Wojna w PSL zagrozi Tuskowi » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Tusk, czyli sukcesy faceta z białą flagą. Pakt migracyjny nas nie ominie

Na naszych oczach prysł mit Donalda Tuska jako polityka, który wciąż ma wpływ na najważniejsze unijne decyzje. Lider 13-grudniowców znajduje się w politycznej panice, bo doskonale wie, że w oczach większości polskiego społeczeństwa jest człowiekiem Brukseli. Tyle że jego zwolennicy uważali, że Polska zyska dzięki temu niezwykłą decyzyjność. Przyjęcie paktu migracyjnego przez większość unijnych państw pokazuje, jak bardzo się mylili. Jak zwykle kosztem naszego kraju.

We wtorek Rada Unii Europejskiej ostatecznie zatwierdziła pakt migracyjny. Decyzję podjęli ministrowie finansów 27 krajów członkowskich w Brukseli. Przyjęcie paktu oznacza oficjalny koniec procesu legislacyjnego. Sprawę krótko podsumował na portalu X Patryk Jaki, europoseł Suwerennej Polski: „Migranci będą przymusowo relokowani do Polski lub będziemy płacili podatek migracyjny. 20 tys. euro od nieprzyjętego migranta, chyba że zostanie ogłoszony kryzys – wtedy nie będzie można się wykupić, a liczba do relokacji nie będzie ograniczana”. Polityk Suwerennej Polski z gorzką kpiną dodał: „[Donald] Tusk obiecywał, że »ma możliwości budowania sojuszy w UE« i dla Polski zablokuje ten mechanizm. Jego obietnica była jednak tyle warta co wszystkie poprzednie”. Na usta ciśnie się jeszcze jeden komentarz, wyświechtany slogan lewicowo-liberalnych polityków: „Polska sama została znów z Węgrami”. Tym razem miało być przecież inaczej. Polityczno-medialna osłona zapewniała nas solennie od lat, że wpływy Donalda Tuska w Unii Europejskiej są niebotyczne. Że unijni politycy nie tylko szanują go, ale i słuchają. Więcej, nie raz i nie dwa słyszeliśmy, że jako były przewodniczący Rady Europejskiej jest niemal pierwszym wśród równych pośród brukselsko-berlińsko-paryskiego establishmentu. Co mogło więc pójść na tak? Właściwie wszystko.

Do czego Berlin potrzebuje KO

Donald Tusk swoją pozycję w Unii Europejskiej zawdzięczał niemieckim interesom. Dopóki Polska pod jego rządami grała tak, jak pasowało to byłej kanclerz Niemiec Angeli Merkel, dopóty było jasne, że lider Koalicji Obywatelskiej jest człowiekiem pożytecznym i użytecznym. Berlin potrzebował i nadal potrzebuje nad Wisłą partii, która będzie gwarantem utrzymania naszej polityki i gospodarki w bezpośredniej strefie wpływów zachodniego sąsiada. Im bardziej obawiano się, że Zjednoczona Prawica wyznaczy niemieckiej władzy czerwone linie we wzajemnych relacjach, tym chętniej grano wizerunkiem Tuska jako omnipotentnego Europejczyka, który umiejętnie godzi interesy Brukseli (czytaj: Berlina) z interesami Warszawy. 

Przynajmniej od wiosny 2023 r. prasa zachodnia i polska odbudowywała mit szefa Platformy jako człowieka, który umiejętnie połączy polską i brukselską rację stanu. Żonglowano demokratycznymi hasłami i sloganami o spodziewanym powrocie Polski do grona decyzyjnych państw Europy, choć było jasne, że chodzi o to, by Warszawa znów chętnie realizowała brukselskie pomysły polityczne, gospodarcze, społeczne. Po drodze kompradorskie elity zorientowały się, że w naszym kraju nie da się grać kartą hurraoptymizmu w sprawach imigrantów. 

Początkowo Koalicja Obywatelska licytowała się z najbardziej lewicowymi politykami na naiwny, proimigracyjny optymizm. Ale im bliżej było wyborów, tym jaśniejsze stało się dla Tuska i jego otoczenia, że o wiele bardziej opłaca się mrugnąć okiem do rozsądniejszego elektoratu, który zdecydowanie nie miał ochoty otwierać ani wschodniej, ani zachodniej granicy Polski na lawinowy przypływ niechcianych gości. W zmianie narracji pomogła Tuskowi tzw. afera migracyjna. I bardzo, naprawdę bardzo krótka pamięć okolicznościowych wyborców, którzy praktycznie z dnia na dzień do śmietnika pamięci wyrzucili proimigracyjne wypowiedzi polityków Koalicji Obywatelskiej i symboliczne obrazki, na których widać ludzi KO występujących przeciwko polskim pogranicznikom przy granicy z Białorusią.

