. To może oznaczać, że Tusk zakłada rozpoczęcie procesu integracji walutowej już w przyszłym roku.

Zdaniem głównego ekonomisty i dyrektora departamentu analiz ekonomicznych PKO BP, Piotra Bujaka, z którym rozmawialiśmy o perspektywie przyjęcia przez Polskę euro, decyzja w tej sprawie „wiązałaby się z ryzykiem związanym z rezygnacją z własnej polityki pieniężnej”. - Poziom stóp procentowych ustalany przez Europejski Bank Centralny niekoniecznie byłby dostosowany do naszych realiów ekonomicznych – wskazał nasz rozmówca.

- Rezygnacja z własnej waluty oznacza, że zniknąłby bufor chroniący nas przed różnymi szokami zewnętrznymi; bufor w postaci dostosowania (osłabienia) kursu krajowej waluty, który zapewnia większą konkurencyjność w przypadku jakichś negatywnych szoków popytowych zewnętrznych

– dodał ekonomista.

W jego ocenie, są to „dwa bardzo poważne negatywne aspekty wejścia do strefy euro”. - W obecnej sytuacji w światowej gospodarce, gdzie mamy do czynienia z wieloma silnymi szokami i prawdopodobnie przeważałyby one nad korzyściami z obecności w strefie euro w postaci obniżenia kosztów transakcyjnych, w handlu zagranicznym czy eliminacji ryzyka kursowego – wyjaśnił.

Bujak podkreślił, że w związku ze wskazanymi przez niego zagrożeniami „wśród ekonomistów dominuje przekonanie, że nie należy się spieszyć w wejściem Polski do strefy euro”.

Atak na NBP może być częścią planu

Na przeszkodzie wprowadzenia Polski do strefy euro faktycznie stoi Konstytucja, która daje Narodowemu Bankowi Polskiemu „wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej”, a także powierza tej instytucji „odpowiedzialność za wartość polskiego pieniądza".

W tym kontekście atak na prezesa banku centralnego Adama Glapińskiego, którego Tusk chce „wyprowadzić” z NBP i postawić przed Trybunałem Stanu, wydaje się z punktu widzenia zwolenników większej integracji z Europą politycznie sensowny. Podważenie wiarygodności Narodowego Banku Polskiego może spowodować trudny do przewidzenia chaos, co z kolei hipotetycznie stanie się argumentem za pilnym rozpoczęciem procesu przystąpienia do strefy euro. - To jest igranie z ogniem, (…)  Zawieszenie bez powodu prezesa NBP to jest dla inwestorów poważne ryzyko i ostrzeżenie przed lokowaniem kapitału w Polsce – alarmowała w wywiadzie dla "Business Insider Polska" pierwsza wiceprezes NBP Marta Kightley.

Chcą ominąć Konstytucję?

Konstytucja [w art., 227] nie tylko gwarantuje bankowi centralnemu (prezesowi, zarządowi, a także Radzie Polityki Pieniężnej) wyłączność i niezależność w kwestii prowadzenia polityki pieniężnej, ale też mówi o „polskim pieniądzu”. Do tej kwestii odnosił się wprawdzie Donald Tusk zauważając, że wprowadzenie euro „będzie wymagało zmiany Konstytucji”, jednak co pewien czas wśród zwolenników integracji walutowej pojawiają się opinie, wedle których zmiana ustawy zasadniczej w tym wypadku nie będzie konieczna. 

Już w 2015 roku w książce pt. „Służąc rządom dobrego prawa” (autorstwa Krzysztofa Sobczaka) ówczesny prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński przekonywał, że eurowalutę w Polsce „będziemy musieli” przyjąć bez zmiany Konstytucji, bo „w obecnych realiach politycznych raczej nie będzie to możliwe”. Przekonywał, że art. 227, w którym mowa o „polskim pieniądzu” nie mówi, że tym pieniądzem musi być złoty”. 

- Przyjęte przez nas euro będzie także polskim pieniądzem, a symbolicznym tego wyrazem są monety, na których są akcenty narodowe. I to jest waluta każdego z państw członkowskich – stwierdził Rzepliński. 

Były prezes Rządowego Centrum Legislacji prof. Krzysztof Szczucki, którego pytaliśmy o tę kwestię, stoi na stanowisku, że wprowadzenie w Polsce euro jednak „wymagałoby zmiany Konstytucji”. - W tym przepisie jest też mowa o roli Narodowego Banku Polskiego, która nie byłaby możliwa do zrealizowania, gdyby w Polsce obowiązywała waluta euro, bo wówczas Europejski Bank Centralny odpowiada za emisję pieniądza i za wszystkie uwarunkowania, które z tą emisją się wiążą – wyjaśnił. 

Dodał, że pojęcie „polski pieniądz” zawarte w Konstytucji, jest ściśle związane z zadaniami NBP.

- Polskim pieniądzem mają się zajmować te organy władzy publicznej [o których mowa w art. 227], co oznacza, że trzeba by było je zupełnie przekształcić i przydać im zupełnie inne zadania, gdyby w Polsce miało zacząć obowiązywać euro

- podsumował nasz rozmówca.

Być może więc w niedalekiej przyszłości będziemy mogli poznać rzeczywiste motywy bezprecedensowego ataku Donalda Tuska i jego środowiska politycznego na polski bank centralny oraz jedyny organ, który mógłby zastopować plan wprowadzenia Polski do strefy euro na mocy zwykłej ustawy - czyli Trybunał Konstytucyjny. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że bezkrytyczny euroentuzjazm nie przyćmi deklarowanego często przywiązania do Konstytucji, a Polaków nie uderzy dotkliwie po kieszeni na długie lata.

 



Źródło: niezalezna.pl, tvp.info, wp.pl, prawo.pl

 

#konstytucja #Euro #strefa euro #NBP #Unia Europejska

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Przemysław Obłuski
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo