Tortury zemstą za naruszenie wpływów » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Nowa prezydent kontra narkobiznes

Rodzice nowej prezydent przybyli do nowej ziemi obiecanej z Litwy i Bułgarii. Polityk rządziła do tej pory stolicą kraju. W wyborach prezydenckich uzyskała zdecydowaną przewagę, pokonując wysoko notowanych rywali. Claudia Sheinbaum ma tytuł doktora inżyniera. Specjalizuje się w energetyce i ekologii. Pracowała w zespole Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) – głównej organizacji promującej ideologię walki ze zmianami klimatu. Współpracowała z wiceprezydentem USA Alem Gore’em.

Z Litwy do Meksyku

Szybko pięła się na szczyty kariery politycznej. Najpierw wspierając w kampanii prezydenta Andrésa Manuela Lópeza Obradora. Potem została burmistrzem stołecznej dzielnicy Tlalpan, a następnie stolicy kraju – dziewięciomilionowego miasta Meksyk. Ze swojego urzędowania zbierała mieszane recenzje. Jest ekolożką i feministką. Wzięła ślub dopiero w trakcie kampanii. Sheinbaum należy do Ruchu Odrodzenia Narodowego (Morena) i jest kojarzona z lewicowym spojrzeniem na gospodarkę. Po wyborach kurs peso zanurkował o ok. 4 proc. w stosunku do dolara, a giełda tąpnęła aż o 6 proc. Władze musiały uspokajać inwestorów. Prezydent zapowiedziała ostrożną politykę fiskalną i zmniejszenie deficytu budżetowego do 3 proc. do 2025 r. 

Jednak to, z czym będzie musiała się naprawdę zmierzyć nowa głowa państwa, to wojna z narkokartelami i przemocą. Jako burmistrz stolicy osiągnęła na tym polu pewne sukcesy. W czasie jej kadencji liczba zabójstw spadła o połowę. Jednak przeciwnicy nowej przywódczyni kraju twierdzą, że to nieprawda. Według oficjalnych statystyk zmniejszyła się też liczba brutalnych przestępstw. Meksyk to przecież kraj o jednym z największych wskaźników przestępczości, szczególnie przestępczości zorganizowanej. Jak udało się jej to osiągnąć do tej pory? Policja stała się bardziej profesjonalna. Poprawiła się jakość dochodzeń. Zwiększyło się także zaangażowanie lokalnych społeczności we współpracę z władzami.

Funkcjonariusze mają coraz więcej uprawnień (np. do gromadzenia danych) i coraz więcej zarabiają. Pensje w ostatnim czasie wzrosły o połowę. W stolicy jest 75 tys. kamer, które pomagają łapać przestępców. Meksykanie po raz pierwszy poczuli się pewnie. Jeszcze kilka temu niemal każdy czuł się niebezpiecznie. Teraz zaledwie co drugi. 

Zadania dla prezydenta

To, czego boją się Meksykanie, to przede wszystkim wojna handlowa ze Stanami Zjednoczonymi po ewentualnym zwycięstwie Donalda Trumpa. Chcieliby także szerszych programów społecznych, których udział w PKB i tak już istotnie wzrósł w ciągu ostatnich pięciu lat – z 0,7 proc. do 4,7 proc. PKB. Jednak trzeba znów wspomnieć o wojnie z narkokartelami. Za kadencji Obradora zginęło aż 171 tys. ludzi. To populacja średniego miasta w Polsce, dla nas coś niewyobrażalnego. 

Zabójstwa nie omijały także świata polityki. W tegorocznym kalendarzu wyborczym śmierć poniosło aż 37 kandydatów różnych szczebli. Dokonano 828 aktów przemocy politycznej. Ginęli kandydaci na radnych, burmistrzów. Za zabójstwami stały oczywiście kartele narkotykowe, które eliminowały niewygodnych polityków i torowali drogę swoim faworytom. Otwarta wojna gangów z państwem trwa już blisko 20 lat. Meksyk stał się głównym kanałem przerzutowym kokainy do USA i Europy, skutecznie zajmując miejsce Kolumbii na arenie międzynarodowej. O wpływy w kraju i za granicą walczy kilkanaście głównych karteli: Sinaloa, Jalisco New Generation, Los Zetas, Gulf, Gurreros Unidos, Beltrán-Leyva, La Familia Michoacana, Northeast, Anti-Union Force, Santa Rosa de Lima, Juárez, Tijuana, Caballeros Templarios. Szacuje się, że konflikt kosztował już życie ponad 200 tys. ludzi.
Naturalnie Polakom tego typu sprawy kojarzą się z barwnymi serialami, ukazującymi życie klanu rodziny Guzmanów czy bohaterów „Narcos”. Jednak dla zwykłych mieszkańców życie w takich warunkach to prawdziwy koszmar. Zwłaszcza że bandyci używają coraz nowszych metod represji. Na przykład zrzucają bomby z dronów, jak na wojnie na Ukrainie. Częste są też dekapitacje ludzi, którzy nie chcą współpracować z kartelami. Meksykańskie rodziny mafijne kontrolują już 90 proc. kokainy, która trafia do USA. Kraj ten jest też jednym z największych producentów heroiny, metamfetaminy oraz innych narkotyków syntetycznych. Korupcja jest powszechna i dotyczy wszystkich szczebli władzy. 