Człowiek z białą flagą

Nie mniej ważne jest co innego. Realne możliwości Tuska w sprawie realnych interesów unijnych państw są zdecydowanie ograniczone. Lider 13-grudniowców jest mile widziany w Berlinie, Brukseli, Paryżu i paru innych unijnych stolicach jako człowiek z białą flagą. Większość zagrywek ze strony brukselskich elit, które sprawiają wrażenie sukcesów Tuska, to element antypisowskiego dealu. Bruksela odblokowała KPO i zapowiedziała zakończenie procedury dotyczącej artykułu 7 Traktatu o UE tylko dlatego, że rządzą 13-grudniowcy. Wszyscy zorientowani doskonale wiedzą, że w kwestiach prawnych polityczna siła, jawna przemoc władzy, wspartej na wszelkich możliwych służbach, znaczą dużo więcej niż przed 13 grudnia ubiegłego roku. Ale na tym właściwie kończą się cudowne unijne możliwości szefa feralnego rządu. Przecież nawet były „król Europy” półgębkiem przyznaje, że w sprawach obronności lub wspólnego europejskiego wsparcia dla Ukrainy więcej jest gadaniny niż faktycznych działań. 

Tusk zrobił swoje, Tusk może odejść. A ściślej – cieszyć się swoim wizerunkiem polityka, który wiele może. I Paryż, i Berlin, i pozostałe stolice unijne robią to, co chcą i co w danym momencie uważają za słuszne ze względu na własne interesy. Nie tylko w sprawach Ukrainy i Rosji – także w sprawach polityki migracyjnej. Zachód chciał w Polsce rządu miękkiego jak plastelina, łatwego do urobienia, bo przyzwyczaił się do tego, że liberalne elity nad Wisłą tak właśnie rozumieją europejskość, jako posłuszną realizację cudzych interesów. Berlinowi bardzo się podoba, że taką wersję europejskości polskojęzyczne media podają milionom Polek i Polaków do wierzenia. I to wciąż działa, choć jest coraz trudniej – a pakt migracyjny pokazuje, że Tuskowi coraz trudniej będzie siedzieć na barykadzie.

Kij dla Polaków, marchewka dla Tuska 

Nie da się bowiem jednocześnie być człowiekiem Brukseli i człowiekiem faktycznie działającym w polskich interesach. Co warto odnotować: pole manewru koalicji 13 grudnia jest coraz bardziej ograniczone. Tusk buńczucznie zapowiada, że „nie godzi się” na ustalenia paktu imigracyjnego, ale one i tak będą wdrażane. A premier w brukselskich kuluarach zapewne będzie z ubolewaniem kiwał głową nad „złą wolą nietolerancyjnego polskiego społeczeństwa”. Publicznie zaś zacznie udawać, że twardo broni Polski przed rozwiązaniami nieszczęsnego paktu. Tak jak przypiął sobie w 2023 r. do piersi serduszko, bo zorientował się, że pod ulubioną, unijną flagą jego opcja nie ma szans na odzyskanie władzy w Polsce. I tak ten rekwizyt nosi do dziś.   

Najgorsze dla naszego kraju jest to, że brak realnych możliwości działania na unijnym podwórku 13-grudniowcy rekompensują sobie coraz ostrzejszą antypisowską retoryką. I coraz bezczelniejszymi próbami mydlenia ludziom oczu w najważniejszych dla naszego bezpieczeństwa sprawach. Tusk zatroskany o sytuację polskich pograniczników, resetowiec Tusk grzmiący w Sejmie na „rosyjską partię” w polskiej polityce – pic, a z picem nic. Kolejne seanse nienawiści mają odciągnąć uwagę opinii publicznej od prostego faktu: lider KO w sprawach europejskich ani na jotę nie zmienił realnych układów sił. Dostał od Brukseli to, co mu obiecano za pokonanie PiS. I nic więcej. 

Z niedawnego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że znakomita większość Polaków fatalnie odebrała jego słowa o PiS jako „płatnych zdrajcach, pachołkach Rosji”. Nawet część wyborców koalicji 13 grudnia nie jest tak omamiona, jak mogłoby się wydawać zwodzącym ich politykom – niemała część ankietowanych z tego kręgu uznała, że Tusk nie ma racji, sięgając po taką retorykę. 

Kompradorskie elity są o krok od przegrzania nastrojów nawet wśród swoich zwolenników. Tym bardziej że coraz lepiej widać, iż Brukseli wobec polskiego społeczeństwa został już tylko kij. To choćby Zielony Ład i pakt migracyjny, bo Tusk już dostał marchewkę (KPO, wycofanie artykułu 7). I niewiele zmieniła ona w politycznych notowaniach. Niestety, i za unijny kij dla Polaków, i za marchewkę dla Tuska, najwięcej zapłacą zwykli ludzie.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Krzysztof Wołodźko
Wczytuję ocenę...
Wideo