Bachmann w tekście stawia tezy, że Polska za rządów PiS jest jak dyktatura Władimira Putina. - Tym, co odróżnia demokrację od dyktatur, są instytucje, które zapewniają, że państwo nie może arbitralnie atakować swoich obywateli [...]. W Polsce nie jest to już możliwe - pisze.
"Teraz nad Wisłą rozpoczyna się unikalny w skali światowej eksperyment, który mógłby być nauczką dla wielu innych krajów: demokratycznie wybrana koalicja partii demokratycznych próbuje przy pomocy niedemokratycznych środków przywrócić kraj do demokracji"
– stwierdza.
Wyimaginowane układy
Publicysta wymyśla przeszkody, przed którymi stanie rząd Donalda Tuska w drodze do rzekomego wprowadzenia demokracji w Polsce. - Odkąd stało się jasne, że partia [PiS] przegra wybory, dosłownie umocniła się, pozostawiając swoim następcom pole minowe, które teraz ma wybuchnąć falami - twierdzi. Według niego, po przejęciu rządu szef PO... stanie przed dylematem, "czy stać się bezsilnym władcą, czy też niedemokratycznymi metodami przywrócić kraj do demokracji".
Pisze też o komisji ds. wpływów rosyjskich, którą nazywa "polowaniem na czarownice", i twierdzi, że Tusk mógł po odwołaniu jej członków powołać swoich i zakazać liderom PiS prowadzenia działalności politycznej. Jednocześnie stwierdza, że szef PO nie zrobił tego, aby pójść na wyimaginowany kompromis z prezydentem Andrzejem Dudą, by ten go wskazał na premiera, mimo zaleceń komisji.
Narracja rodem z polskiej opozycji
Bachmann powiela także tezy polityków Platformy odnośnie kierownictwa NBP. Twierdzi, że teraz gwarantuje ono "utrzymanie władz przez jedną partię, a nie stabilność monetarną". Rzuca też poważne oskarżenia wobec Adama Glapińskiego.
- W swojej miłości do PiS jego (NBP - przyp. red.) szef i większość członków Rady Narodowego Banku Polskiego posunęli się nawet do celowego osłabienia polskiej waluty, mimo że mają konstytucyjny mandat do jej wzmocnienia. I podsyciły inflację, wbrew nakazowi jej zwalczania - pisze.
"Można zauważyć, że zagrożenie, jakie dla demokracji stanowią partie populistyczne, nacjonalistyczne i autorytarne, nie znika po ich wykluczeniu. Państwo stworzone w wyniku ich machinacji może rządzić bez ograniczeń. A dla następców, którzy są rzeczywiście demokratyczni, istnieje wtedy wielka pokusa, aby po prostu skierować całą swoją władzę przeciwko poprzednim władcom – i w ten sposób upodabniać się coraz bardziej do nich"
– konkluduje swoje wywody.