Czy nowa prezydent wygrałaby bez wsparcia karteli? To pytanie może jest szokujące, lecz doskonale obrazuje to, co dzieje się w kraju. Sądząc z doświadczeń kolumbijskich, lewicowi politycy chętniej układają się z gangami. Ci z prawicy są częstszymi sojusznikami Amerykanów, a ci są zdeterminowani walczyć z trucizną, która niszczy ich kraj. 

Kraj niewykorzystanych szans

Generalnie Meksyk można uznać za państwo niewykorzystanych szans. Dobre położenie geograficzne, stabilni sąsiedzi – największa gospodarka świata. Niby wszystko dobrze, a państwo kojarzy się głównie z nielegalnymi migrantami i narkobiznesem. W ciągu ostatnich 25 lat PKB rósł średnio o 2,8 proc. rocznie w Meksyku. To niewiele więcej od Brazylii, a mniej od Argentyny czy Chile. 

Problemy społeczne dotyczą nie tylko gangów, ale systemowego ubóstwa. Meksyk zrezygnował z eksportu ropy, a gospodarką rządzą państwowe monopole. Zagraniczny inwestorzy narzekają zaś na uciążliwą biurokrację i archaiczną infrastrukturę. Poprzednik Sheinbaum był krytykowany za bierność wobec przemocy. W demonstracjach domagających się jego odwołania uczestniczyło nierzadko 100 tys. ludzi. Obywatele demonstrowali także przeciwko korupcji i rządom bogaczy, którzy chronieni przez polityków stawali się coraz bogatsi kosztem zwykłych ludzi. Jest to kolejny systemowy problem tego kraju. Sztywna struktura społeczna, w której rządzą klany polityczno-biznesowo-przestępcze. Te trzy grupy bogacą się, utrzymując codzienny terror. Szary człowiek nie widzi szans na zmianę. 

Sheinbaum jest z kolei postrzegana jako ta, która może unowocześnić gospodarkę kraju i przestawić ją na zielone tory. Jeszcze prezydent Andrés Manuel López Obrador wypowiedział wojnę przemysłowi górniczemu. Domagał się konstytucyjnego zakazu funkcjonowania kopalni odkrywkowych. Meksyk jest jednym ze światowych liderów wydobycia metali. López Obrador argumentował, że górnictwo nie tylko szkodzi środowisku naturalnemu, ale powoduje nadmierne zużycie wody. A poziom wód gruntowych w kraju stale się kurczy. Z drugiej strony, mogła to być gra dotycząca udzielania koncesji na wydobycie i eksploatację minerałów. To przecież intratny biznes. W kraju działają aż 264 kopalnie odkrywkowe. Meksyk posiada bogate złoża metali szlachetnych, w tym złota i srebra. Ale nie tylko – istnieją tam duże złoża miedzi, ołowiu czy litu. 

Społeczeństwo chciałoby jednak świętego spokoju. Ma w pamięci dramatyczne morderstwa kobiet, studentów czy policjantów. Ludzie nie chcą ginąć w egzekucjach czy od odłamków. Nie chcą wyprowadzać się ze swoich domów, a zdarza się, że gdy rozpęta się wojna karteli, ewakuują się całe wioski. Swoje domy musiały opuścić setki tysięcy Meksykanów, którzy w ten sposób ratowali swoje życie. 

Czy nowa pani prezydent stawi temu czoła? Komentatorzy zauważają, że w jej programie brak jest wizji polityki bezpieczeństwa. I jest to podwójnie zastanawiające. Większy nacisk kładzie na ekologię i gospodarkę niż na to, co spędza sen z powiek przeciętemu mieszkańcowi tego kraju. Nie wróży to dobrze na przyszłość. 
 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Tomasz Teluk
Wczytuję ocenę...
Wideo